Nie każda literacka podróż prowadzi w miejsca, które chcielibyśmy odwiedzić. Czasami autor otwiera przed czytelnikiem drzwi do świata mrocznego, niepokojącego i przerażająco wiarygodnego. Właśnie za takimi drzwiami znalazłem się podczas lektury „Dziecięcej aukcji” Tomasza Biedrzyckiego. I od razu wiedziałem, że będzie to podróż, której nie da się przejść obojętnie.
To moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza, który już wcześniej zdobył me czytelnicze serce i zaimponował mi swoją kreatywnością pisarską. Tomasz Biedrzycki po raz kolejny pokazał mi, że potrafi stworzyć historię, która nie tylko angażuje podczas czytania, ale również zostaje w głowie długo po odłożeniu książki. Zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii, a „Dziecięca aukcja” jest kolejnym dowodem na to, że jego literacka wyobraźnia zdecydowanie nie zna prostych granic.
Punktem wyjścia jest Europa skrywająca mroczny sekret. Gdzieś głęboko w przestrzeni internetu działa aukcja, której przedmiotem nie są jednak dzieła sztuki, luksusowe samochody czy kolekcjonerskie unikaty. Stawką są dzieci. Porywacze nazywają je „przesyłkami”, jakby odpowiednie słowo mogło odebrać tragedii jej prawdziwe znaczenie.
I właśnie ten kontrast uderzył mnie podczas lektury szczególnie mocno. Z jednej strony mamy pieniądze, interesy, transakcje i ludzi, dla których cudze nieszczęście stało się sposobem na niewyobrażalny zarobek. Z drugiej – dzieci, rodziców, strach, rozpacz i walkę o życie. Biedrzycki zestawia te dwa światy w sposób, który sprawia, że kolejne strony czytałem z coraz większym napięciem.
Centralną postacią tej historii jest biznesmen będący jednym z trybików potężnej machiny zbrodni. Człowiek, który zbudował swoją pozycję na ludzkim cierpieniu, nagle sam zaczyna tracić grunt pod nogami. Jedna z transakcji wymyka się spod kontroli, a sytuacja, którą być może wcześniej uważał za element doskonale działającego mechanizmu, zaczyna obracać się przeciwko niemu.
I tutaj autor robi coś bardzo ciekawego. Nie wystarcza mu pokazanie samej przestępczej machiny. Zaczyna stopniowo odsłaniać jej kolejne elementy, pozwalając czytelnikowi zaglądać coraz głębiej. Każda kolejna informacja jest niczym następny fragment układanki. Im więcej elementów trafia na swoje miejsce, tym wyraźniej widać skalę całego przedsięwzięcia.
A jednocześnie pojawia się pytanie, które cały czas unosi się nad fabułą: jak daleko sięgają macki mafii?
To właśnie pytania są jednym z największych atutów tej powieści. Biedrzycki nie prowadzi czytelnika za rękę. Zamiast tego podrzuca kolejne tropy, sytuacje i zależności, sprawiając, że podczas lektury cały czas próbujemy zrozumieć, dokąd zmierza ta historia. A kiedy wydaje się, że zaczynamy dostrzegać jej pełny obraz, pojawiają się kolejne elementy.
To literacka podróż, w której nie chodzi wyłącznie o dotarcie do finału. Równie ważne jest samo odkrywanie drogi.
„Dziecięca aukcja” nie jest dla mnie jedynie opowieścią o przestępczym świecie. To przede wszystkim misternie skonstruowana historia, w której ludzkie dramaty splatają się z pieniędzmi, władzą, strachem i bezwzględnością.
Bardzo podobał mi się również sposób budowania napięcia. Autor nie musi cały czas bombardować czytelnika efektownymi wydarzeniami. Potrafi stopniować emocje i sprawić, że świadomość tego, co może wydarzyć się za chwilę, jest równie mocna jak samo wydarzenie. A przecież w tego typu historii emocje mają ogromne znaczenie.
Szczególnie mocno wybrzmiewa motyw ojca, który musi walczyć o swoje dziecko. W pewnym momencie wszystkie pieniądze, interesy, układy i wpływy przestają mieć znaczenie. Pozostaje jeden cel – ocalić własne dziecko.
I to właśnie ten osobisty wymiar sprawia, że historia nabiera jeszcze większej siły. Z poziomu wielkiej, skomplikowanej machiny przestępczej schodzimy do poziomu pojedynczego człowieka, jego lęku i desperacji. Czy można zrobić wszystko, kiedy stawką jest życie własnego dziecka? Gdzie znajduje się granica, której człowiek nie przekroczy nawet wtedy, gdy zostanie przyparty do muru? Tomasz Biedrzycki potrafi wykorzystać te pytania do budowania emocjonalnego napięcia, ale nie zamienia swojej opowieści w suche rozważania. Wszystko podporządkowane jest historii.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Autor wie, jak zainteresować czytelnika, jak podtrzymać jego uwagę i przede wszystkim – jak stworzyć świat, który po zamknięciu książki nadal gdzieś z nim zostaje. „Dziecięca aukcja” zrobiła na mnie właśnie takie wrażenie.
To książka, którą czytałem nie tylko po to, żeby dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Chciałem odkrywać kolejne elementy tej historii. Chciałem zobaczyć, jak poszczególne wątki połączą się ze sobą i dokąd zaprowadzą bohaterów. A przecież właśnie wtedy literatura działa najlepiej – kiedy zamiast zwyczajnie przewracać kolejne strony, zaczynamy naprawdę uczestniczyć w stworzonej przez autora opowieści.
Tomasz Biedrzycki ponownie zdobył moje czytelnicze serce. Za kreatywność pisarską. Za pomysł. Za konsekwencję w budowaniu fabuły. Za umiejętność tworzenia historii, która potrafi wciągnąć, zaniepokoić i zmusić do zadawania pytań.
„Dziecięca aukcja” jest dla mnie powieścią, której odkrywanie stało się literacką podróżą – mroczną, intensywną i pozostającą na długo w czytelniczej psychice.
Dla mnie to powieść zdecydowanie godna uwagi. Dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając kolejną wartościową pozycję do Czyt-NIKowej biblioteczki.
A jeśli lubicie historie, w których autor nie boi się zabrać czytelnika w miejsca pełne tajemnic, niebezpieczeństwa, wielkich pieniędzy i jeszcze większych emocji, „Dziecięca aukcja” Tomasza Biedrzyckiego zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę.
Książka pt. „Dziecięca aukcja” dostępna jest tutaj

