Wyobraźcie sobie taki scenariusz: siedzicie sobie spokojnie przy porannej kawie, otwieracie album i nagle zamiast klasycznego, lekko pechowego Kaczora Donalda w marynarskiej bluzce, widzicie gburowatego mutanta z adamanotowymi pazurami, który ma ochotę roznieść pół miasta. Szaleństwo? Absurd? A może po prostu genialny, bezkompromisowy pomysł na rozruszanie popkultury? Dokładnie z takim nastawieniem sięgałem po album „A gdyby…?” i powiem Wam jedno: to była przejażdżka bez trzymanki, od której po prostu nie sposób się oderwać!
Gdy pierwszy raz usłyszałem o oficjalnej współpracy gigantów – Marvela i Disneya – zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Zastanawiałem się, czy to nie jest kolejny skok na portfele fanów, zwykły marketingowy zabieg bez prawdziwego serca i bez charakteru. Ale wiecie co? Bardzo szybko musiałem odszczekać swoje obawy. Ten komiks to absolutna petarda i czysta radość z czytania!
Formuła „What If…?” (czyli nasze rodzime „A gdyby…?”) od lat stanowiła jeden z najciekawszych poligonów doświadczalnych w świecie amerykańskiego komiksu. To właśnie tam twórcy mogli bez karnie wywracać ustalony porządek do góry nogami, uśmiercać głównych bohaterów, zmieniać ich origins i bawić się konwencją bez konsekwencji dla głównego uniwersum. A co się stanie, gdy ten sam schemat przyłożymy do kultowych, ikonicznych postaci Walta Disneya? Powstaje mieszanka wybuchowa!
W tym jednym albumie dostajemy serię niesamowitych, alternatywnych historii. Kaczor Donald jako Wolverine? Brzmi jak coś zrobionego na siłę, ale w praktyce sprawdza się fantastycznie. Donald ze swoim cholerycznym usposobieniem, wieczną frustracją i skłonnością do wpadania w szał pasuje do roli Logana idealnie! Z kolei Minnie zyskująca moc Kapitana Marvel i latająca w przestworzach daje potężną dawkę pozytywnej, superbohaterskiej energii. A kiedy Miki, Donald, Goofy i reszta ekipy przeobrażają się w Fantastyczną Czwórkę, czytelnik po prostu zbiera szczękę z podłogi.
To nie są tylko proste przebieranki. Scenarzyści naprawdę przyłożyli się do roboty i zmyślnie połączyli DNA obu tych światów. Dostajemy tu z jednej strony humor, ciepło i nostalgiczny klimat disnejowskich pasków komiksowych, a z drugiej – dynamiczną akcję, dramatyzm i epickość znaną z najpopularniejszych zeszytów Marvela.
Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o stronie wizualnej tego wydania. Doceniam również walor graficzny, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków. To, co wyprawiają rysownicy na kadrach tego albumu, przechodzi ludzkie pojęcie! Połączenie charakterystycznej, obłej i plastycznej kreski disnejowskiej z dynamicznym, pełnym detali i ostrego cieniowania stylem superbohaterskim daje niesamowity efekt. Rysunki dosłownie wyskakują z plansz. Kreska jest czysta, kolory nasycone i soczyste, a same projekty postaci – łączące np. strój Wolverine’a z anatomią Kaczora Donalda – to po prostu mistrzostwo świata w kategorii designu. Na każdą stronę patrzy się z ogromną przyjemnością, wyłapując dziesiątki smaczków i nawiązań ukrytych w tle.
Warto też podkreślić, że nie dostajemy do rąk jedynie samych komiksowych historii. Wydawca naprawdę zmalował coś wyjątkowego dla zbieraczy. W albumie znajdziemy mnóstwo materiałów dodatkowych, w tym wywiady z twórcami, którzy dzielą się kulisami pracy nad tą niezwykłą fuzją. Do tego dochodzi bogata galeria okładek alternatywnych – niektóre z nich to prawdziwe dzieła sztuki, które aż się proszą o oprawienie w ramkę i powieszenie na ścianie! Świetnym dopełnieniem całości jest przedmowa napisana przez Marco M. Lupoi, która doskonale wprowadza czytelnika w ten wyjątkowy mikroświat i nadaje całemu projektowi odpowiednią wagę.
Dla każdego! I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jeśli wychowaliście się na Kaczorze Donaldzie i Gigantach, poczujecie się jak w domu, tylko z potężnym zastrzykiem świeżości. Jeśli jesteście fanami Marvela i znacie uniwersum na wylot, będziecie bawić się wybornie, wyłapując wszystkie mrugnięcia oka i trawestacje znanych motywów. A jeśli po prostu szukacie lekkiej, bezpretensjonalnej, ale wykonanej na najwyższym poziomie rozrywki – to jest właśnie ten tytuł.
Ten album nie próbuje być filozoficznym traktatem ani trudną, moralizatorską opowieścią. Ma dawać radość, wywoływać uśmiech na twarzy i zachwycać formą. I wywiązuje się z tego zadania w stu procentach. Czyta się to jednym tchem, z bananem na twarzy od pierwszej do ostatniej strony.
„A gdyby…?” to komiksowy majstersztyk w kategorii czystej, popkulturowej zabawy. Niezwykle świeże podejście do ikonicznych bohaterów, znakomity humor, mnóstwo świetnych dodatków i przede wszystkim genialna oprawa graficzna sprawiają, że od tej pozycji po prostu nie da się oderwać.
Z pełnym przekonaniem muszę stwierdzić, że ten komiks zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając ogromnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce! Jeżeli jeszcze zastanawiacie się, czy warto postawić ten album na swojej półce, to przestańcie się wahać. Bierzcie w ciemno, bo to pozycja, do której będziecie wracać z ogromnym sentymentem i niezmiennym zachwytem. Polecam gorąco!
Komiks pt. „A gdyby…?” dostępny jest tutaj

