Zasiądźcie wygodnie w swoich czytelniczych siedziskach, przygotujcie kubek gorącej herbaty lub aromatycznej kawy, bo dziś zabieram Was w podróż do miejsca, gdzie rzeczywistość miesza się z magią, a w ciemnych zaułkach miasta rozbrzmiewają dźwięki klasycznego jazzu. Przed Wami recenzja książki, która udowadnia, że literatura rozrywkowa potrafi być absolutnie mistrzowska. Dziś na tapecie ląduje „Księżyc nad Soho” autorstwa Bena Aaronovitcha.
Muszę Wam wyznać już na samym początku – to moje trzecie spotkanie z twórczością autora, które pozostanie w czytelniczej pamięci już na zawsze. Kiedy po raz pierwszy wkroczyłem do świata wykreowanego przez Aaronovitcha, wiedziałem, że mam do czynienia z czymś wyjątkowym. Jednak to, co pisarz zaprezentował w kontynuacji przygód funkcjonariusza policji Petera Granta, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Londyn w jego wydaniu to nie jest po prostu tło wydarzeń. To tętniący życiem, pełen magii, tajemnic i ukrytych w cieniu niebezpieczeństw organizm, który oddycha własnym rytmem. Rytmem, który tym razem wyznaczają dźwięki saksofonu i klimat zadymionych klubów muzycznych.
Już od pierwszych stron widać, że Ben Aaronovitch ma niesamowity dar. Pragnę z całą mocą docenić w tej recenzji kreatywność autora w konstruowaniu historii, która jest zaproszeniem do czytelniczej uczty, która z każdą przekładaną stroną rozgrzewa nasze emocje. Wyobraźcie to sobie: jesteśmy w Londynie, jest noc, w jednym z pubów umiera na zawał Cyrus Wilkinson, utalentowany saksofonista jazzowy. Brzmi jak standardowa procedura dla pogotowia i policji, prawda? Ot, smutne zrządzenie losu, nagła śmierć z przyczyn naturalnych. Ale nie w świecie, w którym operuje Peter Grant – londyński policjant, a zarazem (co jest absolutnie fantastycznym motywem) uczeń czarownika! Kiedy Peter pochyla się nad ciałem nieszczęsnego muzyka, zauważa coś, co przyprawia o gęsią skórkę. Z nieboszczyka wydobywają się dźwięki. To nie są przypadkowe szmery, to czysta magia uwięziona w nutach – słychać solówkę na saksofonie, klasyczną melodię z lat trzydziestych, legendarny utwór „Body and Soul”. To absolutnie genialny punkt wyjścia dla fabuły. Dla Granta ten magiczny, wibrujący w powietrzu ślad oznacza tylko jedno: przyczyna śmierci Cyrusa wcale nie była naturalna. I w tym momencie zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki!
Ben Aaronovitch w „Księżycu nad Soho” mistrzowsko łączy ze sobą elementy klasycznego kryminału, policyjnego proceduriala i urban fantasy. Z pomocą swojego niesamowicie charyzmatycznego przełożonego, detektywa Thomasa Nightingale’a – postaci, która wnosi do tej serii mnóstwo brytyjskiej klasy, specyficznego humoru i potężnej magii – Peter zaczyna badać sprawę. Do tego duetu dołącza piękna, intrygująca miłośniczka jazzu, Simone Fitzwilliam, która staje się swego rodzaju przewodniczką po hermetycznym, fascynującym świecie londyńskiej sceny muzycznej. Razem zaczynają drążyć temat i szybko okazuje się, że zgonów podobnych do przypadku Cyrusa jest w Soho znacznie więcej. Ktoś lub coś poluje na utalentowanych muzyków, wysysając z nich nie tylko życie, ale i tę nieuchwytną iskrę, która sprawia, że ich muzyka poruszała tłumy.
To, co najbardziej mnie w tej książce urzekło, to jednak nie tylko sama zagadka kryminalna. Śledztwo, choć poprowadzone w sposób intrygujący i trzymający w napięciu do samego końca, staje się dla głównego bohatera również głęboko osobistą sprawą. I tutaj autor trafia w sam punkt, uderzając w bardzo wrażliwe struny. Dochodzenie wiąże się bowiem z historią pewnego genialnego muzyka, który przed laty koncertował w tych samych zadymionych klubach, grał z najlepszymi, a potem dramatycznie zmarnował swój gigantyczny talent. Tym muzykiem jest Richard „Lord” Grant – ojciec Petera.
Ben Aaronovitch genialnie wplata ten rodzinny wątek w główną oś fabuły. Pozwala nam to spojrzeć na Petera nie tylko jak na rzucającego zaklęcia gliniarza, ale przede wszystkim jak na syna, który próbuje zrozumieć błędy swojego ojca i boi się o jego los. Relacja Petera z Richardem dodaje tej opowieści ogromnej głębi, pewnej nostalgii i melancholii, która idealnie współgra z jazzowym motywem przewodnim całej powieści.
Klimat, moi drodzy, to jest słowo klucz w przypadku tej lektury! Ben Aaronovitch sprawia, że dosłownie czujemy zapach taniego piwa, starego drewna w pubach, dymu papierosowego z dawnych lat i deszczu na londyńskim bruku. Słyszymy dźwięki trąbek, pianina i saksofonu. Czujemy pulsowanie magii, która w tej wizji świata nie jest czymś odległym, ukrytym w starych zamczyskach, ale czymś namacalnym, brudnym, wplecionym w miejską tkankę metropolii. Magicznym echem, które rezonuje w starych murach Soho.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Autor pisze lekko, niezwykle plastycznie i z ogromnym poczuciem humoru. Pierwszoosobowa narracja Petera Granta to absolutny strzał w dziesiątkę. Jego cięte riposty, dystans do samego siebie, typowo policyjny cynizm mieszający się z chłopięcą fascynacją magicznym światem – to wszystko sprawia, że z tym bohaterem po prostu chce się spędzać czas. Dialogi są błyskotliwe, dynamika między postaciami poprowadzona jest bezbłędnie, a zwroty akcji potrafią solidnie zaskoczyć. Nie ma tu miejsca na nudę, nie ma przestojów – akcja płynie płynnie niczym najlepsza improwizacja w wykonaniu mistrzów gatunku.
„Księżyc nad Soho” to doskonały przykład na to, jak powinna wyglądać nowoczesna literatura rozrywkowa. To książka, która wciąga od pierwszej strony, intryguje oryginalnym pomysłem, zachwyca świetnie wykreowanym światem i bohaterami z krwi i kości. Zapewniam Was, że kiedy już raz wejdziecie w te londyńskie, magiczne zaułki u boku Petera Granta, nie będziecie chcieli stamtąd wychodzić. To opowieść o potędze muzyki, o mrocznych sekretach miast i o tym, że czasem największa magia ukryta jest w miejscach, w których najmniej się jej spodziewamy. Dlatego z czystym sumieniem, pełnym przekonaniem i ogromną radością doceniam kreatywność pisarza poprzez umieszczenie tej książki na półce NIK - Najlepszych Interesujących Książek. Bena Aaronovitcha czyta się po prostu wybornie. Jeśli szukacie lektury, która wyrwie Was z codziennej rutyny, rozbawi, zaintryguje i otuli wyjątkowym, lekko mrocznym, jazzowym klimatem – trafiliście idealnie. Łapcie za „Księżyc nad Soho”, odpalcie w tle playlistę z klasykami z lat trzydziestych i dajcie się porwać tej niesamowitej melodii. Gwarantuję Wam, że to będzie zaczytany czas najwyższej próby. Czytajcie, bo naprawdę warto!
Książka pt. „Księżyc nad Soho” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

