Już od pierwszych stron „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” Anny Korczyńskiej poczułem, że nie będzie to zwyczajna podróż przez kolejne rozdziały. Autorka zaprasza czytelnika do bardzo osobistego świata, w którym wdzięczność przeplata się z bólem, refleksją i próbą zrozumienia samego siebie. To opowieść, która potrafi zatrzymać w codziennym pędzie i sprawić, że zaczynamy przyglądać się własnym emocjom, wyborom oraz temu, co naprawdę ma dla nas znaczenie. I właśnie ta osobista perspektywa sprawiła, że historia Anny Korczyńskiej tak mocno we mnie wybrzmiała.
To moje drugie spotkanie z twórczością tej pisarki i muszę przyznać, że Anna Korczyńska po raz kolejny zrobiła coś, co w literaturze cenię szczególnie. Zdobyła moje czytelnicze serce. Tym razem jednak zrobiła to w sposób zupełnie inny. Nie poprzez wartką akcję, nie przez zaskakujące zwroty wydarzeń czy bohaterów, których losy śledzimy z wypiekami na twarzy. Jej książka zabiera czytelnika w zupełnie inną podróż. Podróż, której najważniejszym kierunkiem okazuje się być… własne wnętrze. I właśnie za tę odwagę autorkę szczególnie doceniam. Bo potrzeba odwagi, żeby stworzyć książkę, która nie próbuje zagłuszać codzienności kolejną historią, lecz zachęca, aby się na moment zatrzymać. Żeby odłożyć telefon, zwolnić, odetchnąć i zastanowić się nad tym, co naprawdę jest dla nas ważne. Żyjemy przecież w świecie, w którym ciągle gdzieś biegniemy. Praca, obowiązki, terminy, wiadomości, telefony, kolejne zadania do wykonania. Łatwo w tym wszystkim przeoczyć rzeczy pozornie małe, a przecież niezwykle ważne. Uśmiech bliskiej osoby. Kubek porannej kawy. Spokojny wieczór. Rozmowę, na którą długo czekaliśmy. Chwilę ciszy. To, że po prostu jesteśmy.
„Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” przypomina, że szczęście nie zawsze mieszka w wielkich wydarzeniach. Czasami ukrywa się w drobiazgach, obok których przechodzimy każdego dnia, nawet ich nie zauważając. I właśnie tutaj zaczęła się moja niezwykła podróż. Nie była to jednak podróż przez kolejne miejsca. Była to podróż w głąb mojej psychiki.
Anna Korczyńska zaprosiła mnie do zatrzymania się i spojrzenia na własne życie z nieco innej perspektywy. Do zadania sobie pytań, które często odkładamy na później. Do zauważenia tego, co mamy, zamiast nieustannie koncentrować się na tym, czego nam brakuje.
Ale właśnie w tej prostocie tkwi siła tej książki. Wdzięczność jest przecież słowem, które znamy wszyscy. Możemy powiedzieć „dziękuję” drugiemu człowiekowi, możemy być wdzięczni za pomoc, za obecność, za dobre słowo. Znacznie trudniej jednak nauczyć się dostrzegać powody do wdzięczności w zwyczajnym, nie zawsze idealnym życiu. A przecież nie trzeba czekać na wielki sukces, żeby poczuć radość. Nie trzeba wygrać fortuny, zmienić pracy czy spełnić wszystkich marzeń. Czasami wystarczy dostrzec to, co już znajduje się obok nas.
Anna Korczyńska nie narzuca czytelnikowi gotowych recept na szczęście. I bardzo dobrze. Nie mówi: „musisz myśleć pozytywnie”, „od jutra zmień swoje życie” albo „wystarczy chcieć”. Zamiast tego daje przestrzeń. Na myśli. Na emocje. Na refleksję. Na własne odpowiedzi. To książka, którą można czytać we własnym tempie. Można zatrzymać się na jednej stronie i wrócić do niej później. Można coś zapisać. Można coś przemyśleć. Można również po prostu pozwolić, aby pewne słowa zostały w głowie na dłużej. I chyba właśnie to podobało mi się najbardziej.
„Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” nie jest książką, którą po przeczytaniu natychmiast odkłada się na półkę. To raczej książka, do której chce się wracać. W różnych momentach życia. Bo przecież my sami się zmieniamy. To, co dzisiaj wydaje nam się ważne, za miesiąc może mieć zupełnie inne znaczenie. Nasze emocje również nie stoją w miejscu. Dlatego ten dziennik może być trochę jak rozmowa z samym sobą. Czasami spokojna. Czasami trudna. A czasami zaskakująco szczera. I właśnie tej szczerości bardzo potrzebowałem podczas tej lektury.
Anna Korczyńska zdobyła moje uznanie także dlatego, że nie bała się stworzyć książki, która wymaga od czytelnika zaangażowania. To nie jest lektura, podczas której możemy jedynie siedzieć wygodnie w fotelu i obserwować, co wydarzy się dalej. Tutaj to czytelnik staje się częścią tej książki. To ja musiałem się zatrzymać. To ja musiałem pomyśleć. To ja musiałem spojrzeć na swoje życie. I może właśnie dlatego ta lektura tak mocno we mnie pozostała.
Nie pamiętam wszystkich książek, które przeczytałem. Nie pamiętam wszystkich bohaterów, wszystkich dialogów i wszystkich zakończeń. Ale doskonale wiem, że istnieją książki, które zostawiają w czytelniku ślad. „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” właśnie do nich należy. Zdecydowanie pozostanie na zawsze w mojej czytelniczej pamięci.
To moje drugie spotkanie z autorką, która już wcześniej potrafiła zainteresować mnie swoim spojrzeniem na świat. Tym razem jednak Anna Korczyńska poszła krok dalej. Zamiast prowadzić mnie przez losy bohaterów, poprowadziła mnie przez własne myśli, emocje i wspomnienia. I za tę literacką podróż jestem jej szczególnie wdzięczny. Bo być może właśnie o to chodzi w tej książce. O wdzięczność. Nie tę wielką, odświętną, wypowiadaną przy wyjątkowych okazjach. Ale tę codzienną. Cichą. Czasami niezauważalną. Za ludzi, których mamy obok siebie. Za chwile, które przemijają zbyt szybko. Za możliwość rozpoczęcia kolejnego dnia. Za małe rzeczy, które dopiero po czasie okazują się tymi najważniejszymi.
„Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” jest więc dla mnie czymś więcej niż zwyczajnym dziennikiem. To zaproszenie do zatrzymania się w świecie, który nieustannie każe nam pędzić. To chwila oddechu. Przestrzeń do rozmowy z samym sobą. I przede wszystkim przypomnienie, że czasami warto przestać szukać szczęścia gdzieś daleko, a zacząć dostrzegać je znacznie bliżej
Anna Korczyńska po raz drugi spotkała się ze mną jako autorka. I po raz drugi udowodniła, że potrafi trafić do mojego czytelniczego świata. Tym razem zrobiła to wyjątkowo głęboko. Dlatego mogę powiedzieć to bez najmniejszego zawahania: ta książka jest godna uwagi. A skoro trafia do mojej czytelniczej pamięci, skoro zmusza do zatrzymania i spojrzenia w głąb siebie, skoro pozostawia po sobie emocjonalny ślad, to dla mnie nie może być inaczej.
„Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I z ogromną przyjemnością dodaję ją do czyt-NIKowej biblioteczki. Bo czasami najlepsze książki nie opowiadają nam historii innych ludzi. Czasami pomagają nam odkryć historię, którą każdego dnia piszemy sami.
Książka pt. „Po drugiej stronie wdzięczności – dziennik" dostępna jest tutaj

