Niełatwo pisać o Dianie. Jeszcze trudniej pisać o niej po blisko trzydziestu latach od jej tragicznej śmierci, kiedy jej twarz wciąż doskonale pamiętamy, fotografie zapełniają kolejne książki, a historia jej życia wielokrotnie była opowiadana, analizowana i przedstawiana z najróżniejszych perspektyw. A jednak Charles Spencer udowadnia, że w tej historii wciąż można odnaleźć coś niezwykle osobistego, intymnego i prawdziwego.
„Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra” nie jest dla mnie kolejną książką o księżnej Walii. To przede wszystkim książka o siostrze. O dziewczynce, z którą dzieliło się dzieciństwo. O nastolatce, z którą przeżywało się rodzinne dramaty. O kobiecie, którą później cały świat zaczął postrzegać jako ikonę, choć dla własnego brata wciąż pozostała po prostu Dianą. Bliską osobą. Siostrą. Kimś, kto był częścią jego życia, zanim jeszcze świat dowiedział się o jej istnieniu. I chyba właśnie to jest największą siłą tej książki.
Charles Spencer zabiera czytelnika w podróż, która rozpoczyna się na długo przed słynnym ślubem Diany z księciem Walii. Zanim pojawiły się tłumy fotografów, pierwsze strony gazet, królewski dwór i ogromna popularność, była zwyczajna dziewczynka. Była Diana, którą jej brat znał od zawsze.
Wspólne dzieciństwo rodzeństwa nie zostało przedstawione jako bajkowa opowieść o życiu w arystokratycznej rodzinie. Wręcz przeciwnie. Za zamkniętymi drzwiami rezydencji również istniały samotność, lęk, rozczarowanie i rodzinne problemy. Dzieci musiały mierzyć się z rzeczami, których nie powinny doświadczać w tak młodym wieku. Rozwód rodziców, szkoły z internatem, trudne relacje z dorosłymi i poczucie opuszczenia odcisnęły piętno na ich dzieciństwie.
A jednak w tym wszystkim mieli siebie. Duch i Carlos – tak potajemnie nazywali siebie Charles i Diana – stają się na kartach tej książki nie członkami jednej z najbardziej znanych brytyjskich rodzin, lecz po prostu rodzeństwem. Dwojgiem ludzi, którzy potrafili znaleźć własny świat nawet wtedy, gdy ten dorosły świat wokół nich stawał się coraz bardziej skomplikowany.
Czytając tę historię, trudno nie pomyśleć o tym, jak bardzo dzieciństwo potrafi związać ludzi. Wspólne wspomnienia, rodzinne tajemnice, drobne żarty, trudne chwile i momenty, które dla innych nic nie znaczą, a dla nas pozostają bezcenne. Spencer bardzo dobrze pokazuje, że właśnie z takich drobiazgów buduje się prawdziwa bliskość.
A potem wszystko się zmienia. Diana wychodzi za mąż i niemal z dnia na dzień przestaje być tylko Dianą Spencer. Staje się księżną Walii. Kobietą obserwowaną przez cały świat. Jej każdy gest, każde spojrzenie, każda kreacja i każde słowo zaczynają być analizowane. Tłumy chcą ją zobaczyć. Fotoreporterzy chcą ją sfotografować. Gazety chcą mieć ją na pierwszej stronie. I właśnie tutaj „Łabędzi śpiew” pokazuje coś, o czym łatwo zapomnieć. Za ikoną była człowiekiem.
Charles Spencer nie próbuje odebrać Dianie jej wyjątkowości. Wręcz przeciwnie – pokazuje, dlaczego ludzie tak bardzo ją pokochali. Dostrzega jej wrażliwość, empatię i niezwykłą umiejętność nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem. Szczególnie z tymi, których inni często nie chcieli dostrzegać. Diana potrafiła wejść tam, gdzie inni bali się wejść. Potrafiła spojrzeć człowiekowi w oczy, dotknąć jego dłoni, wysłuchać go i sprawić, że przez chwilę przestawał być dla świata anonimowy. Jednocześnie Spencer nie ucieka od ciemniejszej strony jej życia. Im większą popularność zdobywała Diana, tym mniej miała prywatności. Tabloidy nie znały granic. Jej życie zostało zamienione w nieustające widowisko, a tragedie i problemy stawały się pożywką dla kolejnych publikacji. To jeden z najbardziej przejmujących elementów tej książki.
Bo czytając o Dianie jako o jednej z najsłynniejszych kobiet XX wieku, łatwo zapomnieć, że sława ma również swoją cenę. Człowiek może być uwielbiany przez miliony, a jednocześnie czuć się rozpaczliwie samotny. Charles jako brat obserwował to wszystko z zupełnie innej perspektywy. Nie był jednym z milionów ludzi, którzy znali Dianę z telewizji i gazet. Znał ją naprawdę. Pamiętał jej dzieciństwo, jej śmiech, rodzinne sytuacje, wspólne doświadczenia. Dlatego jego opowieść ma zupełnie inny ciężar. Najbardziej poruszająca część książki dotyczy oczywiście ostatnich dni życia Diany i wydarzeń, które nastąpiły po jej śmierci.
Nie jest to jednak próba taniego szokowania. Spencer wraca do tych wydarzeń przede wszystkim jako brat, który stracił kogoś niezwykle ważnego. W jego opowieści czuć ból człowieka, który musi zmierzyć się nie tylko ze śmiercią ukochanej siostry, ale również z faktem, że jej odejście stało się wydarzeniem obserwowanym przez cały świat. To musi być doświadczenie niemal niewyobrażalne. Żałoba zazwyczaj jest czymś prywatnym. Człowiek chce przeżywać ją po swojemu, z dala od ciekawskich spojrzeń. W przypadku Diany było inaczej. Jej śmierć stała się globalnym wydarzeniem. Miliony ludzi płakały po kobiecie, której osobiście nie znały. Charles natomiast stracił siostrę. I właśnie ten kontrast pozostaje w głowie najmocniej. Świat stracił księżną Walii. On stracił Dianę. To dwie zupełnie różne straty.
„Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra” jest więc przede wszystkim książką o pamięci. O tym, że człowiek nie odchodzi całkowicie, dopóki żyją ludzie, którzy go pamiętają. Charles Spencer wraca do wspólnych chwil, ponieważ chce zachować obraz siostry inny niż ten, który przez lata stworzyły media. I robi to z ogromną czułością. Nie znajdziemy tutaj jedynie opowieści o księżnej, która podbijała świat. Znajdziemy Dianę jako córkę, siostrę, matkę i kobietę próbującą odnaleźć swoje miejsce w rzeczywistości, która często odbierała jej prawo do zwyczajnego życia.
To książka, która momentami boli. Są fragmenty, przy których trudno przejść obojętnie. Nie dlatego, że autor próbuje za wszelką cenę wywołać łzy. Przeciwnie. Największe emocje pojawiają się właśnie wtedy, kiedy Spencer mówi spokojnie, wraca do wspomnień i pozwala czytelnikowi samemu zrozumieć, jak wielką cenę zapłaciła Diana za życie, które dla milionów ludzi było fascynującą bajką.
„Łabędzi śpiew” czytałem nie jak kolejną biografię słynnej osoby, ale jak osobiste wspomnienie człowieka o kimś, kogo kochał i kogo już nie może spotkać. I chyba dlatego ta książka zostaje w pamięci. Charles Spencer nie próbuje sprawić, żebyśmy poznali Dianę jeszcze raz jako księżną Walii. On chce, żebyśmy choć przez chwilę zobaczyli ją jego oczami. Jako dziewczynkę, siostrę, przyjaciółkę, matkę i kobietę, która mimo ogromnej sławy wciąż potrzebowała bliskości, bezpieczeństwa i zwyczajnego ludzkiego ciepła.
Po zamknięciu książki zostaje we mnie przede wszystkim jedna myśl: jak niewiele wiemy o ludziach, których wydaje nam się, że znamy. Diana należała do najbardziej rozpoznawalnych kobiet na świecie. Miliony ludzi znały jej twarz. Znacznie mniej osób znało jej prawdziwe życie. Charles Spencer pozwala zajrzeć za tę fotografię. I właśnie dlatego „Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra” jest dla mnie książką wyjątkową. Nie przez sensacyjne informacje, nie przez królewski blichtr i nie przez nazwiska, które przez lata rozpalały wyobraźnię opinii publicznej. Jej siła tkwi w emocjach. W pamięci. W miłości rodzeństwa. W bólu po stracie i w potrzebie zachowania w sercu kogoś, kto odszedł zdecydowanie za wcześnie.
To opowieść, po której człowiek jeszcze długo myśli o Dianie już nie jako o księżnej, lecz jako o człowieku. A za takie spojrzenie na historię Diany Charlesowi Spencerowi jestem szczególnie wdzięczny. „Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra” trafia u mnie na półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo są takie książki, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną. Ta zdecydowanie do nich należy.
Książka pt. "Łabędzi śpiew. Diana, moja siostra” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

