Po niektóre lektury sięgamy z ciekawością, ale bez większych oczekiwań. Otwieramy pierwszą stronę, zaczynamy czytać i pozwalamy, aby historia po prostu nas prowadziła. Czasami jednak już po kilku rozdziałach orientujemy się, że trafiliśmy na coś więcej. Na opowieść, która nie chce być jedynie kolejną przeczytaną historią. Na książkę, która zaczyna żyć własnym życiem w naszej czytelniczej wyobraźni. Taką właśnie literacką podróż okazała się dla mnie powieść Eugeniusza Rataja „Coś się kończy, coś zaczyna t. II. Ostatnie słowo”.
I muszę przyznać, że to moje drugie spotkanie z twórczością tego pisarza. Po raz kolejny autor zdobył moje czytelnicze serce, a jednocześnie jeszcze mocniej zaimponował mi swoją kreatywnością pisarską. Eugeniusz Rataj ma bowiem coś, co w literaturze niezwykle cenię — potrafi stworzyć historię, której nie da się tak po prostu odłożyć na półkę wraz z zamknięciem książki. Jej bohaterowie, emocje i wydarzenia zostają z czytelnikiem na dłużej.
Tym razem autor zaprasza nas do dalszego ciągu historii znanej z pierwszego tomu, zatytułowanego „Wilczyca”. A skoro mamy do czynienia z kontynuacją, spotykamy bohaterów, których losy już wcześniej zostały rozpoczęte. Nie oznacza to jednak, że otrzymujemy jedynie prostą odpowiedź na pytanie: „co było dalej?”. Rataj ponownie zabiera nas w świat relacji, emocji, wyborów i życiowych zakrętów, pokazując, że człowiek bardzo często nie ma wpływu na to, co przyniesie kolejny dzień.
W centrum tej historii znajduje się zwykły chłopak. Bez wielkich aspiracji, wychowany na wsi, próbujący odnaleźć swoje miejsce w świecie. Po drugiej stronie jest ona — dziewczyna z miasta, córka oficera milicji. Dwa różne światy, dwa różne doświadczenia, a pomiędzy nimi coś, co od zawsze fascynuje literaturę i czytelników — uczucie. Ale miłość u Eugeniusza Rataja nie jest wyłącznie piękną opowieścią o motylach w brzuchu i szczęśliwych chwilach. Autor pokazuje ją z całym bagażem emocji, tęsknot, rozczarowań, pragnień, problemów i konsekwencji podejmowanych decyzji. Pokazuje również młodość taką, jaka potrafi być naprawdę — czasem piękną, czasem trudną, pełną pytań, niepewności i poszukiwania własnej drogi. I właśnie to bardzo mocno do mnie przemówiło.
„Coś się kończy, coś zaczyna t. II. Ostatnie słowo” nie jest historią oderwaną od życia. Wręcz przeciwnie. Jej siła tkwi w tym, że w losach bohaterów można dostrzec emocje, które znamy z własnego życia. Każdy z nas podejmował przecież decyzje, których konsekwencje poznawaliśmy dopiero później. Każdy miał swoje tęsknoty, marzenia, rozczarowania i momenty, w których trzeba było wybrać jedną drogę, rezygnując z innej.
Eugeniusz Rataj potrafi o tym opowiadać w sposób bardzo osobisty. Nie próbuje na siłę udowadniać czytelnikowi, jaki powinien wyciągnąć wniosek. Pozwala mu wejść w historię i samodzielnie przeżywać kolejne wydarzenia. To właśnie dzięki temu czytanie staje się czymś więcej niż przewracaniem kolejnych stron. Staje się literacką podróżą. A ja bardzo lubię takie podróże. Szczególnie te, z których nie wraca się od razu po zamknięciu książki.
Kreatywność autora w stworzeniu tej historii naprawdę zasługuje na uwagę. Eugeniusz Rataj po raz kolejny pokazał mi, że potrafi z pozornie zwyczajnych ludzkich doświadczeń zbudować opowieść nieoczywistą, pełną emocji i własnego charakteru. Zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii. Takich, które mają swój rytm, swoją atmosferę i swoich bohaterów, do których zaczynamy się przywiązywać.
Pragnę również nadmienić, że w tej historii nie brakuje tutaj relacji międzyludzkich, młodzieńczych emocji, miłości, seksu, problemów oraz życiowych wyborów. Są też inne postaci i wydarzenia, które mocno odciskają swoje piętno na życiu głównych bohaterów. I właśnie ta różnorodność sprawia, że powieść nie ogranicza się do jednej historii uczuciowej. To opowieść o dojrzewaniu, konsekwencjach, poszukiwaniu swojego miejsca i próbie osiągnięcia celu mimo przeciwności.
Bardzo spodobał mi się również styl i narracja. Autor prowadzi czytelnika przez kolejne wydarzenia w sposób, który pozwala skupić się na bohaterach i ich przeżyciach. Nie ma tutaj potrzeby zasypywania odbiorcy literackimi popisami. Jest za to historia. A dobra historia, jeśli zostanie odpowiednio opowiedziana, potrafi obronić się sama. I ta właśnie historia obroniła się w moich czytelniczych oczach.
Co więcej, drugie spotkanie z Eugeniuszem Ratajem sprawiło, że jeszcze bardziej doceniłem jego pisarską pomysłowość. Pierwsza książka była początkiem mojego zainteresowania jego twórczością, druga natomiast utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z autorem, który potrafi zaskoczyć i przede wszystkim — stworzyć opowieść, która zostaje w głowie. A przecież właśnie o to chodzi w czytaniu. Nie tylko o to, żeby przeczytać. Nie tylko o to, żeby poznać początek, środek i zakończenie. Najważniejsze jest to, co dzieje się później. Kiedy odkładamy książkę, a jej bohaterowie nadal gdzieś w nas są. Kiedy przypominamy sobie konkretne wydarzenia. Kiedy zastanawiamy się, co sami zrobilibyśmy na ich miejscu. Kiedy historia, którą poznaliśmy, na zawsze pozostaje gdzieś w naszej czytelniczej psychice. „Coś się kończy, coś zaczyna t. II. Ostatnie słowo” właśnie do takich książek zaliczam.
Tytuł sugeruje zakończenie. Ale czy w życiu naprawdę coś kończy się definitywnie? Czy każde ostatnie słowo jest rzeczywiście ostatnim? A może po każdym końcu pojawia się początek czegoś nowego? Eugeniusz Rataj zostawia czytelnika właśnie z takimi emocjami i pytaniami. Dla mnie jest to powieść zdecydowanie godna uwagi. To kolejne spotkanie z autorem, który zdobył moje czytelnicze serce i udowodnił, że potrafi tworzyć historie niepowtarzalne, angażujące i pozostające w pamięci. Dlatego też mogę śmiało powiedzieć: ta książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, a tym samym z ogromną przyjemnością dodaję ją do mojej czyt-NIKowej biblioteczki. Bo Czyt-NIK szuka właśnie takich historii. Historii, które mają coś do powiedzenia. Historii, które potrafią poruszyć. Historii, które zabierają czytelnika w podróż. I przede wszystkim — historii, których ostatnie słowo wcale nie musi oznaczać końca.
Książka pt. „Coś się kończy, coś zaczyna t. II. Ostatnie słowo” dostępna jest tutaj

