Niektóre historie po prostu biorą nas w posiadanie od pierwszej strony. Wchodzimy w nie bez pancerza, bez zbędnych oczekiwań, a dostajemy opowieść, która zostaje pod powiekami jeszcze długo po przewróceniu ostatniej karty. Gdy w moje ręce trafiła powieść „Miasto wiatru” autorstwa Magdaleny Ludwiczak, wiedziałem, że nie będzie to kolejna lekka, błaha lektura na jeden wieczór, o której zapomina się wraz ze świtem. Czułem w kościach, że czeka mnie coś więcej – prawdziwa czytelnicza przygoda podszyta zapachami słonej morskiej bryzy i zapachami małych, urokliwych ojczyzn. I, powiedzmy to sobie od razu, absolutnie się nie pomyliłem.
Co uderza w tej książce od samego początku? Przede wszystkim niezwykła plastyczność i klimat, jaki autorka potrafi wyczarować za pomocą słów. Wiatr nad polskim Bałtykiem nie jest tu tylko bezdusznym tłem atmosferycznym czy elementem dekoracyjnym. On żyje, oddycha, ma swój własny charakter. Szarpie wodę, rozdziera ciężkie chmury, niesie głuchy krzyk mew nad falami, ciska piaskiem w oczy, a kiedy trzeba – chłodzi rozpalone twarze bohaterów słoną bryzą. Jest niemym, ale niezwykle dynamicznym bohaterem tej opowieści. Niesie ze sobą nieuchronne zmiany, przepowiada sztormy – zarówno te na morzu, jak i te głęboko ukryte w ludzkich sercach.
Fabuła powieści gładko przeplata ze sobą wątki i emocje, zabierając nas w podróż między malowniczym, klimatycznym Międzychodem a gwarnym, pełnym morskiego powietrza Kołobrzegiem. To właśnie w tej przestrzeni – zakorzenionej w małych ojczyznach, bliskiej sercu i autentycznej – ważą się losy ludzi, z którymi zaprzyjaźniamy się od pierwszych akapitów.
Mamy tu Łucję, której tęsknota za przystojnym kapitanem dosłownie wisi w powietrzu. Czy wiatr zmian rozwieje jej smutki, czy wręcz przeciwnie – przyniesie niepokój? Mamy Juliana, który czeka na swój moment, na ten jeden pomyślny podmuch w żagle losu, by wreszcie móc być z ukochaną kobietą. Ale przecież żywioł bywa kapryśny – może przynieść spokojną przystań, ale może też rozpętana morska nawałnica rozdzielić kochanków na zawsze. Do tego dochodzi spokojne, dotąd poukładane życie Marty i jej rodziny, w które wkrada się wiatr przemian. Jakie niespodzianki przyszykował dla nich los?
Główną siłą „Miasta wiatru” nie jest jednak wyłącznie doskonałe kreowanie aury. To przede wszystkim bezbrzeżna empatia, z jaką autorka podchodzi do stworzonych przez siebie postaci. Ludwiczak nie ocenia swoich bohaterów, nie potępia ich w czuprynę za potknięcia, nie serwuje nam tanich, czarno-białych moralizatorskich pigułek. Zamiast tego z ogromnym wyczuciem dłubie w ich emocjach, pokazując złożoność ludzkich wyborów.
Każdy z bohaterów ma tu swoje racje, swoje lęki i marzenia. To ludzie z krwi i kości – tacy, których moglibyśmy spotkać na ulicy w Międzychodzie, minąć na kołobrzeskim molo czy pozdrowić podczas porannego spaceru ze swoim psem. Żyją w swoich małych ojczyznach, są w nich silnie zakorzenieni, a decyzje, które podejmują, nie zawsze są łatwe. Jednak autorka wyraźnie pokazuje, że nawet najbardziej szalejący sztorm w życiu można przetrwać, jeśli w sercu nosi się nadzieję na zmiany na lepsze.
Strona po stronie obserwujemy, jak życiowe zakręty uderzają w bohaterów, jak próba czasu weryfikuje uczucia i jak małe, codzienne wybory kształtują wielkie przeznaczenie. W tej historii czytelnik nie jest tylko biernym obserwatorem – on czuje ten piasek pod powiekami, słyszy szum fal i razem z Łucją czy Julianem wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na to, co przyniesie kolejny świt.
Ta powieść po prostu płynie. Pióro autorki jest niesamowicie lekkie, a zarazem pełne literackiej czułości. Nie znajdziecie tu sztucznych, wymuszonych dialogów czy rozwleczonych, nudnych opisów, które chce się przeskakiwać wzrokiem. Wszystko jest na swoim miejscu, wyważone z idealną precyzją.
To jedna z tych książek, przy których czas nagle przyspiesza. Otwieracie ją na chwilę przy kawie, a zanim się obejrzycie, słońce schodzi za horyzont, w filiżance dawno wystygł napar, a wy wciąż czytacie, nie potrafiąc odłożyć jej na bok. To po prostu opowieść, która mocno chwyta za serce i nie puszcza aż do samego finału.
Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości – „Miasto wiatru” Magdaleny Ludwiczak zdobywa moje pełne czytelnicze uznanie. To piękna, wzruszająca, a zarazem niezwykle pokrzepiająca lekcja o tym, że zmiana, choć bywa straszna jak szalejący sztorm, bardzo często niesie ze sobą oczyszczenie i nowe, lepsze jutro.
To opowieść o miłości, zakorzenieniu, trudnych wyborach i nadziei, która potrafi przetrwać największe zawieruchy. Z czystym sercem polecam tę lekturę każdemu, kto szuka w literaturze prawdziwych emocji, pięknego klimatu i bohaterów, z którymi naprawdę warto spędzić czas.
Z pełną odpowiedzialnością czytelniczą oświadczam, że ta książka trafia bezpośrednio w dychę i oczywiście znajduje należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Przeczytajcie koniecznie i dajcie się porwać temu wiatrowi!
Czyt-NIK poleca!!! Czyt-NIK patronuje!!!
Książka pt. „Miasto wiatru” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro

