Kiedy biorę do ręki nowy album z klasycznymi bohaterami ze świata Kaczora Donalda czy Myszki Miki, zawsze mam w głowie pewną obawę. Czy to na pewno będzie coś, co wciągnie mnie bez reszty, czy może po prostu kolejna powtarzalna historyjka, o której zapomnę zaraz po odłożeniu na półkę? Jeśli śledzicie moje czytelnicze wybory, doskonale wiecie, że szukam w książkach i komiksach przede wszystkim tego jednego – niepodrabialnej frajdy z czytania. Chcę czuć emocje, chcę się uśmiechnąć, chcę dać się porwać historii tak bardzo, żeby świat zewnętrzny przestał na chwilę istnieć. I wiecie co? Najnowszy album „Praca dla Superkwęka” robi dokładnie to wszystko, a nawet jeszcze więcej!
Donald od zawsze był jednym z moich ulubionych bohaterów. Dlaczego? Bo jest do bólu ludzki – a raczej kaczorowaty. To nie jest idealny rycerz bez skazy. To gość, który ponad wszystko ceni sobie słodkie lenistwo, ma permanentne kłopoty finansowe, grozi mu eksmisja, a zaległy czynsz śpi do góry nogami w jego koszmarach. Chyba każdy z nas miał w życiu taki moment, kiedy trzeba było spiąć pośladki, przestać szukać wymówek i w końcu ruszyć się do jakiejś pracy. Donald staje dokładnie przed takim nadkaczym wyzwaniem. Musi zarobić pieniądze, bo inaczej wyląduje na bruku. Stara się ze wszystkich sił, kombinuje, próbuje swoich sił w najróżniejszych zajęciach, ale – jak to u Donalda bywa – po prostu mu nie wychodzi. Jego niezdarność i brak jakichkolwiek konkretnych kwalifikacji prowadzą do absolutnie komicznych katastrof.
Ale zaraz, przecież Donald ma w rękawie as: swoją drugą, tajną tożsamość! Jako Superkwęk jest przecież groźnym dla przestępców mścicielem w masce, który ratuje Kaczogród z największych opresji. Wydawałoby się, że zamiana peleryny na kombinezon roboczy to bułka z masłem. No bo skoro potrafisz skopać tyłki łotrom, to co za problem ogarnąć zwykły etat? Nic bardziej mylnego! Szybko okazuje się, że bycie zamaskowanym stróżem prawa i porządku wcale nie ułatwia zarabiania twardej gotówki. Próby pogodzenia obydwu tych żywotów prowadzą do niesamowitego chaosu, a walka o spłatę długów okazuje się znacznie trudniejsza niż potyczka z lokalnym opryszkiem.
Co tu się w ogóle wyczynia na kartach tego komiksu! Akcja pędzi na łeb, na szyję. Obie osobowości naszego bohatera dwoją się i troją, by wyciągnąć wujaszka Sknerusa z kolejnych kłopotów, utrzeć nosa wiecznie kombinującym Braciom Be i – jakby tego było mało – uratować całe miasto przed natarciem zlodowaciałych zombi. Tak, dobrze przeczytaliście! Zlodowaciałe zombi w Kaczogrodzie! Scenariusz, za który odpowiada utalentowany Francuz Nicolas Pothier, to prawdziwy majstersztyk humoru i dynamicznej przygody. Pothier doskonale czuje ten świat. Zna specyfikę postaci, wie, jak budować dowcip słowny i sytuacyjny, i nie waha się wrzucić bohaterów w najmniej oczekiwane tarapaty. Czytając ten album, dosłownie bawiłem się jak dziecko, chłonąc każdą kolejną stronę z bananem na twarzy.
Nie sposób nie zachwycić się także oprawą wizualną tego tomu. Doceniam również walor graficzny, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków. Za ilustracje odpowiada belgijski grafik Batem (Luca Collins), którego twórczość z pewnością kojarzycie choćby z kultowej serii o Marsupilami. To, co Batem wyczarował na kadrach tego komiksu, to czysta magia i poezja rysunku. Kreska jest niezwykle dynamiczna, miękka, a zarazem pełna precyzji i niesamowitej dbałości o detale. Każda plansza żyje własnym życiem, a ekspresja na twarzach (i dziobach!) bohaterów zwala z nóg. Batem kapitalnie oddaje ruch, emocje i humor zawarty w scenariuszu Pothiera. Oglądanie tych kadrów to prawdziwa uczta dla oczu, do której chce się wracać wielokrotnie, za każdym razem odkrywając w tle jakieś nowe, zabawne szczegóły.
„Praca dla Superkwęka” to album, który łapie czytelnika w swoje objęcia od pierwszej planszy i nie wypuszcza aż do samego końca. Jest tu wszystko, za co kochamy komiksy: doskonały humor, wartka akcja, zwroty akcji i bohater, któremu po prostu nie da się nie kibicować. Czy Donald znajdzie w końcu zatrudnienie skrojone pod jego mierne kwalifikacje? Tego wam nie zdradzę – musicie przekonać się sami!
Ten komiks bez dwóch zdań zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając ogromnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce! Jeśli szukacie pozycji, która poprawi wam humor, zapewni rewelacyjną rozrywkę na najwyższym poziomie i zachwyci maestrią wykonania, to „Praca dla Superkwęka” jest strzałem w dziesiątkę. Gorąco polecam każdemu, bez względu na wiek!
Komiks pt. „Praca dla Superkwęka” dostępny jest tutaj

