Kryminalna historia, która od pierwszych stron przyciąga uwagę, a później coraz mocniej zaciska wokół czytelnika swoje macki. Anna Olszewska w „Kopiście” sięga po niezwykle oryginalny pomysł i tworzy opowieść, w której miejskie pomniki, tajemnicze tatuaże i kolejne zbrodnie układają się w makabryczną zagadkę. Z każdą kolejną stroną ciekawość rośnie, napięcie nie odpuszcza, a emocje rozgrzewają się do czerwoności. Autorka po raz kolejny pokazuje, że ma niezwykły dar tworzenia historii, które potrafią zaskoczyć, wciągnąć i skutecznie zatrzymać czytelnika przy książce aż do ostatniej strony.
Bo „Kopista” to kryminał, który już samym pomysłem potrafi przyciągnąć uwagę. Kopista kojarzy się przecież z kimś, kto cierpliwie przepisuje księgi, zachowując dla kolejnych pokoleń ludzkie myśli, historie i wydarzenia. Anna Olszewska bierze to skojarzenie i robi z nim coś zupełnie innego. Przekręca je, odwraca i nadaje mu mroczne, krwawe znaczenie.
A gdyby zamiast pióra pojawiła się broń? Gdyby kopiowanie nie służyło ocalaniu historii, lecz jej wymazywaniu? Gdyby ktoś postanowił stworzyć własną, makabryczną kronikę miasta? I właśnie tutaj zaczyna się ta historia.
Bydgoszcz staje się miejscem zbrodni. Miejskie pomniki, które zwykle są elementem krajobrazu, świadkami historii i codzienności mieszkańców, zaczynają nabierać zupełnie innego znaczenia. Przy jednym z nich zostaje odnalezione ciało młodego mężczyzny. Początkowo wygląda to jak kolejne śledztwo, jedna z wielu spraw, które trzeba rozwiązać. Szybko jednak okazuje się, że nic nie jest przypadkowe. Pojawiają się następne ofiary. Kolejne pomniki. Kolejne tajemnicze tatuaże. I coraz bardziej niepokojące pytanie: co właściwie chce przekazać morderca?
To właśnie ten element szczególnie doceniam w powieści Anny Olszewskiej. Autorka nie ogranicza się do prostego schematu „jest morderca, są ofiary, trzeba go złapać”. Tworzy wokół zbrodni własną, niezwykle intrygującą konstrukcję. Pomniki, tatuaże, historie zapisane na ciałach ofiar i miejska przestrzeń zaczynają tworzyć jedną wielką układankę. A czytelnik zostaje wrzucony w sam jej środek. I zaczyna szukać. Razem z bohaterami. Zaczyna podejrzewać. Łączyć fakty. Zmieniać swoje typy. A kiedy wydaje mu się, że już wie, w którą stronę wszystko zmierza, autorka potrafi wykonać kolejny ruch i wywrócić tę układankę do góry nogami.
To właśnie jest największa siła „Kopisty” – kreatywność. Anna Olszewska pokazuje, że w kryminale wciąż można znaleźć pomysł, który nie będzie kolejną kalką znanych schematów. Bierze motyw pozornie odległy od brutalnego świata zbrodni i buduje na nim historię, która z każdą kolejną stroną nabiera temperatury. To nie jest spokojne czytanie przy kawie, podczas którego można co jakiś czas zerknąć przez okno i zastanowić się, co ugotować na obiad. Tutaj trzeba czytać. Trzeba uważać. Trzeba zapamiętywać szczegóły. Bo coś, co początkowo wydaje się nieistotne, za chwilę może okazać się elementem większej całości.
Na pierwszym planie mamy prokuratora Pawła Pikasa. Człowieka, który musi zmierzyć się nie tylko z wyjątkowo brutalnym przeciwnikiem, ale także z własną tragedią. I właśnie ten osobisty wymiar historii sprawia, że śledztwo przestaje być wyłącznie zawodowym obowiązkiem. Stawką nie jest już tylko schwytanie psychopaty. Stawką staje się coś znacznie bardziej osobistego.
Autorka bardzo umiejętnie łączy więc kryminalną intrygę z emocjami bohaterów. Dzięki temu nie otrzymujemy wyłącznie zagadki do rozwiązania. Otrzymujemy ludzi, którzy mają swoje słabości, traumy, lęki i doświadczenia. Ludzi, którym czytelnik zaczyna kibicować.
A emocje? Te w „Kopiście” rozgrzewają się do czerwoności. Anna Olszewska nie daje czytelnikowi zbyt wielu chwil oddechu. Napięcie narasta wraz z kolejnymi odkryciami, a świadomość, że morderca może w każdej chwili zaatakować ponownie, sprawia, że strony przewracają się niemal same. To jedna z tych książek, przy których pojawia się bardzo niebezpieczne zdanie: „Jeszcze tylko jeden rozdział”. A potem okazuje się, że jest druga w nocy. I właśnie za to lubię takie kryminały. Za poczucie, że książka przejmuje kontrolę nad czytelnikiem.
„Kopista” ma także coś, co szczególnie cenię w polskich kryminałach – mocno osadzoną przestrzeń. Bydgoszcz nie jest tutaj jedynie przypadkowym adresem wydarzeń. Pomniki, miejska historia i charakterystyczne miejsca stają się częścią fabuły. Miasto zaczyna żyć własnym życiem, a znane przestrzenie otrzymują nowe, zdecydowanie bardziej mroczne znaczenie. I nagle można pomyśleć: a co, jeśli za kolejnym pomnikiem kryje się jakaś historia, której wcześniej nie zauważaliśmy? To świetna zabawa dla wyobraźni.
Po czterech spotkaniach z twórczością Anny Olszewskiej mogę powiedzieć jedno: autorka konsekwentnie udowadnia, że ma pomysł na własne historie i potrafi zamienić je w angażujące opowieści. Doceniam jej odwagę w sięganiu po nieoczywiste rozwiązania, umiejętność budowania napięcia i przede wszystkim kreatywność, dzięki której każda kolejna książka może być dla czytelnika nową przygodą. „Kopista” jest tego bardzo dobrym przykładem.
To kryminał mroczny, pełen tajemnic, emocji i pytań, na które odpowiedzi nie zawsze przychodzą wtedy, kiedy byśmy tego chcieli. To historia, która potrafi zaintrygować, zaniepokoić, wciągnąć i kilka razy porządnie zaskoczyć.
A skoro po raz czwarty spotykam się z twórczością Anny Olszewskiej i po raz kolejny wychodzę z tego spotkania z poczuciem, że było warto, to chyba nie potrzebuję lepszego dowodu.
„Kopista” to strzał w dziesiątkę. Dlatego z zachwytem, radością i niemałą dumą mogę postawić przy tej książce czyt-NIKowy znak jakości NIK – Najlepszej Interesującej Książki. A tym samym „Kopista” zyskuje swoje miejsce w czyt-NIKowej biblioteczce. I bardzo dobrze.
Bo Anna Olszewska po raz kolejny pokazuje, że kreatywność, odwaga i umiejętność opowiadania historii mogą stworzyć kryminał, który nie tylko dostarcza emocji, ale również dodaje wartości polskiej literaturze. A takich książek, moi drodzy, zdecydowanie warto szukać.
Książka pt. „Kopista” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

