Bywają takie historie, do których siadam z kubkiem gorącej kawy, wyłączam telefon i po prostu daję się ponieść opowieści. Nie potrzebuję tutaj skomplikowanych wywodów literackich, rozkładania kadrowania na czynniki pierwsze ani doszukiwania się ukrytych metafor filozoficznych, które zrozumie tylko pięciu gości na uniwersytecie. Liczy się jedno: czy ta opowieść mnie wciąga, czy sprawia, że serce bije szybciej, i czy po przewróceniu ostatniej strony mam ochotę wstać i klaszczeć?
Dziś na warsztat wrzucam szósty tom serii autorstwa niezawodnego duetu: Chip Zdarsky i Jorge Jiménez. Mowa o albumie „Batman. Umierające miasto. Tom 6”. I powiem Wam jedno już na samym wstępie: ten komiks jak najbardziej zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, stanowiąc niezwykle cenny, wyśmienity wręcz wkład, który znacząco wzbogaca wartości czyt-NIKowej biblioteczki!
Sprawa wygląda tak: po wielkich i wyczerpujących wydarzeniach z eventu „Władza absolutna”, Mroczny Rycerz wreszcie wraca do swojego domowego gniazda. Ale jeśli myślicie, że Gotham wita go czerwonym dywanem i kwiatami, to chyba nigdy nie czytaliście komiksów z DC Comics! Gotham to miasto, które nigdy nie śpi, a już na pewno nigdy nie daje przydzielonym mu bohaterom odetchnąć. Jest ponure, brudne, duszne i dosłownie tonie pod ciężarem własnych grzechów.
Nasz stary, poczciwy Bruce Wayne wkracza w zupełnie nową erę – pierwszy rozdział ekscytującej linii wydawniczej DC All In. I co robi? Umęczony, po trudnej i pełnej wyzwań nieobecności, wraca do miasta z ogromnym impetem. Nie ma tu miejsca na powolne rozgrzewki. Bruce postanawia wziąć sprawy w swoje ręce nie tylko jako Mroczny Rycerz skaczący po dachach w czarnej pelerynie, ale też jako milioner i filantrop. Inicjuje całą masę nowych publicznych projektów. Pojawia się kluczowe pytanie: czy te finansowe i społeczne zastrzyki wreszcie sprawią, że Gotham stanie się chociaż trochę bezpieczniejszym miejscem do życia? Czy fundusze Wayne’a są w stanie wyleczyć nowotwór, który od lat zżera to miasto od środka?
Żeby nie było za słodko i za nudno, na scenę wkracza Edward Nygma, czyli dobrze znany wszystkim Riddler (Człowiek Zagadka). I tutaj Zdarsky serwuje nam prawdziwy majstersztyk skrojony pod dobrą rozrywkę! Riddler nagle twierdzi, że przeszedł na całkowicie legalną stronę mocy. Założył oficjalną, w pełni zarejestrowaną firmę i udaje wzorowego obywatela oraz uosobienie sukcesu.
Ale umówmy się – czy ktoś z nas naprawdę wierzy w to, że ten gość w zielonym garniturze nagle poczuł powołanie do płacenia podatków i uczciwej pracy od 8:00 do 16:00? No błagam! Batman doskonale wie, że pod tą warstwą „legalności” kryje się coś znacznie bardziej skomplikowanego i niebezpiecznego. Czy to tylko zasłona dymna? Część jakiegoś genialnego, gigantycznego planu, który ma rzucić Gotham na kolana? Ta niepewność i ciągła gra w kotka i myszkę sprawiają, że strony przewraca się dosłownie jedna po drugiej, zupełnie zapominając o otaczającym świecie. Tempo akcji nie zwalnia ani na moment. Zdarsky doskonale wie, jak budować napięcie – pisze żywo, dynamicznie, bez zbędnych zapychaczy i akademickiego gadania. Tu po prostu jest ogień!
No dobrze, fabuła fabułą, ale komiks to przecież w ogromnej mierze sztuka wizualna. I w tym miejscu muszę zrobić wielki ukłon w stronę rysownika. Doceniam ogromnie walor graficzny tego tomu, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków przez Jorge Jiméneza! To, co ten facet wyrabia na kadrach, to jest po prostu czysta magia sztuki komiksowej. Rysunki są niesamowicie dynamiczne, pełne energii i dbałości o najmniejszy detal. Kiedy Batman rzuca się do walki, niemal czujemy pęd powietrza i ciężar jego ciosów. Postacie wyglądają obłędnie – ekspresja twarzy, ruch, anatomia, a przede wszystkim genialny klimat Gotham, które na jego kadrach żyje własnym, mrocznym życiem. Światłocień, kreska, kompozycja – wszystko tutaj gra na najwyższym poziomie. Oglądanie tego albumu to prawdziwa uczta dla oczu. Kilka razy łapałem się na tym, że zamiast czytać dymki, po prostu wpatrywałem się w jeden kadr przez dobrą minutę, podziwiając precyzję i kunszt artysty. Jiménez po raz kolejny udowadnia, że należy do ścisłej czołówki światowych ilustratorów.
Podsumowując ten cały emocjonalny rolerkoster: „Batman. Umierające miasto. Tom 6” to komiks pełnej krwi. Daje czytelnikowi dokładnie to, czego oczekuje od dobrej opowieści o Mrocznym Rycerzu – akcję, tajemnicę, wyrazistych bohaterów oraz niesamowite doznania wizualne. Nie ma tu miejsca na nudę, nie ma akademickiego mędrkowania. Jest za to czysta, nieposkromiona frajda z czytania!
To komiks, który bez dwóch zdań zasługuje na zaszczytne miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, stanowiąc kapitalną dokładkę do wartości czyt-NIKowej biblioteczki. Jeśli kochacie Batmana, wyczekiwaliście nowego otwarcia w DC All In, albo po prostu szukacie genialnie narysowanej historii, która wciągnie Was bez reszty – brać w ciemno i czytać! Polecam z całego serca!
Komiks pt. „Batman. Umierające miasto. Tom 6” dostępny jest tutaj

