Rzadko się zdarza, żebym sięgnął po książkę i od pierwszych stron czuł, że to będzie czysta, niezobowiązująca, ale absolutnie genialna rozrywka. Wasilij Machanienko znowu to zrobił! Jeśli szukacie ciężkich akademickich wywodów, filozoficznych rozważań nad kondycją ludzkości czy fabularnego ślimaczenia się – to od razu odłóżcie tę książkę na półkę. Ale jeśli chcecie mięsistej, dynamicznej i wciągającej bez reszty historii z gatunku LitRPG, to trafiście pod właściwy adres. „Alchemik. Tom 1: Miasto umarłych” to lektura, która po prostu płynie, a strony kartkują się same.
Zacznijmy od samego konceptu, bo Machanienko podchodzi do tematu przenikania się świata gier i naszej rzeczywistości w sposób niezwykle świeży. Większość autorów serwuje nam ten sam schemat: nagle pojawia się system, ludzie dostają okienka statusu i panikują, bo nie wiedzą, co się dzieje. U Machanienki jest zupełnie inaczej. Tutaj świat gry istnieje już od tysięcy lat. Ludzie urodzili się w tym systemie, wychowali i zdążyli zaakceptować fakt, że rządzi nimi bezstronny bóg – mechanika gry, która wymusza przestrzeganie określonych zasad. To ocaleni i ich potomkowie, którzy wieki temu krwawo wywalczyli sobie prawo do życia na własnej planecie.
W ten surowy i wymagający świat wrzucony zostaje nasz główny bohater – Tajlin Właszyc. I powiem Wam szczerze, za co go od razu polubiłem: to nie jest żaden wybraniec z przepowiedni, który w wieku dziesięciu lat obala cesarzy i smoki jednym mrugnięciem oka. Tajlin to zwykły chłopak. Nie w głowie mu wielka polityka, knucia na dworze Imperatora czy ratowanie świata przed zagładą. Jego cel jest prosty, wręcz twardo stąpający po ziemi: po prostu przetrwać.
Surowy świat stworzony przez autora nie wybacza błędów. Zasady gry są jasne, ale bezwzględne. Żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko harować, kalkulować, zdobywać doświadczenie i rozwijać umiejętności. I tu wchodzi tytułowa alchemia, która jest jednym z najmocniejszych punktów całej powieści. Machanienko wykonał kawał świetnej roboty, projektując rzemiosło w tej książce. To nie jest tak, że bohater wypija miksturę i nagle ma sto procent zdrowia. Procesy, składniki, eksperymenty, ryzyko porażki – wszystko to jest opisane z takim zacięciem, że człowiek ma ochotę sam usiąść przy stole alchemicznym i zacząć mieszać eliksiry. Poczucie rozwoju postaci, zdobywania kolejnych poziomów i odblokowywania umiejętności daje nieziemską satysfakcję podczas czytania.
Co zachwyca w tej pozycji najbardziej? Przede wszystkim tempo akcji. Machanienko nie traci czasu na zbędne opisy przyrody czy długie, drętwe monologi. Konstruuje fabułę w taki sposób, że ciągle coś się dzieje. Kiedy wydaje się, że Tajlin wreszcie łapie oddech i wychodzi na prostą, świat wokół niego natychmiast rzuca mu pod nogi kolejne kłody. Walka o przetrwanie jest realna, a stawka wysoka. „Miasto umarłych” z tytułu nie jest tylko chwytliwym hasłem na okładce – to klimatyczna, mroczna i niebezpieczna lokacja, w której klimatu nie brakuje ani na moment.
Książka jest napisana niezwykle lekkim, przystępnym i potoczystym językiem. Świat przedstawiony wciąga od pierwszej do ostatniej strony, a opisy walk oraz mechanik rzemiosła sprawnie budują napięcie. Nie ma tu miejsca na nudę. Postacie drugoplanowe również dodają historii kolorytu – nie są tylko tłem dla głównego bohatera, ale żywymi uczestnikami tej skomplikowanej gry o przetrwanie.
„Alchemik. Tom 1: Miasto umarłych” to absolutny majstersztyk w swoim gatunku. To powieść, która przypomina, jak wielką frajdę potrafi dać czysta, nieskrępowana literatura przygodowa. Czyta się to jednym tchem, z wypiekami na twarzy i ciągłym pytaniem w głowie: „Co stanie się na następnej stronie?”. Machanienko po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem prowadzenia narracji w klimacie LitRPG i potrafi stworzyć świat, do którego chce się wracać.
Bez dwóch zdań doceniam tę książkę poprzez umieszczenie jej na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To pozycja, do której z przyjemnością będę wracał pamięcią i po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Jeśli szukacie idealnej lektury na wieczór, która całkowicie oderwie Was od rzeczywistości i przeniesie do świata pełnego niebezpieczeństw, alchemii i twardych zasad gry – nie zastanawiajcie się ani chwili. Gorąco polecam!
Książka pt. „Alchemik. Tom 1: Miasto umarłych” ukazała się nakładem Wydawnictwa Insignis

