Czasami człowiek dociera do takiego momentu w życiu, w którym czuje, że pędzi po torze, którego wcale sam nie wybierał. Warszawa, wielkie korporacje, wieczny wyścig z czasem, terminarze napięte do granic możliwości, a w tym wszystkim – rysa na duszy. Znasz to uczucie? Gdy wszystko na papierze wygląda idealnie, a w środku pojawia się pustka, której nie da się zasypać żadną premią ani nowym wyjazdem? Dokładnie w takim punkcie poznajemy Gosię – bohaterkę kultowej już powieści Małgorzaty Kalicińskiej.
Nie ma co ukrywać: "Dom nad rozlewiskiem" to powieść-fenomen. Dziś, przy okazji nowego wydania i dwudziestej rocznicy premiery, z ogromną przyjemnością sięgnąłem po tę historię ponownie. I powiem Wam jedno: ta książka nie straciła ani grama ze swojego pierwotnego uroku. To czysta, życiowa mądrość podana bez grama akademickiego nadęcia, bez zbędnego teoretyzowania czy silenia się na skomplikowane konstrukcje literackie. Małgorzata Kalicińska pisze z serca i prosto w serce!
Początek historii Gosi przypomina zimny prysznic. Ma wszystko, co w dzisiejszym świecie uchodzi za sukces: świetną pracę w stolicy, stabilną codzienność i pozorne poczucie bezpieczeństwa. Nagle jednak wzniesiony z trudem dom z kart się wali. Niewłaściwe decyzje, nagły zwrot akcji w pracy i grunt dosłownie usuwa się jej spod nóg. Beznadzieja, rozpacz i poczucie, że wszystko, co dotychczas budowała, straciło sens.
Co robi kobieta, gdy nie ma już nic do stracenia? Wybiera ucieczkę, która z czasem okazuje się najważniejszym powrotem w jej życiu. Gosia pakuje walizki i wyrusza na Mazury – do matki, z którą nie miała kontaktu przez dwie długie dekady. To niezwykle poruszający wątek. Przecież powrót do matki, która przed laty zostawiła swoje dziecko, to jazda po emocjonalnym polu minowym. Czy da się odbudować zaufanie po dwudziestu latach milczenia? Czy można wybaczyć porzucenie? Kalicińska nie daje łatwych odpowiedzi i nie koloryzuje rzeczywistości. Pokazuje powolny, trudny, ale jakże piękny proces sklejania pękniętych relacji.
Kiedy Gosia trafia na Mazury, trafia też do zupełnie innego wymiaru. Zamiast szumu miejskich ulic – śpiew ptaków i cykanie świerszczy. Zamiast zapachu spalin – aromat świeżo skoszonej trawy, wiejskiego chleba i ziół. I nade wszystko: cisza. Taka prawdziwa, gęsta cisza, która na początku uwiera miejskiego człowieka, by po chwili stać się dla niego najlepszym balsamem. Malownicze rozlewisko to nie tylko tło wydarzeń – to bohater tej powieści. Kalicińska w fantastyczny, niezwykle plastyczny sposób oddaje klimat wiejskiego życia. Słuchając tej historii, dosłownie czuje się ciepło słońca na twarzy i zapach mazurskich jezior. Ale wieś u Kalicińskiej to nie tylko sielanka z obrazka. To przede wszystkim lokalna społeczność. Sąsiedzi, którzy wiedzą o sobie wszystko – z ich zaletami, przywarami i nieodłącznymi plotkami. W tym środowisku nasza bohaterka powoli zaczyna zrzucać pancerz, który nosiła w mieście. Uczy się życia na nowo. Zaczyna rozumieć, że prawdziwe szczęście nie kryje się na szczycie drabiny korporacyjnej, ale w prostych, codziennych zachwytach.
To, co najbardziej ujmuje w powieści "Dom nad rozlewiskiem", to niezwykły autentyzm. Małgorzata Kalicińska posługuje się językiem bliskim każdemu z nas. Jej pióro jest lekkie, niezwykle ciepłe i podszyte świetnym, naturalnym humorem. Nie ma tu miejsca na nudne, rozwlekłe opisy czy sztuczny dramat. Dzieje się tu dokładnie to, co może przytrafić się każdemu z nas – w tym właśnie tkwi siła tej powieści.
Ta książka udowadnia, że zmiana – choćby na początku przerażająca i bolesna – bardzo często okazuje się dla nas najlepszym, co mogło nas w życiu spotkać. To opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by zacząć od nowa. By odbudować relacje z bliskimi, by otworzyć się na nową miłość i pozwolić sobie na po prostu... zwyczajne, szczęśliwe życie.
To niesamowite, że mija już dwadzieścia lat od momentu, gdy Dom nad rozlewiskiem po raz pierwszy trafił w ręce czytelników. Przez te dwie dekady świat zmienił się nie do poznania – doszły nowe technologie, media społecznościowe, przyspieszyliśmy jeszcze bardziej. A jednak przesłanie tej powieści jest dziś chyba nawet bardziej aktualne niż w dniu jej premiery. Wszyscy potrzebujemy czasem naszej własnej „przystani nad rozlewiskiem”, miejsca, w którym możemy zatrzymać się i wziąć głęboki oddech. Nowe wydanie to doskonały pretekst, by powrócić do tej historii albo odkryć ją po raz pierwszy, jeśli jakimś cudem jeszcze jej nie znacie.
"Dom nad rozlewiskiem" to powieść niezwykle pokrzepiająca, pełna nadziei i ludzkiej życzliwości. Przeczytałem ją z ogromną przyjemnością, chłonąc każdą stronice i rozkoszując się wyjątkowym klimatem Mazur. Bez wątpienia książka ta zdobywa moje czytelnicze uznanie i trafia w samo serce!
Z pełną odpowiedzialnością i czytelniczą satysfakcją ogłaszam, że ta opowieść odnajduje swoje należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek! Jeśli szukacie lektury, która otuli Was jak ciepły koc w chłodny wieczór, wleje w serce spokój i przypomni o tym, co tak naprawdę w życiu jest ważne – sięgajcie po książkę Małgorzaty Kalicińskiej bez wahania. Gorąco polecam!
Książka pt. "Dom nad rozlewiskiem" ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

