Gdy biorę do ręki książkę, która dotyka tematu polskiej transformacji ustrojowej, zawsze mam w głowie pewne obawy. Czy znowu dostanę suchy, akademicki wykład napakowany socjologicznym żargonem? Czy autor zacznie teoretyzować o wskaźnikach ekonomicznych i makrostrukturach, zapominając, że za tymi pojęciami stali żywi ludzie? Na szczęście JP Kalsky w swojej najnowszej publikacji „Szansa na sukces czy śmiechu warte” podchodzi do tematu zupełnie inaczej. Daje nam mięsistą, bezkompromisową i nierzadko podszytą gorzką ironią opowieść o czasach, w których reguły gry zmieniały się z dnia na dzień. Z pełnym przekonaniem umieszczam tę pozycję na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
Dziki Zachód polskiego biznesu lat 90. to tło, które większość z nas kojarzy z ortalionowymi dresami, szarymi blokowiskami i otwieraniem pierwszych łóżek polowych z towarami z importu. Kalsky idzie jednak o krok dalej i zagląda w miejsca, gdzie formowały się zalążki dzisiejszego biznesu. Zagląda do biur, pierwszych zalążków korporacji i miejsc, w których Polacy po raz pierwszy usłyszeli, że od teraz każdy jest „kowalem własnego losu”. Autor doskonale oddaje klimat epoki, w której pojęcie wolności pomylono z dzikim wyścigiem szczurów, a brak jakichkolwiek uregulowań prawnych tworzył przestrzeń zarówno do genialnych karier, jak i do potężnych przekrętów.
To, co najbardziej uderza podczas lektury, to bezwzględna celność, z jaką Kalsky punktuje narodziny nowej kultury pracy. W świecie opisywanym przez autora to nie wykształcenie czy twarde kompetencje decydowały o tym, kto wejdzie na szczyt. Kluczem była umiejętność stwarzania pozorów, głośne krzyczenie o swoich sukcesach i bezgraniczna elastyczność – wręcz zatracenie własnej tożsamości na rzecz wymogów nowego rynku. Autor pokazuje kulisy budowania biznesów na glinianych nogach, gdzie za szklanymi elewacjami i drobnym blichtrem kryła się improwizacja i chaos.
Czytając tę książkę, trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, ale jest to uśmiech z gatunku tych gorzkich. Kalsky ma niesamowite wyczucie ironii. Nie oszczędza nikogo – ani ówczesnych wizjonerów biznesu, ani podporządkowujących się nowej religii sukcesu pracowników. Pokazuje, jak łatwo było dać się uwieść iluzji amerykańskiego snu w wydaniu nadwiślańskim. Największą siłą tej pozycji jest jednak to, że nie zatrzymuje się ona na przeszłości. Kalsky zdejmuje z lat 90. nostalgiczny filtr i pokazuje, że to właśnie wtedy zasiano ziarno pod dzisiejsze patologie rynku pracy.
Książka wciąga od pierwszej do ostatniej strony głównie dlatego, że jest napisana niezwykle plastycznym i przystępnym językiem. Autor unika moralizowania. Nie mówi czytelnikowi, co ma myśleć, ani nie ocenia bohaterów tamtych wydarzeń z pozycji współczesnego, oświeconego obserwatora. Zamiast tego stawia przed nami lustro i pyta: ile z tamtego świata zostało w nas do dzisiaj? Jaką cenę zapłaciliśmy jako społeczeństwo za zmianę ustrojową i czy obecne definicje wygranej na pewno są nasze, czy może zostały nam wdrożone ponad trzy dekady temu?
„Szansa na sukces czy śmiechu warte” to książka obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, skąd wzięła się dzisiejsza kultura korporacyjna w Polsce. JP Kalsky wykonał kawał świetnej roboty, serwując lekturę, od której naprawdę trudno się oderwać. To mocna, wyrazista i dająca do myślenia rzecz, która trafia w sam punkt. Zdecydowanie polecam – ta książka w pełni zasłużyła na swoje miejsce wśród Najlepszych Interesujących Książek!
Książka pt. „Szansa na sukces czy śmiechu warte” dostępna jest tutaj

