Gdy brałem do ręki „Idź, postaw wartownika”, w mojej głowie od razu zapaliła się czerwona lampka. I pewnie u większości z Was zapaliłaby się dokładnie tak samo. Przecież mówimy o kontynuacji – a w zasadzie pierwopisie – absolutnej świętości literatury światowej. „Zabić drozda” to książka, która dla wielu pokoleń stała się synonimem moralnego kompasu, a postać Atticusa Fincha wyrosła na pomnik szlachetności, tolerancji i niezłomnej walki o sprawiedliwość. Czy naprawdę potrzebowaliśmy obalania tego pomnika? Czy Harper Lee, publikując tę powieść po dekadach milczenia, nie popełniła błędu?
Muszę Wam powiedzieć jedno: jeśli szukacie cieplej, pokrzepiającej opowieści o dobru wygrywającym z złem, to ta książka Was przeczołga. Ale jeśli szukacie literatury mięsistej, bezkompromisowej, szczerej do bólu i zmuszającej do przetrawienia własnych poglądów – trafiliście pod właściwy adres.
Fabuła zabiera nas do dobrze znanego Maycomb w Alabamie. Minęło dwadzieścia lat. Skaut – a właściwie dwudziestosześcioletnia Jean Louise Finch – przyjeżdża z Nowego Jorku na dwa tygodnie wakacji, by odetchnąć i spędzić czas ze starzejącym się ojcem, Atticusem. Jean Louise to nowoczesna, niezależna kobieta, która żyje w zupełnie innym świecie niż jej rodzinne miasteczko. Pamięta Maycomb jako oazę spokoju, a ojca jako czystą esencję przyzwoitości.
Problem w tym, że lata 50. na amerykańskim Południu to czas gwałtownych zmian społecznych. Ruch praw obywatelskich przybiera na sile, a czarna ludność zaczyna głośno domagać się swoich należnych praw. I właśnie w tym momencie na idyllicznym obrazie dzieciństwa Jean Louise pojawiają się pierwsze głębokie pęknięcia.
Nasza bohaterka odkrywa coś, co zwala ją z nóg: jej ukochany ojciec, człowiek, który w „Zabić drozda” bronił czarnoskórego Toma Robinsona, uczęszcza na zebrania lokalnej rady obywatelskiej wspierającej segregację rasową. Dzieli ławę z ludźmi głośno wygłaszającymi rasistowskie hasła. Dla Jean Louise to nie jest po prostu rozczarowanie. To jest emocjonalny trzęsienie ziemi o sile dziesięciu stopni w skali Richtera.
To, co w tej książce uderza najmocniej, to nie sam wątek polityczno-społeczny, ale psychologiczny dramat młodej kobiety, która musi przewartościować całe swoje dotychczasowe życie. Każdy z nas w pewnym momencie dorastania przechodzi przez ten bolesny proces: moment, w którym dociera do nas, że nasi rodzice nie są wszechwiedzącymi bohaterami bez skazy, ale zwykłymi ludźmi z własnymi uprzedzeniami, słabościami i błędami.
Harper Lee nie patyczkuje się z czytelnikiem. Pokazuje starcie dwóch światów: idealistycznego, nowojorskiego podejścia Jean Louise i głęboko ukorzenionego, konserwatywnego, południowego tradycjonalizmu. Co ważne, autorka nie tworzy czarno-białych postaci. Atticus nie staje się nagle potworem – wciąż jest mądrym, spokojnym i opiekuńczym ojcem. Ale jego poglądy są mocno zakorzenione w realiach epoki i regionu, co dla jego córki jest nie do przyjęcia. Ta konfrontacja jest autentyczna, duszna i niezwykle bolesna.
Pod względem warsztatowym „Idź, postaw wartownika” czyta się fantastycznie. Choć jest to pierwsza wersja historii, która stworzyła „Zabić drozda”, język Harper Lee jest niesamowicie dojrzały, obrazowy i gęsty od emocji. Czuć tu klimat amerykańskiego Południa – ten skwar, lepiące się powietrze, zapach kawy na ganku i powolny rytm dnia, pod którym tli się rasowa i społeczna bomba.
Dialogi są ostre jak brzytwa. Kiedy Jean Louise wchodzi w spór z Atticusem czy swoim narzeczonym Henrym, słowa latają jak pociski. Nie ma tu miejsca na akademickie wywody. To są żywe, autentyczne starcia ludzi, którzy się kochają, ale jednocześnie nie potrafią znaleźć wspólnego języka w kwestiach najważniejszych.
Nie będę ukrywał, że ta lektura zostawiła we mnie głęboki ślad. To nie jest książka łatwa, przyjemna i do poduszki. To historia, która uwiera, drażni i nie daje o sobie zapomnieć jeszcze długo po odłożeniu na regał. Właśnie za tę bezkompromisowość, za odwagę w pokazywaniu trudnej prawdy i za kapitalnie nakreślony proces dorastania – tego prawdziwego, emocjonalnego – ta powieść zasłużyła na wyjątkowe miejsce.
Z czystym sumieniem i wielkim uznaniem doceniam tę książkę, umieszczając ją na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
Jeśli czytaliście „Zabić drozda”, po prostu musicie sięgnąć po „Idź, postaw wartownika”. Nie po to, by zepsuć sobie wspomnienia z dzieciństwa, ale po to, by dopełnić ten obraz i zobaczyć, jak wygląda prawdziwa, nieupiększona rzeczywistość. Polecam z całego serca – to kawał naprawdę wyśmienitej literatury!
Książka pt. „Idź, postaw wartownika” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

