W literackim świecie zdarzają się momenty, kiedy sięgasz po książkę i od pierwszej strony czujesz, że to nie będzie zwykła lektura do poduszki. To nie jest jedna z tych historii, które przelatują przez głowę jak letni wiatr, pozostawiając po sobie jedynie bladawe wspomnienie. O nie! To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki, która już dawno zdobyła me czytelnicze serce i po raz kolejny zaimponowała nieprawdopodobną kreatywnością pisarską oraz niezwykłą odwagą. Lucyna Olejniczak po raz kolejny zachwyciła mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii, ale tym razem poszła o krok dalej. Podniosła poprzeczkę tak wysoko, że po odłożeniu książki jeszcze przez długie godziny siedziałem w fotelu, patrząc w okno i zbierając myśli.
Warto na wstępie mocno zaznaczyć jedno: ta historia wydarzyła się naprawdę. Ta historia wydarzyła się autorce. Z taką świadomością czyta się zupełnie inaczej. Każde słowo waży więcej, każdy przecinek wydaje się drżeć od emocji, a autentyzm po prostu bije z każdej przewracanej strony. Lucyna Olejniczak zabiera nas w absolutnie wyjątkową, choć zarazem niezwykle trudną podróż. Kreatywność autorki w stworzeniu tej historii – w ubraniu własnych, bolesnych doświadczeń w ramy literackie – sprawia, że jej odkrywanie staje się literacką podróżą, która na zawsze pozostaje w czytelniczej psychice.
Na scenę wchodzą dwie postaci, które w rzeczywistości są jedną i tą samą osobą. Mamy Lenę – dorosłą kobietę, ułożoną mężatkę, stojącą twardo na ziemi, oraz Lenkę – małą dziewczynkę, która dopiero stawia pierwsze kroki i rozpoczyna swoją podróż przez życie. Konstrukcja tego dwugłosu jest po prostu majstersztykiem. Dorosła Lena nosi w sobie ogromny bagaż doświadczeń małej Lenki. To niewyobrażalny ciężar, z którym po latach musi wreszcie stanąć oko w oko tytułowa „księżniczka tatusia”. Bo czy można uciec od tego, co ukształtowało nas w dzieciństwie? Czy da się odciąć grubą kreską od murów, w których dorastaliśmy?
Tłem dla tej poruszającej opowieści jest porządny, wręcz wzorcowy dom szanowanego inżyniera i budowniczego socjalistycznej Nowej Huty. Z zewnątrz – obrazek jak z obrazka. Idealna rodzina, sukces zawodowy ojca, szacunek sąsiadów, etos ciężkiej pracy w oprawie PRL-owskiej rzeczywistości. Ale wystarczy zamknąć za sobą ciężkie drzwi mieszkania, by zobaczyć, jak ta fasada pęka z głośnym trzaskiem. Za zamkniętymi drzwiami rozgrywa się prawdziwy dramat. Coś, co z perspektywy dorosłego człowieka budzi sprzeciw i niedowierzanie, obserwowane oczami dziecka nabiera absolutnej, wręcz przerażającej ostrości. Dziecięca wrażliwość nie zna kompromisów, nie potrafi racjonalizować krzywdy tak jak dorośli. Widzi świat w czarno-białych barwach, a ciosy zadawane przez najbliższych bolą podwójnie.
Sercem tej powieści jest moment, w którym dorosła Lena postanawia wrócić do rodzinnego domu. Wraca tam nie po to, by rozdrapywać stare rany dla samego cierpienia, ale by stanąć z ojcem twarzą w twarz. To konfrontacja najwyższej wagi. Lena szuka odpowiedzi na pytania, które spędzają sen z powiek wielu ludziom zmagającym się z trudną przeszłością: czy wszystko można wybaczyć? Czy szacunek i miłość wpisane w relację rodzicielską są na tyle silne, by pokonać pamięć o wyrządzonej krzywdzie? Czy tytuł „księżniczki” nadany przez ojca był wyróżnieniem, czy może złotą klatką i ciężkim brzemieniem, z którego trzeba się wyzwolić?
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe uznanie. Lucyna Olejniczak prowadzi nas przez ten labirynt wspomnień z niesamowitym wyczuciem. Nie ma tu zbędnego gadania, nie ma artystycznego nadęcia czy taniego sentymentalizmu. Jest za to surowa, piękna prawda i genialnie poprowadzona narracja, która dawkuje emocje w taki sposób, że po prostu nie da się oderwać od czytania. Autorka potrafi budować napięcie niemal jak w najlepszym thrillerze psychologicznym, tyle że tutaj stawką nie jest rozwiązanie zagadki kryminalnej, lecz ocalenie własnej tożsamości i spokoju ducha.
Książka buduje niesamowitą więź między autorką a czytelnikiem. Przechodząc przez kolejne rozdziały, ma się wrażenie, że uczestniczy się w czymś niezwykle intymnym, wręcz świętym. To nie jest zwykłe czytanie – to współodczuwanie. Zrozumienie dynamiki relacji między matką, ojcem a dzieckiem w trudnych czasach socjalizmu dostarcza również niezwykłego tła obyczajowego, ale to psychologia postaci wysuwa się tu na pierwszy plan i całkowicie dominuje nad resztą.
Dla mnie to powieść godna uwagi z wielu powodów. Po pierwsze – ze względu na odwagę autorki, która otworzyła przed nami drzwi do swojej prywatności i pokazała, że nawet z najgłębszego cienia można wyjść na światło. Po drugie – ze względu na niesamowity warsztat pisarski, który sprawia, że historia, choć bolesna, zachwyca swoją formą i literackim kunsztem.
Dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając ogromnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce. To jedna z tych pozycji, o których myśli się jeszcze długo po przewróceniu ostatniej kartki. Powieść, która nie tylko dostarcza literackich wzruszeń, ale też zmusza do refleksji nad własnym życiem, relacjami z najbliższymi i siłą, jaką w sobie nosimy.
Jeśli szukate lektury, która poruszy w Was najczulsze struny, pokaże niezwykłą siłę ludzkiego ducha i udowodni, jak wielką moc ma literatura oparta na prawdziwych emocjach – „Księżniczka” Lucyny Olejniczak jest pozycją obowiązkową. Gorąco polecam i gwarantuję: ta podróż zmieni Wasze spojrzenie na wiele spraw!
Książka pt. „Księżniczka” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka

