Batman to bohater, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Człowiek nietoperz od lat przemierza Gotham, wymierzając sprawiedliwość tym, którzy zdecydowali się stanąć po stronie zła. Wydawałoby się więc, że o Bruce’ie Wayne’ie wiemy już wszystko. A jednak twórcy „Absolute Batman. Zoo” postanowili udowodnić, że z tej dobrze znanej historii można wyciągnąć jeszcze coś zupełnie nowego. Wystarczyło zabrać Bruce’owi część tego, co przez lata definiowało jego życie, i zbudować jego historię od początku. Efekt? Batman, którego znamy, ale jednocześnie Batman zupełnie inny. Bardziej surowy, brutalny i nieprzewidywalny. Taki, którego poczynania śledzi się z ogromną ciekawością, bo trudno przewidzieć, dokąd zaprowadzi go ta nowa rzeczywistość. I właśnie takie niespodzianki lubię najbardziej — kiedy sięgam po komiks z bohaterem, którego znam od lat, a po kilku stronach mam wrażenie, że spotykam go po raz pierwszy.
Tym razem Gotham nie jest miejscem, które można po prostu obserwować z bezpiecznej odległości. Miasto żyje własnym rytmem, ale nie jest to rytm spokojny. Ulice terroryzuje gang zamaskowanych morderców, a strach zaczyna coraz mocniej zaglądać mieszkańcom w oczy. Kiedy pojawia się ktoś, kto postanawia przeciwstawić się złu, od razu wiemy, że będziemy mieli do czynienia z Batmanem. Tyle tylko, że… nie do końca takim Batmanem, jakiego znamy.
I to właśnie jest największa siła tej historii. Bruce Wayne w „Absolute Batman” otrzymuje zupełnie nowy życiorys. Nie dorastał w luksusowej rezydencji Wayne’ów. Nie miał u boku Alfreda, który mógłby służyć mu radą, pomocą i charakterystycznym dla siebie spokojem. Nie jest również człowiekiem, który swoją przewagę buduje przede wszystkim na ogromnych możliwościach finansowych. Tutaj trzeba radzić sobie inaczej. Trzeba kombinować. Trzeba być silnym. Trzeba umieć przetrwać.
Nagle Batman staje się kimś jeszcze bardziej bezpośrednim. To bohater, który nie wygląda jak człowiek, który przyszedł na chwilę zaprowadzić porządek. On wygląda tak, jakby Gotham było jego terenem łowieckim, a on sam nie zamierzał odpuścić, dopóki ostatni przeciwnik nie zniknie z ulic. Jest w tym sporo brutalności, ale również determinacji. Bruce nie jest tutaj odległym symbolem, który pojawia się w odpowiednim momencie. Jest człowiekiem z krwi i kości, który musi własnymi rękami walczyć o swoje miasto. Właśnie dlatego ta wersja Batmana tak mocno przyciąga uwagę.
Czytelnik doskonale wie, z kim ma do czynienia, ale jednocześnie ma poczucie, że poznaje tę postać po raz pierwszy. To trochę tak, jakby ktoś wziął dobrze znaną melodię i zagrał ją na zupełnie innym instrumencie. Niby znamy dźwięki, ale całość brzmi inaczej. „Zoo” nie próbuje więc po prostu jeszcze raz opowiedzieć historii Batmana. Zamiast tego bierze dobrze znane elementy i układa je w nową całość. To podejście bardzo przypadło mi do gustu, ponieważ nie mam tutaj wrażenia odgrzewania kolejnego kotleta. Jest świeżo, dynamicznie i przede wszystkim bardzo komiksowo. A akcja? Ta zdecydowanie nie pozwala się nudzić.
Gang zamaskowanych morderców, Gotham pogrążone w strachu i Batman ruszający do walki to mieszanka, która od pierwszych stron potrafi wciągnąć. Kolejne wydarzenia dokładają następne elementy do tej układanki, a napięcie nieustannie rośnie. Jest brutalnie, momentami bezkompromisowo, ale jednocześnie całość została poprowadzona w taki sposób, że chce się przewracać kolejne strony.
I tutaj dochodzimy do czegoś, co w przypadku komiksów ma dla mnie ogromne znaczenie. Rysunki. Przyznam szczerze, że warstwa graficzna „Absolute Batman. Zoo” zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Doceniam ją nie tylko jako efektowny dodatek do historii, ale jako jeden z jej najważniejszych elementów. Pozostaję w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków, ponieważ widać tutaj ogrom pracy, pomysłu i dbałości o szczegóły.
Każda strona potrafi przyciągnąć wzrok. Dynamiczne sceny walki mają odpowiednią energię, sylwetka Batmana robi wrażenie, a mroczne Gotham otrzymuje wizualną oprawę idealnie pasującą do historii. To nie są ilustracje, które po prostu towarzyszą tekstowi. One współtworzą atmosferę. Właśnie za to szczególnie cenię komiksy. Tutaj obraz potrafi powiedzieć dokładnie tyle samo, co słowa. Czasami nawet więcej.
Batman jest potężny, surowy i niepokojący. Jego przeciwnicy nie wyglądają jak przypadkowi statyści, a Gotham sprawia wrażenie miejsca, w którym za każdym rogiem może wydarzyć się coś złego. Widać dbałość o ruch, emocje i kompozycję kadrów. Niektóre sceny aż proszą się o to, żeby zatrzymać się na nich odrobinę dłużej. A przecież w komiksie właśnie o to chodzi. Czytamy historię, ale jednocześnie ją oglądamy.
Podoba mi się również to, że nowa wersja Bruce’a Wayne’a nie jest jedynie kosmetyczną zmianą. Twórcy naprawdę postanowili pobawić się fundamentami tej postaci. Skoro Bruce nie miał klasycznego dzieciństwa, Alfreda i całego zaplecza, które znamy z wielu wcześniejszych historii, musiał stać się kimś innym. Jego Batman wyrasta więc z innych doświadczeń. To sprawia, że chcemy dowiedzieć się, co będzie dalej. A przecież pierwszy tom powinien właśnie to robić — zostawiać czytelnika z niedosytem.
To historia dla tych, którzy lubią Batmana, ale również dla tych, którzy mają ochotę zobaczyć, jak daleko można odejść od utartych schematów. Nie trzeba znać każdej wcześniejszej przygody Mrocznego Rycerza, żeby dobrze się tutaj bawić. Jednocześnie znajomość postaci pozwala jeszcze mocniej docenić wszystkie różnice. I chyba właśnie w tym tkwi urok uniwersum Absolute. Można wziąć bohatera, którego znamy od lat, postawić go na zupełnie nowej planszy i sprawdzić, co się stanie.
W przypadku Batmana wyszło to naprawdę dobrze. Po lekturze pierwszego tomu mam przede wszystkim ochotę na więcej. Chcę zobaczyć, dokąd zaprowadzi Bruce'a ta droga, jak będzie rozwijać się jego walka o Gotham i jakie kolejne niespodzianki przygotowali twórcy. „Zoo” działa więc nie tylko jako samodzielna historia, ale również jako bardzo skuteczne zaproszenie do dalszej przygody. Czy warto po nie sięgnąć? Moim zdaniem zdecydowanie tak.
„Absolute Batman. Zoo” to dynamiczna, mroczna i efektowna opowieść, która bierze jednego z najbardziej rozpoznawalnych komiksowych bohaterów i pokazuje go z zupełnie innej strony. Jest akcja, są emocje, jest brutalność, jest tajemnica, a przede wszystkim jest Batman, którego naprawdę chce się poznawać. Do tego dochodzi warstwa graficzna, którą doceniam szczególnie mocno. Pozostaję w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków, bo to właśnie one sprawiają, że Gotham można nie tylko czytać, ale wręcz oglądać, niemal czując jego mroczny klimat.
Dla mnie to kolejny komiks, który bez większego zastanowienia zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. A tym samym z przyjemnością dokładam go do czyt-NIKowej biblioteczki. Bo właśnie takich historii szukam. Znanych bohaterów, ale w nieznanych odsłonach. Światów, które potrafią zaskoczyć. Opowieści, które po zamknięciu komiksu zostawiają w głowie jedno, bardzo konkretne pytanie: kiedy będzie kolejny tom? A w przypadku „Absolute Batman. Zoo” odpowiedź jest prosta. Chcę go jak najszybciej.
Komiks pt. „Absolute Batman. Zoo” dostępny jest tutaj

