Nie każda książka kończy swoją historię wraz z ostatnią przeczytaną stroną. Niektóre opowieści zostają w głowie na dłużej, wracają myślami i sprawiają, że jeszcze długo po lekturze zastanawiamy się nad losami bohaterów, ich wyborami i emocjami. „Nasze paradygmaty. Historia wolności dojrzewającej w cieniu” Magdaleny Kundzicz należy właśnie do takich powieści. To historia, która nie tylko angażuje, ale przede wszystkim skłania do refleksji nad tym, ile w naszym życiu jest rzeczywiście naszych wyborów, a ile tego, co wynieśliśmy z przeszłości.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że jest to spotkanie, które pozostanie w mojej czytelniczej pamięci już na zawsze. Nie dlatego, że książka próbuje za wszelką cenę szokować. Nie dlatego, że serwuje czytelnikowi kolejne efektowne zwroty akcji. Jej siła tkwi gdzie indziej. W emocjach. W psychologicznej prawdzie. W historii, która pokazuje, jak bardzo przeszłość potrafi zamieszkać w człowieku i jak trudno czasami rozpoznać, które decyzje naprawdę są nasze.
Magdalena Kundzicz stworzyła powieść, która jest zaproszeniem do czytelniczej uczty. I jest to uczta wyjątkowa, bo z każdą przekładaną stroną coraz mocniej rozgrzewa nasze emocje. Początkowo możemy mieć wrażenie, że poznajemy po prostu historię kobiety próbującej poukładać swoje życie. Im dalej jednak wchodzimy w tę opowieść, tym wyraźniej dostrzegamy, że pod jej powierzchnią kryje się znacznie więcej.
Jest Magnali. Kobieta, która od dzieciństwa nauczyła się, że milczenie może być najlepszą ochroną. Że pewnych rzeczy lepiej nie wypowiadać na głos. Że strach może funkcjonować obok miłości, a trudne doświadczenia można zakopać tak głęboko, że przez jakiś czas sami zaczynamy wierzyć, iż przestały istnieć. Tyle tylko, że przeszłość ma wyjątkowo dobrą pamięć.
I właśnie wokół tego autorka buduje swoją historię. Wokół tego, co otrzymujemy w spadku, choć wcale o to nie prosiliśmy. Wokół schematów, które poznajemy jako dzieci, a potem – często zupełnie nieświadomie – przenosimy do własnego dorosłego życia.
Czy naprawdę jesteśmy wolni w swoich wyborach? To jedno z pytań, które mocno wybrzmiewa podczas lektury. I nie jest to pytanie zadane wyłącznie Magnali. Ono w pewnym momencie zaczyna dotyczyć również nas. Bo przecież każdy z nas ma jakieś doświadczenia, przekonania, lęki, rodzinne historie czy zasłyszane w dzieciństwie słowa, które gdzieś w nas pozostały. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno potrafią wpływać na nasze decyzje. Autorka bardzo ciekawie pokazuje, że wolność nie zawsze oznacza możliwość zrobienia wszystkiego, na co mamy ochotę. Czasami prawdziwa wolność zaczyna się dopiero wtedy, kiedy potrafimy zatrzymać się i zapytać: „Czy ja naprawdę tego chcę?”. Czy może robię to dlatego, że tak zostałam nauczona? Czy wybieram tę drogę, ponieważ jest moja, czy dlatego, że znam ją od dziecka?
I właśnie tutaj ogromne znaczenie ma kreatywność Magdaleny Kundzicz w konstruowaniu historii. Nie dostajemy banalnej opowieści o ucieczce od przeszłości. Nie ma tutaj prostego rozwiązania w stylu: wystarczy zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć nowe życie. Autorka doskonale wie, że człowiek nie może tak po prostu zostawić własnych doświadczeń na wycieraczce przed dawnym życiem. Można zmienić miejsce. Można poznać nowych ludzi. Można rozpocząć wszystko od początku. Ale to, co nosimy w sobie, jedzie razem z nami. I właśnie dlatego pojawienie się na drodze Magnali dwóch mężczyzn nabiera szczególnego znaczenia. Jeden pokazuje jej coś, co zna aż nazbyt dobrze. Drugi otwiera przed nią przestrzeń, której wcześniej nie znała. Nie są jednak jedynie elementami romantycznej, wyidealizowanej układanki. Stają się częścią większej historii o wyborach, potrzebach, lękach i próbie odnalezienia własnego głosu.
Bardzo podoba mi się to, że autorka nie próbuje wszystkiego uprościć. Nie tworzy świata, w którym jeden człowiek nagle naprawia drugiego. Nie przekonuje nas, że miłość jest magicznym lekarstwem na wszystkie rany. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że czasami nawet najlepsze uczucia nie wystarczą, jeśli sami nie zdecydujemy się zmierzyć z tym, co przez lata chowaliśmy przed światem i przed sobą. To właśnie sprawia, że historia Magnali jest tak emocjonalna.
Czytając, można się z nią nie zgadzać. Można mieć ochotę powiedzieć jej: „Zrób inaczej!”. Można denerwować się na jej decyzje, zastanawiać się, dlaczego ponownie wchodzi w sytuacje, które mogą ją zranić. Ale właśnie dzięki temu bohaterka wydaje się prawdziwa. Ludzie przecież nie zawsze podejmują racjonalne decyzje. Czasami wracają do tego, co znane, nawet jeśli to znane ich rani. Czasami potrzebują wielu prób, żeby wreszcie zrozumieć, czego tak naprawdę chcą.
„Nasze paradygmaty. Historia wolności dojrzewającej w cieniu” nie jest więc książką o idealnych ludziach. Jest książką o ludziach prawdziwych. O ich słabościach, pragnieniach, lękach i potrzebie miłości. O tym, że można bardzo długo udawać przed światem, że wszystko jest w porządku, podczas gdy wewnątrz toczy się zupełnie inna historia.
Warto również docenić styl i narrację. Magdalena Kundzicz prowadzi tę opowieść w sposób, który pozwala emocjom stopniowo narastać. Nie wszystko zostaje wyłożone na stół od razu. Czytelnik musi sam odkrywać kolejne elementy układanki. I właśnie ta forma bardzo dobrze współgra z tematyką powieści. Tak jak Magnali potrzebuje czasu, by nazwać to, co przez lata było przemilczane, tak my potrzebujemy kolejnych stron, żeby coraz lepiej rozumieć jej historię. To książka, którą warto czytać niespiesznie. Nie dlatego, że jest trudna, ale dlatego, że wiele jej fragmentów prowokuje do zatrzymania się na chwilę. Do pomyślenia o tym, ile decyzji w naszym życiu rzeczywiście podejmujemy samodzielnie. Ile z nich wynika z naszych pragnień, a ile z przekonań, które zostały nam przekazane dawno temu.
Autorka udowadnia przy tym, że można napisać psychologiczną historię bez akademickiego nadęcia i teoretyzowania. Zamiast wykładu otrzymujemy opowieść. Zamiast suchych definicji – emocje. Zamiast gotowych odpowiedzi – pytania. I chyba właśnie dlatego ta książka tak dobrze działa. Bo po jej przeczytaniu niekoniecznie będziemy znali wszystkie odpowiedzi. Być może za to zadamy sobie kilka ważnych pytań. A to czasami znacznie więcej.
„Nasze paradygmaty. Historia wolności dojrzewającej w cieniu” to książka o odzyskiwaniu własnego głosu. O trudnej drodze od życia według cudzych zasad do próby napisania własnej historii. O ranach, których nie widać, i słowach, które potrafią zostać z nami na całe życie. Ale przede wszystkim o tym, że przeszłość może nas ukształtować, lecz nie musi decydować o tym, jak zakończy się nasza historia.
Dla mnie to bardzo udane pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Kundzicz. Spotkanie z książką, w której doceniam przede wszystkim kreatywność autorki, sposób konstruowania historii, styl, narrację oraz umiejętność budowania emocji. To wszystko sprawia, że „Nasze paradygmaty” nie jest kolejną powieścią, którą po przeczytaniu odkładam bez większego zastanowienia. Wręcz przeciwnie. Tak książka, zostanie ze mną już na zawsze.
Doceniam kreatywność Magdaleny Kundzicz, umieszczając „Nasze paradygmaty. Historię wolności dojrzewającej w cieniu” na mojej wyjątkowej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo NIK to nie tylko książki, które dobrze się czyta. To książki, które czymś nas poruszają, zostawiają ślad i sprawiają, że po zamknięciu ostatniej strony jeszcze przez chwilę pozostajemy w ich świecie. A historia Magnali właśnie taka dla mnie jest. Pierwsze spotkanie z Magdaleną Kundzicz okazało się spotkaniem, które pozostanie w mojej czytelniczej pamięci już na zawsze. I mam nadzieję, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie.
Książka pt. „Nasze paradygmaty. Historia wolności dojrzewającej w cieniu” dostępna jest tutaj

