Każdy z nas ma takie serie, do których wraca z niemal dziecięcym uśmiechem na twarzy. Dla mnie jednym z takich absolutnych fundamentów czytelniczej radości są przygody nieustraszonych Galów. Kiedy na mojej półce wylądowało najnowsze wydanie komiksu „Asteriks. Odyseja Asteriksa” (tom 26), wiedziałem, że czeka mnie wieczór pełen kapitalnej zabawy, genialnego humoru i nostalgicznego powrotu do czasów, gdy świat był po prostu prostszy. Od razu powiem krótko i bez owijania w bawełnę: ta pozycja absolutnie zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, stając się fantastycznym, pełnym blasku dopełnieniem i realnym wzbogaceniem mojej Czyt-NIKowej biblioteczki!
Fabuła tego tomu to majstersztyk rozrywkowego pisarstwa. Juliusz Cezar, jak to Cezar, ma już serdecznie dość faktu, że jedna mała osada w Armoryce wciąż stawia mu opór i drwi z potęgi Imperium Rzymskiego. Ile można wysyłać legiony, które wracają w częściach? Tym razem wódz Rzymu zmienia taktykę. Umysł ma bystry, więc zamiast brutalnej siły stawia na podstęp i nowoczesną inwigilację. Do wioski trafia tajny agent – Zerozerosiódmiks. Już samo imię zdradza, z jaką kapitalną parodią mamy do czynienia! Szpieg, wyposażony w najbardziej absurdalny gadżeciarski sprzęt tamtych czasów, ma udawać druida i wyciągnąć od Panoramiksa sekretny przepis na magiczny wywar dający nadludzką siłę.
Jednak kiedy Zerozerosiódmiks trafia do osady, okazuje się, że Galowie mają problem. Panoramiks nie może ugotować kociołka magicznego napoju, bo skończył mu się kluczowy składnik – olej skalny, czyli po prostu petroleum. Fenicki kupiec Epidemais, który zawsze dostarczał ten cenny surowiec, tym razem zawiódł i przybył z pustymi rękami. Bez wywaru wioska jest bezbronna! Asteriks i Obeliks nie zastanawiają się ani chwili – pakują manatki i ruszają w daleką, pełną niebezpieczeństw wyprawę aż do Mezopotamii, by zdobyć upragnioną ropę. A żeby było zabawniej, do drużyny "na ochotnika" dołącza sam Zerozerosiódmiks, który za pomocą... tresowanej muchy przesyła Cezarowi stałe raporty z trasy. Co z tego wynika? Prawdziwa jazda bez trzymanki! Dynamiczna akcja, ciągłe zwroty akcji i mnóstwo humoru, który trafia zarówno do młodszego czytelnika, jak i do dojrzałego odbiorcy wyłapującego smaczki oraz popkulturowe aluzje.
Nie byłbym sobą, gdybym w tej recenzji nie zatrzymał się na dłuższą chwilę przy warstwie wizualnej. Słuchajcie, to co na kadrach wyrabia Albert Uderzo, to jest absolutny kosmos! Doceniam w pełnej rozciągłości ogromny walor graficzny tego albumu, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków przez tego mistrza. Każda plansza, każdy pojedynczy kadr to dzieło sztuki w swoim gatunku. Spójrzcie na dbałość o detale – od ekspresyjnej mimiki bohaterów, przez niesamowicie dynamiczne sceny walk z Rzymianami (gdzie sandały i hełmy latają w powietrzu w absolutnie mistrzowskim stylu!), aż po przepiękne, rozmachowe tła przedstawiające starożytne krajobrazy Bliskiego Wschodu, pustynie czy architekturę tamtego okresu. Rysunki Uderzo żyją, oddychają i mają w sobie niezwykłą lekkość, która sprawia, że kartkowanie tego komiksu to czysta estetyczna przyjemność. Kolory są żywe, kreska pewna, a dbałość o to, by każda postać miała swój unikalny charakter rysunkowy, po prostu zachwyca.
Muszę też wspomnieć o samym wydaniu, bo wydawca naprawdę stanął na wysokości zadania. Twarda oprawa nadaje albumowi elegancji i sprawia, że komiks prezentuje się na półce po prostu dumnie. Ale to nie wszystko! Oprócz samej komiksowej historii dostajemy ponad czterdzieści stron genialnych dodatków.
Dla takiego fana jak ja, to prawdziwa skarbnica wiedzy. Możemy tam przeczytać o kulisach powstawania tomu, zobaczyć unikalne, archiwalne materiały, szkice i dowiedzieć się masy ciekawostek o samych autorach oraz historii tworzenia tych kultowych postaci. To nie jest po prostu "dodatek na siłę" – to mięsisty, pasjonujący materiał, który pozwala jeszcze bardziej docenić geniusz duetów René Goscinny i Albert Uderzo.
Świat stworzony w 1959 roku na łamach magazynu „Pilote” ma w sobie magię, która nie starzeje się ani trochę. Po śmierci kultowego scenarzysty Renégo Goscinny'ego, Uderzo sam podjął wyzwanie i kontynuował tę historię, tworząc albumy, które wciąż porywały miliony czytelników na całym świecie. A fakt, że od 2012 roku nowi twórcy godnie kontynuują to dziedzictwo, tylko potwierdza, że Galowie są po prostu nieśmiertelni. „Odyseja Asteriksa” ma wszystko, za co kochamy tę serię: sprytnego, chłodno myślącego Asteriksa, naiwnego, uwielbiającego pieczone dziki i zawsze gotowego do bijatyki Obeliksa (oraz urokliwego Idefiksa!), mądrego druida Panoramiksa, i całą masę absurdalnych sytuacji, które rozbawią Was do łez.
Jeśli szukacie komiksu, który poprawi Wam humor, zachwyci oprawą graficzną i wciągnie bez reszty od pierwszej do ostatniej strony, to 26. tom przygód Asteriksa jest wyborem idealnym. To nie tylko wspaniała rozrywka, ale też piękny ukłon w stronę klasyki światowego komiksu. Z pełnym przekonaniem wrzucam ten album na moją półkę z wyróżnieniem NIK. Ta pozycja po prostu musiała znaleźć się w Czyt-NIKowej biblioteczce i polecam ją z całego serca każdemu – bez względu na to, czy macie dziesięć, czy pięćdziesiąt lat. Bierzcie, czytajcie i zachwycajcie się kunsztem mistrzów!
Komiks pt. "Asteriks. Odyseja Asteriksa, tom 26" dostępny jest tutaj

