Wyobraźcie sobie sytuację: wstajecie rano, sięgacie po telefon, żeby sprawdzić powiadomienia, a tu głucha cisza. Ekran czarny. Myślicie sobie – spoko, pewnie bateria padła albo router wymaga restartu. Ale chwilę później okazuje się, że nie działa absolutnie nic. Telewizja milczy, w bankomacie nie wypłacicie ani grosza, sieć komórkowa leży i kwiczy, a niedługo potem z gniazdek znika prąd. Całkowity, absolutny blackout. Cywilizacja, którą znaliśmy, składa się jak domek z kart w zaledwie kilka chwil. Przerażająca wizja? No pewnie! Ale jakże fascynująca z punktu widzenia literatury i komiksu. Hubert Ronek w swoim najnowszym dziele „W.E. Zeszyt pierwszy” bierze ten motyw na warsztat i robi to w stylu, od którego po prostu nie sposób się oderwać!
Gdy brałem ten album do rąk, wiedziałem, że czeka mnie mocna jazda. I absolutnie się nie zawiodłem. Co by było, gdybyśmy nagle zostali odcięci od technologii? Czy cofniemy się o kilkadziesiąt lat, do czasów naszych dziadków? A może – co znacznie bardziej prawdopodobne i przerażające – stoczymy się w mrok rzeczywistości sprzed kilku tysięcy lat, gdzie jedyną zasada staje się brutalne „oko za oko, ząb za ząb”? Ronek nie patrzy na ten kataklizm z perspektywy wielkich polityków, generałów czy naukowców próbujących uratować świat w tajnych laboratoriach. O nie, autor sprowadza nas na sam dół. Pokazuje tę absolutną apokalipsę z perspektywy zwykłych ludzi. Z naszej perspektywy. Ludzi, których mijamy codziennie na ulicy, z którymi stoimy w kolejce w osiedlowym sklepie czy jeździmy windą. I to właśnie uderza w czytelnika najmocniej.
Zamiast pustego teoretyzowania i akademickiego rozkładania wizji postapo na czynniki pierwsze, dostajemy mięso. Czystą, żywą opowieść o przetrwaniu, ludzkich emocjach, lęku i obnażeniu naszej prawdziwej natury. Kiedy znika prąd, błyskawicznie opada z nas cienka warstewka cywilizacyjnego lakieru. Nagle okazuje się, że sąsiad, który jeszcze wczoraj mówił ciche „dzień dobry”, w obliczu braku jedzenia i wody staje się potencjalnym zagrożeniem. Ronek buduje napięcie po mistrzowsku. Zeszyt pierwszy to genialny wstęp do czegoś znacznie większego – to zaproszenie do świata, w którym każda decyzja waży tyle, co ludzkie życie. Czytając ten komiks, dosłownie czujemy ten gęstniejący strach, chaos na ulicach i potężną niepewność jutra.
Ale wiecie, co w tym wszystkim budzi mój największy zachwyt? Oprócz genialnie prowadzonej, wciągającej bez reszty fabuły, ten komiks to po prostu wizualne arcydzieło. Doceniam ogromny walor graficzny tej pozycji, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków przez Huberta Ronka. Każda kreska, każdy kadr jest tu przemyślany i dopracowany w najmniejszym detalu. Ronek potrafi operatorem kreski przekazać więcej emocji niż niejeden pisarz na stocznia stronach powieści. Mrok, niepokój, dynamika akcji, a jednocześnie dbałość o detale otoczenia – to wszystko sprawia, że strony przewraca się z wypiekami na twarzy, zatrzymując oko na dłużej przy każdym kadrze, by po prostu napawać się tą warstwą wizualną. Kunszt rysowniczy autora absolutnie powala na kolana!
To nie jest zwykły komiks, który przeczytacie w piętnaście minut i zapomnicie o nim w drodze do kuchni. „W.E. Zeszyt pierwszy” rezonuje w głowie jeszcze długo po odłożeniu go na półkę. Zmusza do zadania sobie pytania: „A co ja bym zrobił w takiej sytuacji?”. I właśnie za to tak bardzo cenię dobrą opowieść – za to, że wciąga, rozrywkowo wbija w fotel, a jednocześnie zostawia w nas ślad.
Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Ta pozycja po prostu musiała zdobyć moje uznanie. Z pełnym przekonaniem i bez cienia wahania twierdzę, że komiks ten w pełni zasługuje na miano NIK dodając potężnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce! Jeśli szukacie historii, która wyrwie Was z kapci, zachwyci oprawą graficzną i nie pozwoli o sobie zapomnieć, to „W.E. Zeszyt pierwszy” jest pozycją obowiązkową. Hubert Ronek stworzył coś wyjątkowego. Bierzcie, czytajcie i podziwiajcie, bo to jest komiksowa czołówka! Czekam na kolejne zeszyty z zapartym tchem!
Komiks pt. „W.E. Zeszyt pierwszy” dostępny jest tutaj

