Są takie dni, kiedy człowiek zasiada do lektury i od pierwszej do ostatniej strony po prostu płynie. Bez zbędnego filozofowania, bez sztucznych zachwytów, bez akademickiego nadęcia i trudnych słów, które mają udawać, że komiks to coś więcej niż genialna rozrywka. Zresztą, powiedzmy to sobie wprost – po co ubierać w sztywne, podręcznikowe definicje coś, co ma po prostu dawać czystą frajdę, wywoływać szeroki uśmiech na twarzy i sprawiać, że serce bije szybciej? Dziś na moim warsztacie wylądował dwudziesty siódmy tom legendarnej serii – „Asteriks. Syn Asteriksa” – i powiem Wam krótko: ależ to była fantastyczna, porywająca przygoda!
Zanim jednak przejdziemy do szczegółów tej niesamowitej opowieści, muszę zaznaczyć jedną rzecz z całą stanowczością. Ten album w stu procentach zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki! To bez wątpienia kolejna perła, która z wielką dumą zasila i wzbogaca czyt-NIKową biblioteczkę. Jeśli szukacie komiksu, który wciąga od pierwszej planszy, bawi do łez, a jednocześnie zachwyca najwyższym możliwym poziomem artystycznym, to właśnie go znaleźliście.
Wyobraźcie sobie taki scenariusz. Jest piękny, słoneczny, spokojny poranek w słynnej galijskiej wiosce – tej jedynej, która z niebywałą upartością wciąż stawia opór rzymskim najeźdźcom. Ptaszki śpiewają, dziki spokojnie biegają po lesie, Panoramiks zapewne warzy kolejne mikstury, a mieszkańcy szykują się do zwykłego dnia pełnego drobnych sprzeczek o nieświeże ryby. I nagle cała ta sielanka pęka niczym bańka mydlana. Nasz nieustraszony, sprytny i zwykle zachowujący zimną krew Asteriks wychodzi przed swoją chatę i... zamiera z wrażenia. Na progu leży porzucone niemowlę. Tak po prostu! W koszyku!
Co robi nieustraszony Gal, który nie boi się, że niebo spadnie mu na głowę, a z legionami Cezara radzi sobie bez mrugnięcia oka? Wpada w absolutną, totalną panikę! Wygląda na to, że jakiś bocian zagrał mu na nosie i zrobił wyjątkowo złośliwy kawał. Ale wiecie, jak to jest w małej społeczności – plotka rozchodzi się błyskawicznie, niczym pożar w wysuszonym lesie. Sąsiedzi zaczynają wymieniać znaczące spojrzenia, a w wiosce pojawiają się szepty i podejrzenia. Czyżby malec znaleziony przed domem wojownika był twardym dowodem na to, kto jest jego ojcem? Oj, dzieje się, dzieje! Zamieszanie jest olbrzymie, a chichot losu wręcz ogłuszający.
Na wysokości zadania staje jednak nieoceniony Obeliks. Ten olbrzym o gołębim sercu odważnie wspiera swojego najlepszego przyjaciela w tej całkowicie nowej, nietypowej i skrajnie trudnej roli. Obeliks z całą swoją dziecięcą wrażliwością pomaga karmić brzdąca, próbuje go zabawiać i dba o niego jak potrafi najlepiej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden drobiny, ale jakże brzemienny w skutkach szczegół. Malec przypadkowo wypija z mlekiem odrobinę magicznego wywaru Panoramiksa! I w tym momencie zaczyna się prawdziwy meksyk! Bobas zyskuje nieludzką siłę i staje się bezpośrednim, choć nieświadomym zagrożeniem dla wszystkich ludzi i zwierząt w okolicy. Zdemolowana chata to dopiero początek!
Dzielni Galowie nie mają więc wyboru – muszą za wszelką cenę odnaleźć prawdziwych rodziców tego małego urwisa. Żeby to zrobić, wyruszają w misję do pobliskich obozów rzymskich. Pytają, weryfikują, szukają jakichkolwiek śladów. I choć żaden z przerażonych legionistów za nic na świecie nie chce przyznać się do ojcostwa, Asteriks i Obeliks wpadają na trop grubszej intrygi. Odkrywają, że sam prefekt rozkazał przeprowadzić tajny i rygorystyczny spis ludności, który jest jedynie pretekstem do odnalezienia konkretnego dziecka... Kim tak naprawdę jest ten tajemniczy bobas i dlaczego Rzymianom tak bardzo zależy na jego schwytaniu? Tego Wam oczywiście nie zdradzę – musicie przekonać się sami, sięgając po ten album!
Fabuła potrafi wciągnąć bez reszty, ale to, co wyprawia się na planszach pod kątem wizualnym, przechodzi wszelkie pojęcie. Chciałbym w tym miejscu bardzo mocno podkreślić i docenić walor graficzny tego komiksu, pozostając w pełnym, absolutnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków przez Alberta Uderzo. To, co ten człowiek wyprawia z kreską, to jest absolutne mistrzostwo świata! Każdy kadr to małe dzieło sztuki. Dynamika rysunków, niesamowita dbałość o detale, mistrzowska mimika postaci – od przerażonych min Rzymian, przez zdezorientowanego Asteriksa, aż po słodkiego, ale niebezpiecznego malucha – wszystko to sprawia, że od czytania nie sposób się oderwać. Rysunki dosłownie żyją na stronach tomu, a kunszt, z jakim kreślone są tła, architektura obozów rzymskich czy galijskie krajobrazy, budzi najwyższy szacunek. Patrzysz na te kadr za kadrem i po prostu delektujesz się każdą kreską. Prawdziwa uczta dla oka!
Historia galijskiej osady to absolutnie obowiązkowa pozycja na półce każdego fana komiksów, niezależnie od tego, ile ma lat. Nieśmiertelny, genialny francuski dowcip tej kultowej serii, stworzonej w 1959 roku na łamach magazynu „Pilote” przez genialny duet – scenarzystę Renégo Goscinny'ego oraz rysownika Alberta Uderzo – od dziesięcioleci przyciąga kolejne pokolenia czytelników. Sprytny, niewielki Asteriks, naiwny, ale niezwykle silny i kochany Obeliks oraz cała wesoła ferajna z ich wioski na stałe weszli do kanonu ulubionych bohaterów masowej wyobraźni. Ten cykl to nie po prostu zwykła seria komiksowa – to prawdziwy fenomen kultury popularnej XX wieku, który nie zestarzał się ani o krok i wciąż zachwyca świeżością.
Warto przypomnieć, że po przedwczesnej śmierci genialnego scenarzysty Goscinny'ego, począwszy od tomu „Wielki rów”, ciężar tworzenia kolejnych albumów wziął w całości na swoje barki Albert Uderzo. I radził sobie z tym zadaniem wyśmienicie, co „Syn Asteriksa” udowadnia w każdym calu! A przecież wiemy, że od 2013 roku – począwszy od tomu „Asteriks u Piktów” – powstają nowe albumy kontynuujące z wielkim powodzeniem tę wspaniałą serię, tworzone przez współczesnych, niezwykle utalentowanych scenarzystów i rysowników, którzy z ogromnym szacunkiem podchodzą do spuścizny mistrzów.
Nie mogę też nie wspomnieć o samym wydaniu, bo wydawca wykonał tutaj genialną robotę! Nowa edycja w twardej oprawie to prawdziwy rarytas dla kolekcjonerów i miłośników serii. Oprócz samej, genialnej historii komiksowej, album zawiera ponad czterdzieści stron niesamowitych dodatków! To prawdziwa skarbnica wiedzy – czytelnik ma okazję poznać kulisy oraz dokładne okoliczności powstawania albumu, zobaczyć bezcenne, archiwalne materiały graficzne i szkice, a także dowiedzieć się mnóstwa fascynujących ciekawostek o bohaterach, samych autorach oraz bogatej historii tego tomu. Czyta się te dodatki z zapartym tchem!
Podsumowując – nie ma się co zastanawiać. „Asteriks. Syn Asteriksa” to komiks, który po prostu trzeba mieć. Lekki, dowcipny, wciągający od pierwszej do ostatniej planszy, z genialną intrygą i niesamowitą oprawą wizualną, która rzuca na kolana. To czysta, nieprzejednana radość z czytania! Bez wątpienia zasłużony tytuł NIK – Najlepszej Interesującej Książki! Gorąco polecam każdemu, wrzucajcie go na swoje półki i delektujcie się tą niezapomnianą przygodą!
Komiks pt. „Asteriks. Syn Asteriksa” dostępny jest tutaj

