Kiedy słyszysz imię „Dracula”, co pierwsze przychodzi Ci do głowy? Popkulturowy hrabia w pelerynie z wysokim kołnierzem, zęby wbijane w szyje w filmowych Hollywoodzkich produkcjach, czy może przerysowany postrach z czarno-białych filmów z poprzedniego wieku? Jeśli Twoje skojarzenia kończą się na kinowych kliszach, czas na potężny reset. Musisz sięgnąć po źródło, po powieść, od której wszystko się zaczęło. Bram Stoker napisał dzieło, które nie tylko zdefiniowało horror jako gatunek, ale wyznaczyło standardy budowania klimatu i napięcia, z jakimi rzadko kiedy można się dzisiaj spotkać we współczesnych thrillerach. Bez zbędnego akademickiego gadania i rozkładania tekstu na czynniki pierwsze – porozmawiajmy o tym, dlaczego ta książka to absolutny majstersztyk i dlaczego bez najmniejszych wątpliwości ląduje u mnie na półce NIK, czyli Najlepszych Interesujących Książek.
Zaczyna się pozornie niegroźnie. Jonathan Harker, młody angielski prawnik, wyrusza w podróż służbową do malowniczej, choć niepokojąco dzikiej Siedmiogrodu. Ma pomóc hrabiemu Draculi w sfinalizowaniu zakupu nieruchomości w Londynie. Pierwsze rozdziały to wręcz majstersztyk budowania czystego, powolnego niepokoju. Widzimy świat oczami Jonathana, który początkowo próbuje tłumaczyć sobie dziwne zachowania lokalnych mieszkańców i osobliwe nawyki swojego gospodarza logicznymi racjami. Ale im dłużej przebywa w zamku opartym o urwiste skały, tym wyraźniej czuje, że wpadł w pułapkę. Stoker w cudowny sposób nie rzuca nas od razu w wir potworności. On nam dawkuje ten lęk. Najpierw dostajemy drobne sygnały, dziwne cienie, obojętność hrabiego na rzeczy prozaiczne, brak odbicia w lustrze, aż wreszcie narasta w nas porażające poczucie obsesji i osaczenia.
Co sprawia, że ta powieść jest tak niesamowicie wciągająca? Przede wszystkim jej forma. „Dracula” to powieść epistolarna. Nie masz tutaj jednego, wszechwiedzącego narratora, który mówi Ci, co masz myśleć. Czytasz prywatne listy, wpisy z dzienników, wycinki z gazet, nagrania z fonografu oraz depesze. Taka konstrukcja sprawia, że stajesz się bezpośrednim świadkiem wydarzeń. Zbierasz elementy układanki razem z bohaterami – z Jonathanem, jego narzeczoną Miną, jej przyjaciółką Lucy czy wreszcie z charyzmatycznym profesorem Van Helsingiem. Ta rwana relacja tworzy uczycie niezwykłej intymności i realności. Odbierasz ten strach bezpośrednio, z pierwszej ręki. Masz wrażenie, jakbyś przeglądał kurzące się na strychu dokumenty i odkrywał przerażającą prawdę, o której świat miał się nigdy nie dowiedzieć.
Samo podejście do postacie głównego antagonisty to absolutny majstersztyk. Hrabia Dracula nie pojawia się na każdej stronie. Nie biega z siekierą, nie straszy tanimi sztuczkami i nagłymi zrywami. On przez większość czasu pozostaje spowity cieniem, obecny niemal wyłącznie w swoich czynach, w gęstniejącej atmosferze lęku i w obłędzie, jaki posiewa wokół siebie. Stoker stworzył potwora, który jest zarazem elegancki i skrajnie brutalny. Dracula to pan w każdym calu – dżentelmen o arystokratycznych manierach, a jednocześnie pierwotna, niszczycielska siła, która nie tylko wysysa ze swoich ofiar krew, ale przede wszystkim bezpowrotnie odbiera im poczucie bezpieczeństwa i spokojny sen.
Największą siłą tej książki jest to, jak cudownie uwodzi naszą wyobraźnię. Prawdziwy strach u Stokera nie pochodzi z potoków krwi czy brutalnych opisów. Prawdziwy horror rodzi się w głowie czytelnika. To świadomość, że coś niewidzialnego i potężnego stoi tuż za Twoimi plecami, podczas gdy Ty skrupulatnie analizujesz faktory i próbujesz zachować zimną krew. To klasyczne starcie XIX-wiecznego rozumu, nauki i nowoczesności z pierwotnym, mrocznym zabobonem, życiem po śmierci i siłami, których człowiek wychowany na postępie technologicznym po prostu nie potrafi logicznie wytłumaczyć.
Warto zwrócić uwagę, jak niesamowicie Stoker potrafi grać kontrastami. Z jednej strony mamy spokojny, przewidywalny, nowoczesny Londyn z jego cywilizacyjnym blichtrem, z drugiej – dzikie, niedostępne Karpaty, gdzie czas się zatrzymał, a mgła ukrywa tajemnice, o których lepiej nie wspominać na głos. Kiedy to mroczne zło z Karpat wkrada się do serca cywilizowanego świata na pokładzie widmowego statku, napięcie sięga zenitu.
Mogłoby się wydawać, że książka wydana pod koniec XIX wieku będzie trącić myszką, że jej język będzie zbyt ciężki, a tempo zbyt wolne dla współczesnego czytelnika wychowanego na szybkich, dynamicznych kadrach filmowych. Nic bardziej mylnego! Stoker pisze z niezwykłą lekkością i plastycznością. Styl jest gęsty od klimatu, ale jednocześnie niezwykle płynny. Historia wciąga bez reszty, a kolejne karty przewraca się ze wstrzymanym tchem, chcąc dowiedzieć się, jak bohaterowie poradzą sobie z zagrożeniem, które wydaje się absolutnie nie do pokonania.
To nie jest zwyczajna historia o wampirze. To powieść absolutnie przełomowa, ikoniczna i nieustannie aktualna. Prawdziwy klasyk gotyckiego horroru, który wcale się nie zestarzał, ponieważ dotyka lęków zakorzenionych w nas od zarania dziejów – strachu przed nieznanym, przed utratą kontroli nad własnym życiem i umysłem oraz przed lękiem przed śmiercią.
Dla mnie czytanie „Draculi” było niesamowitą przygodą literacką i powrotem do korzeni gatunku, który tak bardzo cenię. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce mienić się miłośnikiem grozy, ale też dla każdego czytelnika, który szuka po prostu fenomenalnie napisanej, wciągającej opowieści z niepowtarzalną atmosferą. Bez jakichkolwiek wątpliwości uroczyście podpisuję się pod tą recenzją i stawiam ten tytuł na najwyższej półce. „Dracula” Brama Stokera wędruje bezpośrednio na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Jeśli jeszcze nie czytaliście, nie zastanawiajcie się ani chwili. Zgaście światło, zapalcie małą lampkę i dajcie się porwać tej hipnotyzującej opowieści. Tylko upewnijcie się wcześniej, że okna są szczelnie zamknięte!
Książka pt. „Dracula” ukazała się nakładem Wydawnictwa Replika

