Moi drodzy, usądźcie wygodnie, bo dziś na warsztat bierzemy komiks, który po prostu wgniata w ziemię i nie bierze żadnych jeńców. Jeśli śledzicie wpisy na moim blogu od jakiegoś czasu, to doskonale wiecie, że od dobrej historii komiksowej oczekuję konkretów: szybkiego tempa, wyrazistych bohaterów, bezkompromisowej akcji i emocji, które nie pozwalają odłożyć tomu na półkę aż do ostatniego kadr. I wiecie co? „Ultimate X-Men. Tom 9” daje to wszystko, a nawet jeszcze więcej. Bez owijania w bawełnę, bez niepotrzebnego gderania – dostałem potężną dawkę popkulturowej czystej energii! Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, zacznijmy od tego, co od razu rzuca się w oczy i sprawia, że po prostu zbierałem szczękę z podłogi.
To, co dzieje się tutaj na poziomie graficznym, przeskakuje wszelkie pojęcie. Kunszt rysowników odpowiedzialnych za ten tom zasługuje na najwyższe uznanie. Każda strona to dosłownie popis warsztatowy – dynamika kadrów jest po prostu obłędna, a dbałość o detale potrafi zachwycić nawet najbardziej wybrednych estetyków.
Spójrzcie tylko na sceny batalistyczne czy kadry przedstawiające potęgę Apocalypse’a i żywioł powodzi. Jest w tych rysunkach niesamowity brud, mrok, ale i potężna, hollywoodzka widowiskowość. Postacie są narysowane z niesamowitą ekspresją – na ich twarzach widać ból, przerażenie, walkę z własnymi słabościami i determinację. Kolory idealnie podbijają nastrój nadchodzącej katastrofy i chaosu.
Doceniam ten walor graficzny całym sercem i pozostaję w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków. Dzieje się tu tyle, że momentami łapałem się na tym, iż zamiast czytać duszkiem duszki tekstu, po prostu przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w kunsztownie zaprojektowane rozkładówki. Brawa dla artystów, bo zrobili genialną robotę!
No dobrze, ale ładne kreski to nie wszystko – liczy się też mięcho fabularne! A tu mięcha jest pod dostatkiem. Młodzi X-Men od lat robią dokładnie to, co należy do prawdziwych bohaterów. Zamiast szukać poklasku, bezinteresownie ratują świat przed całkowitą zagładą. I jak odpłaca im za to ludzkość? Klasycznie: strachem, nienawiścią, uprzedzeniami i wytykaniem palcami. Zna cie ten ból? Mutanci jednak nie mają czasu na użalanie się nad sobą, gorzkie żale czy organizowanie grup wsparcia. Życie uderza w nich z ukrycia i nie daje ani chwili oddechu, bo za rogiem zawsze czai się kolejny wróg, gotowy do ostatecznego starcia.
Tym razem zagrożenie wkracza na zupełnie nowy, potworny poziom. Na scenę wjeżdża mocarny Apocalypse – postać tak potężna, bezwzględna i bezkompromisowa, że przy walce z nim nawet dotychczasowe największe starcia X-Men zaczynają wyglądać jak dziecinna igraszka. W powietrzu czuć pot, krew i absolutną determinację. Wydaje się, że nic gorszego już mutantów nie spotka? O wy naiwni! Scenarzyści przygotowali dla nas prawdziwy emocjonalny rollercoaster.
Nawet ta epicka bitwa z potężnym wrrogiem blednie w obliczu tego, co przygotował Magneto. Ten osobnik nie patyczkuje się w półśrodki. Wywołana przez niego apokaliptyczna powódź zalewa wszystko na swojej drodze, pochłaniając tysiące bezbronnych ofiar i zamieniając tętniący życiem Nowy Jork w przerażające, wodne cmentarzysko. To moment, w którym historia zmienia swój bieg, a stawka rośnie do granic możliwości.
W centrum tego chaosu zostaje garstka ocalałych X-Men pod wodzą Jean Grey. Zdemolowani, zmęczeni, obdarci ze złudzeń, ale wciąż walczący. Pytanie brzmi: czy zdołają powstrzymać kolejną falę brutalnej przemocy i szaleńca, który wypowiedział absolutną wojnę całej ludzkości? I przede wszystkim – czy wraz z zatopionym Nowym Jorkiem na zawsze utoną marzenia o pokoju i współistnieniu ludzi oraz mutantów?
Co jest największą siłą dziewiątej odsłony Ultimate X-Men? Przede wszystkim niesamowite tempo i bezkompromisowość. Tutaj nikt nie bawi się w długaśne, filozoficzne wywody czy przynudzanie. Historia pędzi jak szalona, zderzając bohaterów z sytuacjami absolutnie ostatecznymi. Bardzo podoba mi się to, jak pokazano bezsilność i dramat protagonistów. Kiedy wali się ich dotychczasowy świat, muszą przewartościować wszystko, w co do tej pory wierzyli. Jean Grey w roli liderki wypada niezwykle dojrzałe, a jej postać zyskuje niesamowitą głębię. Przejęcie odpowiedzialności za resztki zespołu w obliczu tak wielkiej tragedii stawia ją przed dojrzałymi wyzwaniami, z którymi mierzy się na naszych oczach. Magneto z kolei po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najlepiej napisanych antybohaterów w historii popkultury – bezwzględny w swoich dążeniach, przerażająco skuteczny i zmotywowany tak, że niemal potrafimy zrozumieć (choć absolutnie nie usprawiedliwiać!) jego mroczne motywacje.
Komiks świetnie buduje duszny, gęsty nastrój zagłady. Czytając go, czuje się realny ciężar wydarzeń. To nie jest głupiutka nawalanka, w której bohaterowie po uderzeniu budynkiem w głowę po prostu otrzepują kurz ze strojów. Zniszczenie ma tu swoje konsekwencje, straty są bolesne, a przyszłość – niezwykle niepewna.
Moi drodzy, nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. „Ultimate X-Men. Tom 9” to pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego fana dobrych, mięsistych komiksów z wyrazistym klimatem i genialną oprawą wizualną. Ta historia po prostu trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy, nie dając ani chwili na złapanie tchu. Z pełnym przekonaniem i z czystym sercem ogłaszam, że komiks ten w pełni zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając potężnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce! Jeśli szukacie komiksu, który dostarczy Wam masy emocji, zachwyci rysunkami i zostawi z rozdziawioną gębą, to jest to pozycja właśnie dla Was. Bierzcie, czytajcie i dajcie się porwać tej fali – naprawdę warto!
Komiks pt. "Ultimate X-Men. Tom 9" dostępny jest tutaj

