Kiedy brałem do ręki najnowszą powieść Daniela Kehlmanna, doskonale wiedziałem, na co się piszę. Kehlmann to autor, który jak mało kto potrafi wpleść wielką historię w niesamowicie żywą, ludzką opowieść. I nie pomyliłem się ani trochę. „Iluzjon” to książka, która wciąga od pierwszej strony, trzyma za gardło i nie puszcza aż do ostatniej kropki. To rewelacyjna, niezwykle poruszająca i do bólu prawdziwa historia o tym, jak łatwo człowiek potrafi oszukiwać samego siebie, tłumacząc własne decyzje wyższymi celami.
Złapałem się na tym, że czytając tę powieść, miałem ciągłe poczucie obcowania z czymś wyjątkowym. Dlatego powiem to prosto z mostu, bez zbędnego owijania w bawełnę: z wielką dumą umieszczam „Iluzjon” na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek! To absolutny majstersztyk, obok którego żaden miłośnik dobrej literatury po prostu nie może przejść obojętnie.
Głównym bohaterem powieści jest Georg Wilhelm Pabst – postać jak najbardziej autentyczna, legendarny reżyser niemieckiego kina niemego i dźwiękowego. Człowiek o ogromnym talencie, wrażliwości i wizji. Kiedy w Niemczech do władzy dochodzi Adolf Hitler, Pabst podejmuje jedyną słuszną z moralnego punktu widzenia decyzję: spakować walizki i uciekać. Trafia do słonecznej Kalifornii, gdzie wydaje się, że świat stoi przed nim otworem. Ale Hollywood okazuje się zupełnie innym światem, niż sobie wyobrażał. Zamiast artystycznej wolności dostaje cyniczny dyktat komercji. Producenci klepią go po plecach, wychwalają jego dawne osiągnięcia, ale tak naprawdę proponują mu jedynie marne, sztampowe projekty. Nawet dawne znajomości, jak ta z samą Gretą Garbo, nie są w stanie utrzeć nosa amerykańskiemu systemowi rozrywkowemu.
Frustracja rośnie, a oliwy do ognia dolewa wiadomość z Europy – matka Pabsta ciężko choruje. Reżyser pakuje żonę oraz syna i wraca na chwilę do Austrii, która zdążyła już stać się Marchią Wschodnią, wchłoniętą przez Trzecią Rzeszę. I tu pułapka się zatrzaskuje. Wybuch II wojny światowej odcina mu drogę powrotną do USA. Pabst zostaje uwięziony w państwie rządzonym przez nazistów.
I wtedy na scenie wchodzi on – minister propagandy, obdarzony diabolicznym urokiem, manipulant bez skrupulatności, który w geniuszu Pabsta widzi idealne narzędzie do tworzenia potężnej, kinowej machiny propagandy. Zaczyna się wyrafinowana gra. Minister składa obietnice, daje nieograniczone budżety, rzuca u stóp techniczne możliwości, ale w zamian oczekuje absolutnej uległości. Pabst łudzi się, że uda mu się zachować niezależność. Wierzy, że robiąc „po prostu dobre filmy”, zdoła oszukać system i nie sprzeda własnej duszy. Jak bardzo się myli?
Daniel Kehlmann napisał powieść genialną w swojej prostocie i brutalną w wymowie. Co sprawia, że „Iluzjon” działa tak potężnie? Przede wszystkim sposób prowadzenia narracji i budowanie postaci. Pabst nie jest kryształowym bohaterem, ale nie jest też potworem. To człowiek do bólu zwyczajny w swoich słabościach. Kiedy czytamy o jego rozterkach, wcale go nie potępiamy od razu – i to jest w tej książce najbardziej przerażające. Złapałem się na tym, że rozumiałem jego frustrację w Hollywood i jego pragnienie kręcenia filmów za wszelką cenę. Bo dla Pabsta kamera to całe życie. Bez reżyserowania on po prostu nie istnieje.
Naziści w powieści Kehlmanna nie są przerysowanymi złoczyńcami z komiksów. To cyniczni, niezwykle inteligentni gracze, którzy doskonale wiedzą, w które struny uderzyć, by złamać artystę. Obietnica pełnej swobody twórczej, najwyższej jakości sprzętu i wielkich budżetów staje się dla Pabsta niczym najsłodsza trucizna. Krok po kroku, niezauważalnie dla samego siebie, reżyser wchodzi w układ z diabłem. Każdy mały kompromis wydaje się nieistotny, ale ich suma prowadzi go wprost do moralnej przepaści.
Styl Kehlmanna jest niesamowicie lekki, a jednocześnie pełen głębi. Autor nie zalewa nas rozwlekłymi opisami ani nudnymi wywodami. Zamiast tego serwuje żywe, krwiste dialogi i sceny, które przed oczami czytelnika stają niczym kadry z filmu. Kontrast pomiędzy rozświetlonym, ale pustym Hollywood a ponurą, zatrutą strachem Austrią pod okupacją jest porażający. Poczucie duszności, osaczenia i nieuchronności losu towarzyszyło mi przez całą drugą połowę książki.
Wspaniale wyreżyserowana jest tu sama iluzja – ta ekranowa i ta życiowa. Kehlmann pokazuje, że świat kina i świat polityki nazistowskiej operowały w gruncie rzeczy tym samym narzędziem: kreowaniem fikcji, w którą ludzie chcieli wierzyć. Pabst ucieka w świat fikcji filmowej, by nie patrzeć na koszmar dziejący się tuż za drzwiami jego studia. Ale czy od rzeczywistości da się uciec, mając na ramieniu opaskę ze swastyką?
„Iluzjon” to nie tylko kapitalna powieść historyczna. To przede wszystkim uniwersalna opowieść o odpowiedzialności artysty i o tym, gdzie leży granica między sztuką a kompromisem moralnym. Czy można tworzyć piękne rzeczy na służbie zła i pozostać czystym? Kehlmann udziela na to pytanie bardzo gorzkiej, ale niezwykle trafnej odpowiedzi.
Ta książka nie zostawia czytelnika obojętnym. Po odłożeniu jej na półkę jeszcze przez długi czas zastanawiałem się, jak sam zachowałbym się na miejscu Pabsta. Czy łatwo jest oceniać kogoś z perspektywy wygodnego fotela, gdy nie zna się strachu o własną rodzinę i własne życie? Kehlmann nie daje łatwych odpowiedzi i właśnie za to tak bardzo go szanuję.
Jeśli szukacie książki, która połączy w sobie wciągającą fabułę, świetnie zarysowane tło historyczne i głębokie, poruszające pytania o ludzką naturę – „Iluzjon” Daniela Kehlmanna jest pozycją absolutnie obowiązkową. Czyta się to jednym tchem, z wypiekami na twarzy i ze ściśniętym gardłem. Dla mnie jest to jedno z największych zaskoczeń i jednocześnie najlepszych doświadczeń czytelniczych tego roku. Bez wątpienia zasłużone miejsce na półce NIK! Gorąco polecam każdemu, kto ceni dobrą, mięsistą i wartościową literaturę. Gorący strzał, od którego po prostu nie sposób się oderwać!
Książka pt. „Iluzjon” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

