Nie każda poezja próbuje zachwycać pięknymi słowami. Są tomiki, które zamiast błyszczeć formą, poruszają tym, co najważniejsze – prawdą o człowieku. „Nie po drodze” Jolanty Sztejki jest właśnie takim zbiorem wierszy. To książka, która nie udaje, że życie jest proste. Przeciwnie – pokazuje jego zakręty, rany i chwile zwątpienia, ale jednocześnie przypomina, że nawet po największej burzy można odnaleźć drogę do siebie.
To nie jest tomik poezji, który będzie próbował udowodnić czytelnikowi swoją wielkość wyszukanymi metaforami czy niezrozumiałymi konstrukcjami. Wręcz przeciwnie. Siłą tych wierszy jest ich szczerość. Autorka nie ukrywa emocji za literackimi ozdobnikami. Pisze tak, jakby zapraszała nas do rozmowy przy kubku herbaty, kiedy w końcu można powiedzieć wszystko to, co od dawna siedzi w sercu.
Już od pierwszych stron czuć, że ta poezja została napisana przez życie. Nie przez wyobraźnię, ale przez doświadczenia, które zostawiają ślady. Miłość, utrata, tęsknota, samotność, przemijanie, rozczarowania, ale także odradzająca się nadzieja – wszystkie te emocje przeplatają się tutaj w sposób niezwykle naturalny. Nie ma przesady. Nie ma teatralności. Jest prawda.
Jolanta Sztejka pokazuje, że codzienność potrafi być najbardziej poetycka. Niedopita kawa, zimne dłonie, zapach bzu, szpitalna poczekalnia czy górski szlak nagle przestają być zwykłymi obrazami. Nabierają znaczenia. Każdy z tych drobiazgów niesie za sobą wspomnienia i emocje, które wielu z nas dobrze zna. Dzięki temu podczas lektury można odnieść wrażenie, że autorka opowiada również fragment naszej własnej historii.
Bardzo spodobało mi się to, że wiersze nie narzucają jednej interpretacji. Każdy odnajdzie w nich coś innego. Jedni zobaczą opowieść o niespełnionej miłości, inni odnajdą własne doświadczenia związane z przemijaniem albo próbą odnalezienia siebie po bolesnych wydarzeniach. To właśnie jedna z największych zalet dobrej poezji – nie daje gotowych odpowiedzi, lecz zachęca do zadawania pytań.
Czytając ten tom, miałem wrażenie, że autorka doskonale rozumie, iż życie bardzo rzadko prowadzi nas prostą drogą. Częściej są to zakręty, ślepe uliczki, nieoczekiwane przystanki i konieczność zaczynania wszystkiego od nowa. Tytuł „Nie po drodze” nabiera więc wielu znaczeń. To nie tylko określenie relacji między ludźmi. To także metafora naszego życia, które często prowadzi nas tam, gdzie wcale nie planowaliśmy się znaleźć.
Ogromnym atutem tego tomu jest jego autentyczność. Nie czuć tutaj chęci przypodobania się komukolwiek ani pisania pod oczekiwania odbiorców. To poezja płynąca z wnętrza człowieka, który wiele przeżył, wiele zrozumiał i potrafi o tym opowiedzieć z niezwykłą wrażliwością. Dzięki temu nawet najprostsze słowa potrafią wywołać silne emocje.
Warto pamiętać, że od poprzedniego tomu minęło dwanaście lat. Ten czas wybrzmiewa w każdym utworze. To poezja dojrzalsza, spokojniejsza, bardziej świadoma. Nie próbuje krzyczeć. Nie potrzebuje wielkich słów. Jej siłą jest cisza. A przecież to właśnie cisza bardzo często mówi najwięcej.
Podczas lektury wielokrotnie zatrzymywałem się na pojedynczych wersach. Nie dlatego, że były trudne. Wręcz przeciwnie. Były tak trafne, że chciało się pozwolić im wybrzmieć. Są książki, które kończy się i odkłada na półkę. Tutaj miałem ochotę zamknąć tomik na chwilę, spojrzeć przez okno i po prostu pobyć z własnymi myślami. To chyba najlepszy dowód na to, że poezja Jolanty Sztejki działa.
Podoba mi się również to, że autorka nie odbiera czytelnikowi nadziei. Choć w wielu wierszach obecny jest ból, strata czy samotność, pomiędzy wersami stale tli się światło. Delikatne, czasem ledwie widoczne, ale wystarczające, by uwierzyć, że po najtrudniejszej nocy naprawdę może nadejść świt. To nie jest naiwna wiara w szczęśliwe zakończenia. To dojrzała świadomość, że człowiek potrafi podnieść się nawet po największych życiowych burzach.
Jolanta Sztejka udowadnia również, że kobiecość ma wiele twarzy. W jej poezji jest czułość, ale jest też gniew. Jest kruchość, lecz obok niej stoi siła. Są łzy, ale pojawia się również odwaga. Dzięki temu powstaje niezwykle prawdziwy obraz człowieka, który nie jest ani idealny, ani niezniszczalny. Jest po prostu autentyczny.
Nie jestem zwolennikiem poezji, która zamyka się wyłącznie w świecie symboli zrozumiałych dla garstki odbiorców. Lubię, kiedy autor potrafi mówić prostym językiem o sprawach najważniejszych. Właśnie dlatego „Nie po drodze” zrobiło na mnie tak dobre wrażenie. To tomik, który nie wymaga literaturoznawczego przygotowania. Wystarczy mieć serce, pamięć i własne doświadczenia. Resztę zrobią same wiersze.
To książka dla osób, które kiedyś kochały zbyt mocno. Dla tych, którzy przeżyli rozstanie, stratę albo musieli na nowo poskładać swoje życie. Ale również dla wszystkich, którzy po prostu lubią poezję bliską codzienności i człowiekowi. Poezję, która nie oddziela autora od czytelnika, lecz pozwala im spotkać się dokładnie pośrodku.
W świecie pełnym hałasu, pośpiechu i nieustannego biegu „Nie po drodze” staje się chwilą zatrzymania. Pozwala złapać oddech i przypomina, że nasze emocje nie są słabością. Są częścią nas. A czasami właśnie dzięki nim odnajdujemy drogę, choć wcześniej wydawało się, że już dawno ją zgubiliśmy. Dlatego z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że ten tom zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki.
Książka pt. "Nie po drodze" ukazała się nakładem Wydawnictwa Brda

