Lucyna Olejniczak po raz kolejny udowodniła mi, że ma niezwykły dar zabierania czytelnika w miejsca, które istnieją nie tylko na kartach książki, ale przede wszystkim w jego wyobraźni. „Preludium”, trzeci tom cyklu „Pani na wrzosowisku”, stał się moim kolejnym spotkaniem z twórczością pisarki, która już wcześniej zdobyła me czytelnicze serce, a teraz po raz kolejny zaimponowała mi swoją kreatywnością pisarską. I muszę przyznać, że Olejniczak zachwyciła mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii.
Tym razem literacka podróż prowadzi mnie przez Warszawę czasów Powstania Listopadowego, osnuty mgłą Londyn oraz wiktoriańską Anglię, a dokładniej – Yorkshire i tajemnicze wrzosowiska. Trzy miejsca, różne światy, odmienne doświadczenia, a jednak wszystko zostaje połączone w historię Elizy Bielskiej. Historię dziewczyny, której życie w jednej chwili zostaje wywrócone do góry nogami. Eliza ma zaledwie szesnaście lat. Jest córką bogatego warszawskiego browarnika i marzy o karierze pianistki. Dorasta w świecie, w którym przyszłość wydaje się czymś oczywistym, zaplanowanym i bezpiecznym. Jednak rok 1830 przynosi wydarzenia, których nie można było przewidzieć. Wybucha Powstanie Listopadowe, Warszawa staje się miejscem zagrożenia, a Eliza wraz z młodszym bratem Stanisławem musi opuścić rodzinny dom.
I właśnie tutaj rozpoczyna się niezwykła podróż głównej bohaterki. Podróż nie tylko przez kolejne miejsca, ale przede wszystkim przez życie. Lucyna Olejniczak bardzo umiejętnie pokazuje przemianę Elizy. Dziewczyna, która początkowo skupiona jest na własnych marzeniach i artystycznych ambicjach, zostaje zmuszona do konfrontacji z rzeczywistością, jakiej wcześniej nie znała. Londyn okazuje się dla niej światem zupełnie innym od tego, który zostawiła w Warszawie. Miasto ma swoje blaski, ale przede wszystkim pokazuje jej mroczną stronę ludzkiej egzystencji.
Nędza, samotność, dzieci pozbawione opieki i ludzie walczący o przetrwanie sprawiają, że Eliza zaczyna patrzeć na świat zupełnie inaczej. Szczególnie ważne staje się spotkanie z osieroconą dziewczynką – dzieckiem londyńskiej ulicy. To właśnie takie momenty pokazują, że „Preludium” nie jest jedynie opowieścią o historycznych wydarzeniach czy losach jednej rodziny. To także historia dojrzewania, odpowiedzialności, dokonywania wyborów i odkrywania, że życie potrafi postawić człowieka przed próbami, których nigdy wcześniej sobie nie wyobrażał. A przecież Eliza nie jest jedyną bohaterką, której los śledzimy z zainteresowaniem. Lucyna Olejniczak potrafi budować historię w taki sposób, aby kolejne wydarzenia nie były jedynie przystankami prowadzącymi do zakończenia. Każdy etap podróży Elizy ma znaczenie. Każde doświadczenie dokłada kolejną cegiełkę do jej przemiany. Czytelnik obserwuje dziewczynę, która musi zostawić za sobą dawne życie, aby krok po kroku odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
To właśnie kreatywność Lucyny Olejniczak zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pisarka nie ogranicza się do jednej przestrzeni czy jednego rodzaju emocji. Przenosi mnie z Warszawy do Londynu, a następnie na angielskie wrzosowiska. Pozwala obserwować zarówno wielką historię, jak i małe, bardzo osobiste dramaty bohaterów. Łączy wydarzenia historyczne z opowieścią o rodzinie, miłości, dojrzewaniu, stracie, odpowiedzialności i poszukiwaniu własnego miejsca.
Dzięki temu odkrywanie tej historii staje się prawdziwą literacką podróżą. Podróżą, podczas której nigdy do końca nie wiem, co znajduje się za kolejnym zakrętem. A przecież właśnie takie książki lubię najbardziej. Takie, które nie kończą się w momencie odłożenia ich na półkę. Pozostają gdzieś w głowie, wracają myślami do bohaterów i sprawiają, że jeszcze długo po przeczytaniu zastanawiam się nad ich losami.
„Preludium” pozostawiło we mnie właśnie taki ślad. Bardzo doceniam również styl i narrację powieści. Olejniczak prowadzi opowieść w sposób, który pozwala mi zanurzyć się w przedstawionym świecie i razem z bohaterami przeżywać kolejne wydarzenia. Historia rozwija się stopniowo, odsłaniając kolejne tajemnice i emocje. Nie brakuje momentów, w których ciekawość bierze górę i pojawia się potrzeba poznania dalszego ciągu. A przecież tytułowe „Preludium” sugeruje coś jeszcze. Może być początkiem większej historii. Muzycznym wstępem do kolejnych wydarzeń. I właśnie w tym określeniu widzę coś niezwykle pasującego do losów Elizy – dziewczyny, która rozpoczyna swoją drogę jako szesnastolatka marząca o karierze pianistki, a życie prowadzi ją w zupełnie innym kierunku.
To moje kolejne spotkanie z twórczością Lucyny Olejniczak i po raz kolejny mogę powiedzieć: pisarka zdobyła me czytelnicze serce. Zaimponowała mi kreatywnością pisarską, zachwyciła kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii i po raz kolejny pokazała, że potrafi stworzyć opowieść, której odkrywanie jest prawdziwą literacką przygodą. „Preludium” to powieść o drodze. O podróży, która zaczyna się w Warszawie, prowadzi przez Londyn i dociera na wrzosowiska Yorkshire, ale tak naprawdę najważniejsza podróż odbywa się wewnątrz samej Elizy. To właśnie obserwowanie jej przemiany było dla mnie jednym z najciekawszych elementów tej historii.
Dla mnie „Preludium” to powieść zdecydowanie godna uwagi. Styl, narracja, klimat oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Kreatywność autorki sprawiła, że ta literacka podróż pozostanie na długo w mojej czytelniczej psychice. Dlatego też mogę śmiało powiedzieć, że „Preludium” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, a tym samym trafia na moją półkę najlepszych i najbardziej interesujących lektur, dodając kolejną wartościową pozycję do czyt-NIKowej biblioteczki. A Eliza? Mam wrażenie, że jej historia jeszcze długo będzie mi towarzyszyć. Bo kiedy raz przekroczy się granicę wrzosowisk, nie tak łatwo o nich zapomnieć.
Książka pt. „Preludium” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka

