Nie ukrywam, że uwielbiam książki, które potrafią zaskoczyć. Jeszcze bardziej cenię te, które biorą dobrze znaną historię, obracają ją o sto osiemdziesiąt stopni i pokazują, że nawet opowieść, którą znamy od dzieciństwa, może zabrzmieć świeżo, emocjonalnie i niezwykle aktualnie. Taka właśnie jest „Zatruta” Jennifer Donnelly. To nie jest kolejna baśniowa opowiastka oparta na motywie Królewny Śnieżki. To historia, która bierze klasyczny motyw i nadaje mu zupełnie nowy wymiar – pełen emocji, refleksji i walki z tym, co często okazuje się groźniejsze od każdej czarnej magii.
Jennifer Donnelly po raz kolejny udowadnia, że doskonale odnajduje się w tworzeniu historii dla młodszych i starszych czytelników. Pisze lekko, obrazowo i z wyczuciem, dzięki czemu od pierwszych stron przenosi nas do świata pełnego tajemnic, magii i niebezpieczeństw. To świat piękny, ale jednocześnie mroczny, w którym nie wszystko jest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka.
Sophie poznajemy w momencie, gdy jej życie dosłownie wisi na włosku. Wysłana do lasu z łowczym ma zginąć, a jej serce staje się dowodem wykonania rozkazu. Już ten początek pokazuje, że autorka nie zamierza prowadzić czytelnika utartą ścieżką. Bardzo szybko okazuje się, że największym zagrożeniem nie zawsze jest miecz, trucizna czy zaklęcia. Czasami znacznie bardziej niszczące są słowa, które słyszymy każdego dnia. Powtarzane wystarczająco długo zaczynają zatruwać umysł i serce, sprawiając, że sami zaczynamy wierzyć we własną bezwartościowość.
I właśnie ten motyw zrobił na mnie ogromne wrażenie. „Zatruta” mówi o manipulacji, kompleksach, braku wiary w siebie i o tym, jak łatwo można odebrać drugiemu człowiekowi poczucie własnej wartości. Jennifer Donnelly ubiera te problemy w baśniowe szaty, ale przekaz pozostaje niezwykle prawdziwy i aktualny. Każdy z nas choć raz usłyszał coś, co zabolało bardziej niż jakikolwiek cios. Każdy choć przez chwilę zwątpił w siebie. Dlatego historia Sophie trafia do serca niezależnie od wieku czytelnika.
Największym atutem tej powieści jest jednak sama bohaterka. Sophie nie jest nieomylną wojowniczką ani księżniczką, która od pierwszej strony wie, jak pokonać zło. Popełnia błędy, boi się, wątpi i często nie wierzy we własne możliwości. Dzięki temu wydaje się niezwykle prawdziwa. Jej przemiana nie następuje nagle. To proces pełen potknięć, trudnych decyzji i bolesnych odkryć. Właśnie dlatego kibicowałem jej od początku do końca.
Bardzo przypadł mi do gustu także motyw siedmiu tajemniczych towarzyszy. Ich obecność nie jest jedynie ukłonem w stronę klasycznej baśni. Każda z tych postaci wnosi coś istotnego do historii, a ich relacje z Sophie pokazują, jak wielkie znaczenie mają przyjaźń, wzajemne wsparcie i zaufanie. To właśnie dzięki nim bohaterka zaczyna odkrywać, że siła nie zawsze oznacza walkę mieczem. Czasem największą odwagą jest uwierzyć w siebie.
Jennifer Donnelly znakomicie buduje atmosferę. Las wydaje się niemal żywy. Zamek skrywa sekrety, magia fascynuje, ale jednocześnie budzi niepokój. Czytelnik ma wrażenie, że za każdym rogiem czeka kolejna tajemnica. To sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Kolejne rozdziały pochłania się z ogromną ciekawością, a napięcie rośnie niemal do samego końca. Ogromnym plusem jest również sposób, w jaki autorka bawi się oczekiwaniami czytelnika. Wielokrotnie wydaje nam się, że wiemy, kto jest winny, kto okaże się sprzymierzeńcem, a kto największym wrogiem. Tymczasem Jennifer Donnelly skutecznie wyprowadza nas z błędu. Dzięki temu historia ani przez moment nie staje się przewidywalna.
Podobało mi się również to, że dobro i zło nie zostały przedstawione w czarno-białych barwach. Bohaterowie mają swoje motywacje, lęki i słabości. Nawet postacie, które początkowo wydają się jednoznacznie negatywne, z czasem pokazują swoje drugie oblicze. To sprawia, że świat przedstawiony nabiera głębi i wiarygodności.
Choć „Zatruta” jest baśnią, porusza wiele ważnych tematów. Opowiada o sile słów, toksycznych relacjach, manipulacji, odpowiedzialności, odwadze, empatii i potrzebie akceptacji samego siebie. Co ważne, autorka nie moralizuje. Pozwala czytelnikowi samodzielnie wyciągać wnioski, a emocje płynące z historii robią to znacznie skuteczniej niż jakiekolwiek pouczenia.
Na uwagę zasługuje także język powieści. Jest barwny, pełen pięknych opisów i baśniowego klimatu, ale jednocześnie bardzo przystępny. Jennifer Donnelly doskonale wie, kiedy zwolnić tempo, by pozwolić czytelnikowi nacieszyć się atmosferą, a kiedy przyspieszyć akcję i sprawić, że kolejne strony znikają w ekspresowym tempie.
To książka, która dostarcza wielu emocji. Są chwile wzruszenia, niepokoju, radości i zaskoczenia. Są momenty, kiedy kibicujemy bohaterom z całego serca, ale również takie, w których zastanawiamy się, komu właściwie można zaufać. Dzięki temu lektura ani przez chwilę nie nuży.
Po zamknięciu ostatniej strony zostało ze mną przekonanie, że „Zatruta” to znacznie więcej niż udana reinterpretacja znanej baśni. To opowieść o odnajdywaniu własnego głosu, o walce z wewnętrznymi demonami i o tym, że dobroć nie jest oznaką słabości, lecz ogromnej siły. To historia przypominająca, że największe bitwy często rozgrywają się nie na polach walki, lecz w ludzkim sercu.
Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że „Zatruta” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To powieść, która nie tylko zapewnia znakomitą rozrywkę, ale również pozostawia po sobie cenne refleksje. Bez wątpienia stanowi wartościowy dodatek do każdej czyt-NIKowej biblioteczki. Jeśli lubicie baśnie opowiedziane na nowo, pełne magii, emocji i bohaterów, których los naprawdę obchodzi czytelnika, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Jestem przekonany, że ta niezwykła podróż zostanie z Wami na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Książka pt. "Zatruta" ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

