Są takie książki, po które sięga się w ciemno. Otwierasz pierwszą stronę, dajesz się porwać i po prostu wiesz, że przepadłeś na kilka długich godzin. Dokładnie tak miałem, kiedy w moje ręce trafiła najnowsza powieść, której autorem jest Krystian Kłomnicki. Jeśli śledzicie mojego bloga regularnie, to doskonale wiecie, że to moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza. Znamy się nie od dziś, jego literackie pióro nie raz już zafundowało mi emocjonalny rollercoaster, dlatego poprzeczkę stawiałem naprawdę wysoko. I wiecie co? Nie zawiodłem się ani trochę. Kłomnicki powraca w iście mistrzowskim stylu, serwując nam horror, który dosłownie elektryzuje czytelnicze emocje i nie pozwala na chociażby chwilę oddechu. Bez akademickiego nadęcia, bez zbędnego teoretyzowania i rozkładania każdego zdania na czynniki pierwsze – pogadajmy o tej książce tak, jak na prawdziwych moli książkowych przystało. Prosto z mostu i z czystym entuzjazmem!
Zacznijmy od samego klimatu, bo to, co autor wyprawia z atmosferą w tej powieści, przechodzi ludzkie pojęcie. Przenosimy się do współczesnej Rumunii. Brzmi znajomo? Owszem, Transylwania, Alpy Transylwańskie i cienie przeszłości to klasyka gatunku, ale Kłomnicki nie idzie na łatwiznę i nie kopiuje oklepanych schematów o hrabim w pelerynie. O nie, tutaj dostajemy coś o wiele bardziej mrocznego i namacalnego. Ruiny autentycznego zamku Vlada Palownika, czyli legendarnego Zamku Poenari, zostają wystawione na sprzedaż. Sam ten pomysł wyjściowy to czysty geniusz marketingu literackiego! Wyobraźcie sobie starożytne, budzące grozę mury, które nagle stają się obiektem pożądania współczesnego świata opartego na chciwości, pieniądzach i bezwzględnym zysku.
U podnóża gór zbiera się prawdziwa galeria osobliwości. Mamy tu rekinów biznesu, potencjalnych inwestorów z grubymi portfelami, ale także pospolitych cwaniaczków i poszukiwaczy łatwego zarobku, którzy w ruinach wietrzą interes życia. Wszyscy oni mają jeden cel: przechytrzyć lokalną społeczność, a w szczególności zatrudnionego przez gminę, niepozornego, kulawego dozorcę. Postać tego stróża to majstersztyk – facet wydaje się słaby, niemalże przezroczysty, a jednak bije od niego jakaś wewnętrzna, niepokojąca siła. Inwestorzy i złodziejaszkowie, karmieni własną pychą, ruszają na szczyt góry. Ponad tysiąc schodów prowadzących do twierdzy staje się drogą do piekła. Każdy kolejny krok pod górę to narastające napięcie, które autor dawkuje z aptekarską precyzją. Kiedy bohaterowie docierają na miejsce, by z bliska podziwiać legendarne kosztowności, okazuje się, że prawdziwym gospodarzem nie jest gmina, a diaboliczna siła, która za przekroczenie progu zamczyska żąda najwyższej ceny. Czy dusza okaże się wystarczającą zapłatą? Tego Wam oczywiście nie zdradzę, ale uwierzcie mi – krew zastyga w żyłach!
Muszę to głośno i wyraźnie wyartykułować: ogromnie doceniam kreatywność autora w konstruowaniu tej historii. Krystian Kłomnicki wykazał się niesamowitą wyobraźnią. Połączenie realnego, historycznego miejsca z nowoczesnym thrillerem korporacyjnym i rasowym, bezkompromisowym horrorem okultystycznym wyszło po prostu genialnie. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe uznanie. Autor pisze niezwykle plastycznie, jego opisy rumuńskich bezdroży, surowego klimatu gór i przytłaczającej architektury zamku Poenari sprawiają, że podczas lektury niemal fizycznie odczuwa się chłód ciągnący od starych murów. Narracja prowadzona jest w taki sposób, że dynamiczne sceny akcji idealnie przeplatają się z momentami psychologicznej grozy, gdzie największym potworem okazuje się ludzka chciwość.
Krystian Kłomnicki bawi się z nami w kotka i myszkę – kiedy wydaje się nam, że rozpracowaliśmy intencje danej postaci, autor jednym zwrotem akcji wywraca wszystko do góry nogami.
W tej książce nie ma miejsca na nudę. Emocje elektryzują od pierwszej do ostatniej strony, a tempo u podnóża Alp rumuńskich rośnie z każdym rozdziałem. To nie jest tani horror naszpikowany przewidywalnymi jump scare’ami. To głęboka, przemyślana opowieść o przekraczaniu granic, o tym, jak łatwo człowiek potrafi zatracić swoje człowieczeństwo w pogoni za bogactwem i jak potężne siły drzemią w miejscach zapomnianych przez Boga, a naznaczonych krwią z przeszłości.
Dla kogo jest ta książka? Odpowiedź jest prosta. To pozycja, która nasyci apetyty wszystkich czytelników złaknionych wyjątkowych czytelniczych wrażeń. Jeśli szukacie czegoś, co sprawi, że zapomnicie o całym świecie, co podniesie Wam ciśnienie i zmusi do zarwania nocki, to „Zamek Poenari” jest strzałem w dziesiątkę. Kłomnicki udowadnia, że polska literatura grozy ma się świetnie i potrafi konkurować z największymi światowymi bestsellerami.
Kończąc tę recenzję, nie mogę zrobić nic innego, jak tylko oficjalnie ogłosić mój werdykt. Z wielką radością i pełnym przekonaniem umieszczam tę książkę na mojej specjalnej, honorowej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To wyróżnienie ląduje u Krystiana Kłomnickiego w pełni zasłużenie. Zrobił kawał kapitalnej roboty i pokazał, że potrafi trzymać czytelnika w szachu od początku do końca.
Nie czekajcie, nie zastanawiajcie się. Pakujcie plecak, bierzcie latarkę i ruszajcie w wirtualną podróż do Rumunii, by wraz z bohaterami stanąć u wrót zamku Poenari. Pamiętajcie tylko o jednym – kiedy diaboliczna siła zażąda zapłaty, może być już za późno na ucieczkę. Czyt-NIK gorąco poleca i gwarantuje, że ten horror zostanie w Waszych głowach na bardzo, bardzo długo! Kawał genialnej literatury!
Książka pt. „Zamek Poenari” dostępna jest tutaj

