Są takie momenty w życiu każdego zapalonego mola książkowego, kiedy po przewróceniu ostatniej strony powieści człowiek musi po prostu usiąść na fotelu, wziąć głęboki oddech i przetrawić to, co właśnie się wydarzyło. Bez zbędnego akademickiego nadęcia, bez rozbijania tekstu na podręcznikowe czynniki pierwsze i bez zbędnego teoretyzowania – po prostu prosto z czytelniczego serca, z perspektywy czytelnika, który kocha dobrą, mięsistą i bezkompromisową literaturę.
Moje drugie spotkanie z twórczością Rafała Olendra okazało się kolejną czytelniczą ucztą, po której jeszcze długo nie będę mógł dojść do siebie. Z pełną odpowiedzialnością, zachwytem, wielką radością i dumą muszę ogłosić: „Sztuka upodlenia” trafi do mojej kolekcji z najważniejszym wyróżnieniem. To powieść, która bezapelacyjnie zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, godnie zasilając Czyt-NIKową biblioteczkę!
Rafał Olender po raz kolejny udowadnia, że posiada niezwykły dar wnikania w najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w brutalny, duszny świat, w którym zasady ustala ten, kto szybciej pociągnie za spust lub sprawniej zastawi pułapkę. Złudzenie kontroli nad własnym losem pryska tu niczym bańka mydlana. Autor stawia przed nami fundamentalne pytania o naturę zła, granice moralności oraz mechanizmy, jakie zachodzą w człowieku, kiedy z roli bezwzględnego drapieżnika musi nagle przestawić się na rolę osaczonej zwierzyny. Każdy przecież chce być myśliwym. Każdy chce rozdawać karty, budować swoją pozycję i siać strach. Ale co się stanie, gdy role się odwrócą i samemu stanie się trofeum w czyjejś bezwzględnej grze?
Głównym punktem ciężkości tej opowieści są trzej bohaterowie, z których żaden nie jest krystalicznie czysty. Komisarz Marcin Gruczyński to stróż prawa, ale z pewnością nie kryształowy bohater w białej zbroi. Lata przepracowane w stołecznej policji, codzienny kontakt z szagą, brudem i bezdusznością międzyludzkich relacji odcisnęły na nim potężne piętno. To glina skomplikowany, zmęczony życiem, który coraz częściej przesuwa granicę tego, co dopuszczalne, posuwając się o krok za daleko. Jest jednak wyjątkowo skuteczny, bo rozumie mrok, w którym przychodzi mu pracować.
Po drugiej stronie barykady stoi Norbert – człowiek wychowany na warszawskich ulicach, znający każdy zakamarek stolicy, potrafiący poruszać się w świecie ciemnych interesów, brudnych pieniędzy i bezwzględnych układowych powiązań. Norbert doskonale wie, że w jego fachu strach bywa znacznie cenniejszy niż jakakolwiek lojalność. To gangster bezkompromisowy, grający zawsze o najwyższą stawkę i nieuznający półśrodków. Przecięcie się dróg Gruczyńskiego i Norberta nie jest dziełem przypadku. To starcie dwóch potężnych osobowości, dwóch zdeterminowanych samców alfa, którzy dobrze wiedzą, że ten pojedynek nie może zakończyć się polubownym remisem.
Jednak to, co w mojej ocenie świadczy o genialnej wręcz kreatywności Rafała Olendra w tworzeniu tej intrygującej historii, to wprowadzenie trzeciego gracza. Postaci, która przez długi czas pozostaje w cieniu, niezauważalna ani w dziennym świetle, ani w gęstym mroku metropolii. Człowieka zepchniętego lata temu na margines, traktowanego jak śmieć, ignorowanego, który przez lata karmił się potężnym gniewem, krzywdą i paraliżującym upokorzeniem. W pewnym momencie ta czara goryczy się przelewa, zawory bezpieczeństwa puszczają, a tłumiona furia wybuchają ze zwielokrotnioną siłą. Olender w mistrzowski sposób prowadzi ten wątek, pokazując, co się dzieje z ludzką psychiką, gdy jednostka przez zbyt długi czas doświadcza cudzej bezwzględności. Gdy ofiara postanawia wreszcie stać się katem.
Czytelnik podczas lektury po prostu płonie! Autor z niewiarygodne precyzyjną dynamiką stopniuje napięcie. Konstrukcja fabuły sprawia, że od książki dosłownie nie sposób się oderwać. Każdy rozdział przynosi nowe zwroty akcji, zaskakujące odsłony układanki i podbija stawkę. Kreatywność Rafała Olendra w budowaniu tak wielowarstwowej intrygi rozgrzewa czytelnicze emocje do czerwoności. Przewracając kolejne strony, czułem, jak tętno skacze, a w głowie pojawia się natłok pytań: Kto tak naprawdę kieruje tą grą? Kto padnie pierwszy? Gdzie leży granica ludzkiego upodlenia?
„Sztuka upodlenia” to nie jest kolejny powtarzalny, schematyczny kryminał, jakich na rynku znajdziemy setki. To głęboka, dopracowana w każdym detalu powieść psychologiczna, w której mrok nie jest jedynie tanim rekwizytem, ale pełnoprawnym bohaterem. Olender pokazuje niezwykłą dojrzałość warsztatową. Potrafi wniknąć w emocje swoich postaci, dać im autentyczny, chropowaty głos i postawić w sytuacjach bez wyjścia. Nie ma tu niepotrzebnych zapychaczy czy lania wody – każde słowo ma swoje miejsce, a każdy dialog pulsuje autentycznym napięciem.
Z zachwytem patrzę na to, jak Rafał Olender rozwija swój pisarski kunszt. To drugie spotkanie z jego prozą utwierdziło mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z autorem niezwykle utalentowanym, który swymi powieściami dodaje ogromnej wartości polskiej literaturze sensacyjnej i kryminalnej. Wnosi na nasz rynek powiew świeżości, bezkompromisowość i niezwykłą czujność w obserwacji ludzkich ułomności. Pokazuje, że potrafi tworzyć historie niebanalne, mocne i wywołujące w czytelniku absolutny zachwyt.
To był prawdziwy strzał w dziesiątkę! Jeżeli szukacie lektury, która wciągnie Was bez reszty, przetestuje Waszą wrażliwość i dostarczy emocjonalnego rollercoastera najwyższej próby, nie zastanawiajcie się ani chwili. „Sztuka upodlenia” to książka absolutnie doskonała w swoim gatunku. Z dumą włączam ją do Czyt-NIKowej biblioteczki i nadaję jej zasłużony tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Gorąco polecam każdemu z Was – tej historii po prostu nie da się zapomnieć!
Książka pt. „Sztuka upodlenia” dostępna jest tutaj

