Mick Herron po raz kolejny udowadnia, że brytyjski thriller szpiegowski nie tylko nie umarł, ale ma się lepiej niż kiedykolwiek. „Slough House”, czyli siódma już odsłona kultowej serii „Kulawe konie”, to moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza, który zdobył me czytelnicze serce i zaimponowała kreatywnością pisarską. Herron po prostu zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii, z których każda kolejna okazuje się jeszcze lepsza, głębsza i bardziej satysfakcjonująca od poprzedniej.
Jeśli śledzicie moje czytelnicze wybory, doskonale wiecie, jak bardzo cenię autorów mających odwagę iść pod prąd powtarzalnych schematów. Herron dokładnie to robi. Nie serwuje nam wygładzonych szpiegów w skrojonych na miarę garniturach, którzy z uśmiechem na ustach ratują świat przed zagładą. Zamiast tego wrzuca nas do obskurnego, przesiąkniętego zapachem taniej kawy i stęchlizny biurowca w Londynie. Slough House to miejsce, gdzie trafiają ci, którzy w MI5 zaliczyli wpadkę – zepsuli operację, zostawili tajne dokumenty w pociągu albo po prostu podpadli komuś na samej górze. Mieli siedzieć cicho, przekładać papierki i w końcu sami podać się do rozstrzygnięcia swojej kariery. Problem w tym, że kulawe konie nie słyną z rozsądnych decyzji.
W siódmym tomie sytuacja bohaterów staje się jednak bardziej napięta niż kiedykolwiek wcześniej. Slough House zostaje dosłownie wymazane z rejestrów służb specjalnych. Ekipa Jacksona Lamba, wciąż lecząca rany i wstrząśnięta niedawnymi stratami we własnych szeregach, powoli zaczyna rozumieć, że margines, na który ich spychano, właśnie się skończył, a pod nogami pojawiła się przepaść. Gdy w Londynie dochodzi do dziwnych, „śmiertelnych wypadków”, a dawne grzechy i błędy rosyjskich służb wywołują międzynarodowe zamieszanie, staje się jasne, że ktoś postanowił ostatecznie posprzątać. W tle mamy dynamicznie zmieniający się świat: rosnący w siłę populistyczny ruch na ulicach stolicy oraz cynicznych przedstawicieli starego porządku, dla których liczy się tylko to, kto da najwięcej. W takim klimacie nie ma miejsca na zasady, a rozsądek nakazywałby zaszyć się w najgłębszej mysiej dziurze i przeczekać nadciągającą burzę. Kulawe konie wyboistą drogą zmierzają jednak prosto w sam środek cyklonu.
Co sprawia, że ta powieść robi tak ogromne wrażenie? Przede wszystkim niesamowita kreatywność autora w stworzeniu historii, której odkrywanie jest literacką podróżą, która na zawsze pozostaje w czytelniczej psychice. Herron nie pisze zwykłych książek sensacyjnych – on tka gęstą, niepokojącą, a zarazem genialnie skonstruowaną sieć zależności, w której każdy szczegół ma swoje miejsce. Przewracając kolejne strony, człowiek złapany w tę pułapkę nie chce z niej uciekać. Przeżywamy ten wyścig razem z bohaterami, odczuwając ich strach, zmęczenie, ale też niepojęty wręcz upór. To właśnie ten ciężki, gęsty klimat i niesamowita dbałość o psychologię postaci sprawiają, że lektura osiada w głowie na długo po odłożeniu tomu na półkę.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie najwyższej próby. Pióro Herrona jest niezwykle ostre, czarne od humoru i absolutnie bezlitosne dla współczesnego świata policyjno-politycznych układów. Autor operuje słowem z niezwykłą lekkością – potrafi w jednym zdaniu rozbawić czytelnika do łez cyniczną ripostą Jacksona Lamba, by w kolejnym akapicie zaserwować ciarki na plecach i poczucie absolutnego zagrożenia. Narracja prowadzi nas sprawnie przez wielowątkową intrygę, nie pozwalając ani na chwilę nudy. Każdy dialog ma tu swoje tempo, a opisy Londynu – dalekie od pocztówkowych kadrów – dodają całości niesamowitego realistycznego szlifu.
Nie sposób nie wspomnieć o samym Jacksonie Lambie – szefie tej przedziwnej gromady odrzuconych. To postać wybitna, odrażająca i genialna zarazem. Pisarz stworzył bohatera, który stał się już wręcz ikoną współczesnej literatury szpiegowskiej. Pod warstwą niechlujstwa, nieustannego zgryźliwego sarkazmu i ostentacyjnego lekceważenia wszystkiego i wszystkich kryje się umysł ostre jak brzytwa i absolutny profesjonalista. Relacje między nim a jego podwładnymi to prawdziwy majstersztyk pisarski.
Dla mnie to powieść godna uwagi, dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK - Najlepszej Interesującej Książki, dodając wartości czyt-NIKowej biblioteczce. Mick Herron po raz siódmy dowiódł, że nie ma sobie równych w łączeniu intrygi szpiegowskiej, społecznego komentarza i czarnego humoru. Jeśli jeszcze nie znacie serii „Kulawe konie”, najwyższy czas to nadrobić, a jeśli jesteście ze Slough House od początku – „Siódemka” powali Was na kolana. Gorąco polecam!
Książka pt. „Slough House” ukazała się nakładem Wydawnictwa Insignis

