Są takie momenty w życiu każdego z nas, kiedy sięgamy po książkę zupełnie nowego, nieznanego nam wcześniej autora i od pierwszych stron czujemy, że to nie będzie zwykła lektura. Dokładnie to uczucie towarzyszyło mi od pierwszego rozdziału powieści Collin Armstrong pod tytułem „Polybius”. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego pisarza, ale mogę Wam już na samym wstępie powiedzieć jedno: zdobył me czytelnicze serce i niebywale zaimponował mi swoją niezwykłą kreatywnością pisarską. Bez zbędnego akademickiego nadęcia, bez rozbijania tekstu na czynniki pierwsze czy suchych definicji z podręczników teorii literatury – powiem Wam po prostu, jak to jest zatracić się w świecie stworzonym przez Armstronga. Zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii, a ta konkretna powieść to absolutny majstersztyk, po który po prostu musicie sięgnąć.
Wracamy do klimatycznego roku 1982. Kalifornia, małe nadmorskie miasteczko Tasker Bay – miejsce, gdzie czas wydaje się płynąć wolniej, a w powietrzu czuć zapach morskiej bryzy połączony z powiewem nadchodzących zmian. Poznajemy Andi Winston, młodej dziewczynie pracującej na zmianie w obskurnym, ale mającym swój niepowtarzalny urok salonie gier Home Video World. Andi to bohaterka, którą łatwo polubić: zamknięta w sobie, unika zbędnych kontaktów z ludźmi, a swój wolny czas woli spędzać na naprawianiu skomplikowanych mechanizmów automatów. Ma ogromny talent do programowania i wielkie marzenia – chce wyrwać się z małego miasteczka i trafić prosto do rozwijającej się Doliny Krzemowej.
Rutyna Andi zostaje jednak wywrócona do góry nogami, kiedy w salonie pojawia się tajemnicza, czarna maszyna z grą o nazwie Polybius. Od tego momentu spokojny dotąd Home Video World zaczyna pękać w szwach od graczy, z których każdy bez wyjątku pragnie wypróbować ten nieznany nikomu nabytek. I tu zaczyna się prawdziwy popis pisarskiej wyobraźni Collina Armstronga. Autor w mistrzowski sposób buduje atmosferę gęstniejącego z dnia na dzień niepokoju. Tasker Bay i bez tego zmaga się z problemami – nowi deweloperzy bezlitośnie windują ceny, przez co koszty życia stają się dla dawnych mieszkańców niemal nie do zniesienia. Ale prawdziwy koszmar Dopiero nadchodzi.
W miasteczku wybuchają niepokojące objawy. Praktycznie z dnia na dzień przez mieszkańców przetacza się fala dziwnej epidemii: ludzie zaczynają cierpieć na niewytłumaczalne napady obezwładniającego gniewu, paranoi oraz przerażających halucynacji. Ani miejscowy szeryf, ani lokalna lekarka nie mają pojęcia, co stoi za tą nagłą i agresywną przypadłością. Żeby było jeszcze gęściej i mroczniej, do wybrzeża zbliża się potężna burza. Nieustające opady deszczu błyskawicznie zalewają drogi, odcinając całą okoliczną społeczność od świata zewnętrznego. Kiedy dochodzi do makabrycznego aktu przemocy, Tasker Bay pogrąża się w zupełnym chaosie.
Andi, obserwując kolejne zmiany w salonie gier i patrząc na zachowanie graczy, nabiera niezłomnego przekonania, że cała ta dramatyczna sytuacja musi mieć jakiś głęboki związek z tajemniczym Polybiusem. Dziewczyna, choć z natury jest samotniczką, niechętnie łączy siły z Ro – synem miejscowego szeryfa. Razem podejmują desperatecką, wyczerpującą próbę powstrzymania zagadkowej fali przemocy i odkrycia prawdy. Jednak zegar tyka, a sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy jedno z nich również zaczyna odczuwać dziwne i niebezpieczne skutki uboczne gry. Czy w odciętym od świata miasteczku ktokolwiek przybędzie im na ratunek?
Ta historia po prostu wciąga bez reszty! Odkrywanie kolejnych kart tej opowieści to prawdziwa literacka podróż, która nie tylko angażuje od pierwszej do ostatniej strony, ale też na zawsze pozostaje w czytelniczej psychice. Kreatywność autora w wykreowaniu tej dusznej, wręcz klaustrofobicznej atmosfery lat 80. zasługuje na najwyższe słowa uznania. Collin Armstrong nie tworzy tanich efektów – on buduje napięcie powoli, precyzyjnie dawkuje emocje i sprawia, że czytelnik czuje fizyczny niepokój razem z bohaterami. Styl pisarza jest niezwykle płynny, a narracja poprowadzona z taką sprawnością, że książkę czyta się jednym tchem. Sposób budowania całej historii, splot wątków społecznych z legendą miejską i elementami thrillera obyczajowo-psychologicznego, to po prostu pisarska klasa sama w sobie.
Dla mnie jest to powieść wyjątkowo godna uwagi, dlatego też z pełną odpowiedzialnością i ogromną satysfakcją mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To tytuł, który bez dwóch zdań wzbogaca i dodaje ogromnej wartości naszej czyt-NIKowej biblioteczce. Jeśli szukacie lektury, która wciągnie Was w swoje tryby, dostarczy mocnych wrażeń, a przy tym zachwyci wykonaniem i pomysłowością, „Polybius” będzie wyborem idealnym.
Collin Armstrong stworzył opowieść, do której chce się wracać myślami jeszcze długo po przewróceniu ostatniej kartki. Styl, narracja oraz genialny sposób konstruowania napięcia zasługują na pełne uznanie. Gorąco polecam tę pozycję każdemu czytelnikowi, który ceni sobie dobrą, nietuzinkową literaturę z klimatem!
Książka pt. „Polybius” ukazała się nakładem Wydawnictwa Insignis

