Rzućcie wszystko, złapcie w dłoń kubek gorącej kawy i rozgośćcie się wygodnie, bo dziś mam dla Was coś absolutnie wyjątkowego. Zostawiamy na boku naukowe wywody i akademickie analizy – czas na czystą, niczym nieskrępowaną frajdę z czytania! Na mój warsztat trafia właśnie komiks, który od pierwszych stron wbija w fotel i nie puszcza aż do ostatniego kadru: długo wyczekiwany album „Nowy świat Ultimate. Inwazja”.
Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby świat, który tak dobrze znamy z komiksowych stron, nagle pozbawić jego najważniejszych filarów? Co gdyby Peter Parker nigdy nie został ukąszony przez popromiennego pająka? Gdyby Steve Rogers nie został odnaleziony w lodzie, a Bruce Banner nigdy nie doświadczył wybuchu bomby gamma? Brzmi jak szaleństwo, prawda? A jednak właśnie taką, niezwykle odważną i intrygującą wizję serwuje nam absolutny mistrz komiksowej scenografii scenariuszowej – Jonathan Hickman.
Fabuła „Inwazji” wrzuca nas od razu w sam środek misternie utkanej intrygi. Poznajemy Stwórcę (The Maker) – mroczną, dystyngowaną i przerażająco inteligentną wersję Reeda Richardsa z dawnego uniwersum Ultimate. To nie jest zwykły złoczyńca, który chce po prostu zniszczyć miasto albo obrabować bank. O nie! Stwórca mierzy znacznie wyżej. On patrzy na cały wszechświat i zadaje sobie jedno, genialne w swej prostocie pytanie: „A gdyby tak zrobić to… lepiej?”.
Ale Stwórca doskonale wie, że nie wystarczy po prostu przearanżować klocków. Aby stworzyć swój idealny, bezbronny dom, musi zadbać o to, by najwięksi obrońcy Ziemi nigdy nie zyskali swoich supermocy. Obserwowanie, jak skrupulatnie i zimno manipuluje osią czasu, wyłapując kluczowe momenty z historii Marvela i zapobiegając narodzinom bohaterów, wywołuje na plecach prawdziwe dreszcze. Dostajemy świat przepełniony dystopijnym chłodem, skryty pod płaszczykiem pozornego spokoju i ładu. Rzeczywistość została podzielona pomiędzy technokratów i spiskowców, a na jej czele stoi cicha sekta władców marionetek.
W tym stworzonym od nowa układzie sił jedyną nadzieją na zmianę stają się postacie, które dotąd znaliśmy z zupełnie innej strony – Howard Stark oraz jego młody syn, Tony. To właśnie oni, jako ostatni sprawiedliwi pośród rządzących światem technokratów, muszą zmierzyć się z prawdą o otaczającym ich świecie. Relacja między ojcem a synem, ich dylematy moralne oraz narastające napięcie sprawiają, że od lektury po prostu nie sposób się oderwać!
Jonathan Hickman to twórca wyjątkowy. On nie po prostu pisze historię – on buduje wielopoziomową, misterną konstrukcję science fiction, w której każdy szczegół ma swoje miejsce. Co najfajniejsze, Hickman robi to z niesamowitą lekkością. Czytając ten komiks, ma się wrażenie, że autor bawi się z nami w kotka i myszkę, podrzucając drobne poszlaki, ukryte smaczki i zwroty akcji, które zmuszają nas do ciągłego zadawania sobie pytania: „Co wydarzy się na następnej stronie?”.
To, co zachwyca w „Inwazji”, to świeżość spojrzenia. Wydawać by się mogło, że w temacie uniwersów alternatywnych i historii typu „What If…?” powiedziono już wszystko. Tymczasem Hickman udowadnia, że przy odpowiednim pomyśle i odwadze można stworzyć projekt absolutnie świeży, wciągający i dający czytelnikowi mnóstwo frajdy.
Moi Drodzy, nie byłbym sobą, gdybym nie poświęcił osobnego, gorącego akapitu oprawie graficznej tego tomu. Ostrzegam: przygotujcie się na prawdziwą ucztę dla oczu! Rysunki do tego albumu przygotował nie kto inny jak Bryan Hitch – prawdziwy mistrz filmowych kadrów i człowiek, którego styl w dużej mierze ukształtował wizualną estetykę kinowego uniwersum Marvela (MCU).
Doceniam walor graficzny tego albumu, pozostając w pełnym zachwycie wobec kunsztu tworzenia rysunków przez Bryana Hitcha. Każdy kadrowy skok, każdy detal architektury, dynamika scen akcji czy nastrojowa gra cieni – to wszystko wygląda po prostu obłędnie! Hitch ma niesamowite wyczucie skali. Kiedy trzeba pokazać kameralną rozmowę w zamkniętym pomieszczeniu, jego kreska skupia się na emocjach i ekspresji twarzy bohaterów. A kiedy akcja przenosi się na poziom globalny lub wręcz kosmiczny – kadry dosłownie eksplodują energią i kinowym rozmachem! Przeglądanie tych stron to czysta przyjemność, do której wraca się wielokrotnie, nawet po skończeniu lektury.
„Nowy świat Ultimate. Inwazja” to nie tylko fantastyczny komiks akcji – to również idealne otwarcie nowego rozdziału dla całego Marvela. To doskonała propozycja zarówno dla wieloletnich fanów, którzy z łatwością wyłapią wszystkie nawiązania i smaczki do klasycznych historii, jak i dla nowych czytelników, szukających porywającej, samodzielnej i świetnie napisanej opowieści.
Mnie ta historia całkowicie porwała. Spędziłem z nią cudowny wieczór, pełen emocji, wypieków na twarzy i szczerego zachwytu nad tym, jak genialnie można połączyć dojrzały scenariusz z perfekcyjną kreską. Z pełną odpowiedzialnością i ogromną radością ogłaszam więc, że komiks ten w pełni zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, stając się fantastyczną, niezwykle cenną pozycją i wzbogaceniem, które dodaje ogromnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce!
Jeśli szukacie komiksu, który wciągnie Was bez reszty, zachwyci oprawą wizualną i zostawi z apetytem na więcej – nie zastanawiajcie się ani chwili. Sięgajcie po „Inwazję”, bierzcie w dłoń ulubiony kubek z napojem i dajcie się porwać nowemu światu Ultimate! Czyt-NIK zdecydowanie POLECA!
Komiks pt. "Nowy świat Ultimate. Inwazja" dostępny jest tutaj

