Niektóre literackie spotkania pozostawiają po sobie tak silne wrażenie, że na kolejną książkę danego autora czeka się z prawdziwą niecierpliwością. Tak właśnie jest w moim przypadku z twórczością Katarzyny Kuśmierczyk. „Znamię rodu” okazało się kolejną powieścią, która całkowicie mnie pochłonęła i dostarczyła niezapomnianych emocji. Była to prawdziwa czytelnicza uczta, którą zapamiętam do końca moich dni. Autorka po raz kolejny udowodniła, że potrafi stworzyć historię nie tylko fascynującą, ale również pełną mroku, tajemnic i napięcia, od której niezwykle trudno się oderwać. Nawet po zamknięciu ostatniej strony myśli wciąż wracają do bohaterów i wydarzeń, które na długo pozostają w pamięci.
Autorka po raz kolejny udowadnia, że doskonale wie, jak budować klimat. Nie potrzebuje tanich chwytów ani przesadnych scen grozy. Wystarczy kilka szeptów dochodzących z lasu, stary dom skrywający rodzinne sekrety, tajemnicze jezioro i legenda, która z każdą stroną zaczyna wydawać się coraz bardziej prawdziwa. Wszystko to sprawia, że napięcie narasta powoli, ale nieubłaganie. Czytelnik niemal czuje zapach wilgotnego lasu, słyszy skrzypienie drewnianych podłóg i ma wrażenie, że ktoś obserwuje go zza drzew.
Największym atutem tej powieści jest jednak kreatywność Katarzyny Kuśmierczyk. Stworzenie historii, która czerpie z dawnych słowiańskich wierzeń, lokalnych legend Mazur i jednocześnie pozostaje świeża oraz zaskakująca, wymaga ogromnej wyobraźni. Autorka nie kopiuje znanych motywów. Buduje własny świat, w którym rzeczywistość miesza się z tym, co niewidzialne, a granica między legendą i prawdą zaciera się z każdą kolejną stroną. To właśnie ta pomysłowość sprawia, że czytelnicze emocje rozpalają się do czerwoności. Chwilami czułem niepokój, chwilami zachwyt, a momentami wręcz dreszcze przebiegające po plecach. Takie emocje nie zdarzają się często.
Łucja to bohaterka, której nie sposób pozostać obojętnym. Wraca do miejsca, od którego chciała uciec na zawsze. Powrót do rodzinnego domu miał być jedynie formalnością, zamknięciem bolesnego rozdziału życia. Tymczasem okazuje się początkiem drogi prowadzącej ku prawdzie, od której nie sposób uciec. Jej historia pokazuje, że przeszłość zawsze potrafi odnaleźć drogę do człowieka, nawet jeśli ten przez lata skutecznie ją wypierał. Z każdą odkrywaną tajemnicą Łucja dojrzewa, zmienia się i coraz mocniej uświadamia sobie, że nie wszystko można wyjaśnić rozumem.
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie prowadzenie dwóch przeplatających się płaszczyzn czasowych. Współczesność i odległe czasy przedchrześcijańskie tworzą niezwykle spójną całość. Żadna z tych historii nie dominuje nad drugą. Wręcz przeciwnie – wzajemnie się uzupełniają, dzięki czemu czytelnik stopniowo odkrywa kolejne elementy układanki. To rozwiązanie sprawia, że napięcie ani na moment nie opada, a ciekawość rośnie z każdym rozdziałem.
Nie sposób nie docenić również miejsca akcji. Puszcza Borecka niemal staje się jednym z bohaterów powieści. To nie jest zwykłe tło wydarzeń. Las żyje, oddycha, obserwuje i skrywa tajemnice starsze od ludzkiej pamięci. Rezerwat Borki oraz okolice jeziora Walisko nabierają niezwykłej mocy, a czytelnik ma wrażenie, że naprawdę istnieją miejsca, do których lepiej nie zaglądać po zmroku. Uwielbiam książki, w których przestrzeń odgrywa tak ważną rolę, a tutaj została wykorzystana wręcz mistrzowsko.
Bardzo cenię twórczość Katarzyny Kuśmierczyk za to, że w centrum swoich opowieści stawia silne kobiety. Nie są one nieomylnymi superbohaterkami. Popełniają błędy, boją się, wątpią, ale mimo wszystko walczą. Dzięki temu wydają się autentyczne. Łucja jest właśnie taką bohaterką – prawdziwą, wiarygodną i bliską czytelnikowi. Jej emocje udzielają się podczas lektury, a podejmowane decyzje każą zastanowić się nad własnymi wyborami.
Autorka świetnie operuje językiem. Pisze lekko, obrazowo i niezwykle sugestywnie. Opisy nie spowalniają akcji, lecz budują klimat i pozwalają jeszcze mocniej zanurzyć się w opowieści. Dialogi brzmią naturalnie, a narracja sprawia, że strony znikają w błyskawicznym tempie. To jedna z tych książek, które planuje się czytać przez kilka dni, a kończy zdecydowanie szybciej, bo zwyczajnie nie da się jej odłożyć.
Bardzo spodobało mi się również to, że folk horror w wydaniu Katarzyny Kuśmierczyk nie ogranicza się jedynie do straszenia. To opowieść o rodzinie, dziedzictwie, odpowiedzialności i przeznaczeniu. O tym, że są więzi silniejsze niż czas, a niektórych tajemnic nie da się pogrzebać razem z przeszłością. Pod warstwą grozy kryje się historia pełna emocji i refleksji nad tym, kim jesteśmy oraz jak wielki wpływ mają na nas nasi przodkowie.
Podczas lektury wielokrotnie łapałem się na tym, że próbuję przewidzieć rozwój wydarzeń. I właśnie wtedy autorka po raz kolejny udowadniała, jak znakomicie potrafi zaskakiwać. Kiedy wydawało mi się, że już wiem, dokąd zmierza historia, otrzymywałem kolejny zwrot akcji, który całkowicie zmieniał moje spojrzenie na wydarzenia. Tak właśnie buduje się powieści, które zostają z czytelnikiem na długo.
„Znamię rodu” to książka dla miłośników mrocznych historii, słowiańskich wierzeń, rodzinnych tajemnic i opowieści, w których atmosfera odgrywa równie ważną rolę jak fabuła. To powieść dopracowana, pełna emocji i napisana z ogromnym wyczuciem. Widać w niej pasję, talent i literacką odwagę autorki, która konsekwentnie rozwija własny styl. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Katarzyna Kuśmierczyk stworzyła kolejną znakomitą historię. Kreatywność autorki w budowaniu świata przedstawionego oraz umiejętność rozpalania czytelniczych emocji do czerwoności zasługują na najwyższe uznanie. Dla mnie było to kolejne spotkanie z jej twórczością, które okazało się prawdziwą literacką ucztą i pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że „Znamię rodu” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, zajmując wyjątkowe miejsce w czyt-NIKowej biblioteczce. Jeśli szukacie powieści, która jednocześnie zachwyca klimatem, intryguje tajemnicą, wzrusza i niepokoi, to właśnie ją znaleźliście.
Książka pt. "Znamię rodu" ukazała się nakładem Wydawnictwa Venefica

