Nie ma nic przyjemniejszego dla czytelnika niż powrót do autora, który już wcześniej udowodnił, że potrafi porwać wyobraźnię i sprawić, że kolejne strony znikają w zastraszającym tempie. „Noc gargulców” Grahama Mastertona to właśnie moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza i po raz kolejny przekonałem się, że ten autor doskonale wie, jak budować napięcie, zaskakiwać i prowadzić czytelnika przez historię, od której naprawdę trudno się oderwać.
Jeżeli czytaliście „Bazyliszka”, doskonale wiecie, że Nathan Underhill nie jest naukowcem, który zadowala się odkryciem jednej tajemnicy. Po wydarzeniach z poprzedniej części w jego ręce trafia Czarna księga – niezwykły średniowieczny manuskrypt pełen wiedzy o mitycznych stworzeniach. Tym razem jego uwagę przyciąga feniks, którego niezwykłe właściwości mogłyby zrewolucjonizować medycynę i pomóc ofiarom ciężkich poparzeń. Brzmi jak wielkie naukowe marzenie? Owszem. Problem w tym, że tam, gdzie człowiek próbuje podporządkować sobie siły, których nie rozumie, bardzo często rodzi się prawdziwy koszmar. W tym samym czasie Filadelfią wstrząsa fala brutalnych i niewyjaśnionych zbrodni. Śledztwo prowadzi komisarz Jenna Pullet, która szybko zaczyna podejrzewać, że za makabrycznymi wydarzeniami może stać właśnie Underhill i jego niebezpieczne eksperymenty. Od tego momentu akcja nabiera zawrotnego tempa, a napięcie rośnie z każdym kolejnym rozdziałem.
To, co najbardziej cenię w twórczości Grahama Mastertona, to jego umiejętność łączenia horroru, thrillera i fantastyki w jedną spójną całość. Autor nie ogranicza się do prostego straszenia. Tworzy świat, który wydaje się zaskakująco wiarygodny, mimo że opiera się na legendach, mitach i stworzeniach, które znamy jedynie z opowieści. Czytelnik szybko łapie się na tym, że zaczyna zadawać sobie pytanie: „A co, jeśli to naprawdę mogłoby się wydarzyć?”.
Masterton od lat udowadnia, że ma niezwykle bogatą wyobraźnię, ale w „Nocy gargulców” po raz kolejny pokazuje, jak kreatywnie potrafi konstruować historię. Nie idzie utartymi ścieżkami, nie korzysta z prostych schematów i nie wybiera najłatwiejszych rozwiązań. Wręcz przeciwnie – stale zaskakuje, podrzuca nowe tropy i sprawia, że czytelnik do samego końca nie może być pewien, dokąd zaprowadzi go ta opowieść.
Ogromnym atutem książki są bohaterowie. Nie są jedynie dodatkiem do widowiskowych wydarzeń. Każdy z nich ma własne motywacje, własne słabości i własne tajemnice. Nathan Underhill fascynuje swoją determinacją oraz obsesją przekraczania granic nauki. Z kolei Jenna Pullet imponuje rozsądkiem, odwagą i konsekwencją w dążeniu do prawdy. Ich losy przeplatają się w sposób naturalny i niezwykle angażujący.
Nie sposób nie wspomnieć o atmosferze powieści. Masterton od pierwszych stron buduje klimat niepokoju. Czytelnik ma wrażenie, że zagrożenie czai się tuż za rogiem i może zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Autor świetnie operuje napięciem. Nie musi epatować brutalnością na każdej stronie, ponieważ doskonale wie, że odpowiednio zbudowana atmosfera często działa znacznie mocniej niż najbardziej krwawe sceny.
Podoba mi się również sposób prowadzenia narracji. Historia rozwija się płynnie, a kolejne wydarzenia wynikają z siebie w naturalny sposób. Nie ma tu miejsca na dłużyzny ani niepotrzebne przestoje. Każdy rozdział wnosi coś nowego i sprawia, że jeszcze trudniej odłożyć książkę. To jedna z tych powieści, przy których plan przeczytania „tylko jednego rozdziału” bardzo szybko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Graham Masterton znakomicie wykorzystuje motywy zaczerpnięte z mitologii i dawnych wierzeń. Gargulce, feniks czy tajemnicze zapiski średniowiecznego alchemika nie są jedynie efektownymi ozdobnikami. Stają się integralną częścią fabuły i napędzają wydarzenia. Dzięki temu powieść wyróżnia się spośród wielu współczesnych thrillerów i horrorów, oferując czytelnikowi coś świeżego oraz niebanalnego.
Największą siłą tej książki są jednak emocje. Ciekawość, napięcie, niepokój i fascynacja towarzyszyły mi praktycznie przez cały czas lektury. Autor nie pozwala czytelnikowi złapać oddechu, a kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna układać się w logiczną całość, natychmiast wywraca sytuację do góry nogami. Właśnie takie historie lubię najbardziej – nieprzewidywalne, odważne i pełne zwrotów akcji.
Jako wieloletni czytelnik Grahama Mastertona mogę śmiało powiedzieć, że autor wciąż potrafi zaskakiwać. To nie jest pisarz, który odcina kupony od swojej popularności. Nadal eksperymentuje, szuka nowych pomysłów i udowadnia, że jego wyobraźnia zdaje się nie mieć żadnych granic. Każda kolejna książka pokazuje, że wciąż ma wiele do zaoferowania miłośnikom mocnych, emocjonujących historii. Właśnie dlatego z ogromną przyjemnością umieszczam „Noc gargulców” na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To moje wyraźne uznanie dla kreatywności autora, jego odwagi w konstruowaniu fabuły oraz umiejętności budowania historii, która od pierwszych stron elektryzuje czytelnicze emocje. Styl, narracja oraz sposób prowadzenia opowieści zdecydowanie zasługują na uznanie i sprawiają, że lektura dostarcza dokładnie tego, czego oczekuję od dobrego thrillera z elementami horroru i fantastyki.
Jeżeli szukacie książki, która potrafi zaskoczyć, wciągnąć i zapewnić wiele godzin intensywnych emocji, „Noc gargulców” będzie znakomitym wyborem. To powieść, która pokazuje, że legendy wcale nie muszą pozostawać jedynie opowieściami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. W rękach Grahama Mastertona stają się czymś przerażająco realnym. Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom mrocznych historii, nieoczywistych zagadek, świetnie poprowadzonej akcji i bohaterów, których los naprawdę zaczyna obchodzić. To książka, która nasyci apetyty wszystkich czytelników złaknionych wyjątkowych czytelniczych wrażeń. A kiedy zamkniecie ostatnią stronę, istnieje spora szansa, że przez chwilę będziecie spoglądać na kamienne gargulce z zupełnie innym nastawieniem niż dotychczas.
Książka pt. „Noc gargulców” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

