Czyt-NIK: Skąd zrodził się pomysł na przeniesienie czytelników do mrocznych lat 30. XX wieku na Śląsku i co było największym wyzwaniem podczas pracy nad powieścią "Dobrodziejka. MROCZNE TAJEMNICE DAWNEGO ŚLĄSKA Tom 1"?
Sabina Waszut: Muszę przyznać, że również mnie wciągnęła ostatnio modna na true crime. Słucham sporo podcastów tego typu, a ponieważ interesuję się również historią, najchętniej wybieram takie, które opowiadają o zbrodniach sprzed lat.
Od jakiegoś czasu zaczęłam czuć coraz większą potrzebę sprawdzenia się w tym gatunku. Zaczęło się od czytania starych, przedwojennych gazet, w których bardzo często pojawiały się opisy zbrodni i prowadzonych śledztw. Czytelnicy mogli śledzić postępy policji właściwie dzień po dniu.
Gdy trafiłam na sprawę porwania dziewczynki z placu Andrzeja w Katowicach, poczułam, że właśnie o tym chciałabym napisać. Tak powołałam do życia Teodora Urbanka, który poprowadził śledztwo.
W moich książkach staram się jak najwierniej oddać realia czasów, o których piszę. Przed rozpoczęciem pracy nad „Dobrodziejką” nie miałam większej wiedzy na temat funkcjonowania śląskiej policji w okresie międzywojennym. Musiałam przewertować stosy dokumentów, aby zgłębić temat. Na szczęście, dzięki pomocy osób związanych z policją, otrzymałam dostęp do wielu interesujących mnie materiałów.
Czyt-NIK: W książce "Dobrodziejka. MROCZNE TAJEMNICE DAWNEGO ŚLĄSKA Tom 1" porusza Pani niezwykle trudny i poruszający temat losu śląskich kobiet – jak mocno te historie były inspirowane prawdziwymi doniesieniami prasowymi z dwudziestolecia międzywojennego?
Sabina Waszut: Halinka Byrtus naprawdę istniała, a o jej porwaniu rozpisywały się śląskie, a nawet ogólnopolskie gazety. Fragmenty dawnych artykułów można znaleźć w książce wraz z dokładnymi przypisami. Oczywiście śledztwo w „Dobrodziejce” jest nieco bardziej zawiłe niż to, które rzeczywiście prowadzono. Zmieniłam też dane personalne niektórych osób, ale wciąż mogę powiedzieć, że ta historia wydarzyła się naprawdę.
Tak będzie również w kolejnych tomach Mrocznych Tajemnic Dawnego Śląska. Punktem wyjścia będzie zawsze śledztwo, o którym pisano w gazetach. Czasem mówię, z pewnym przymrużeniem oka, że to takie trudne crime retro.
Czyt-NIK: Postać podkomisarza Teo Urbanka natychmiast zdobywa sympatię czytelników – czy pisząc "Dobrodziejkę. MROCZNE TAJEMNICE DAWNEGO ŚLĄSKA Tom 1" od początku wiedziała Pani, jak potoczą się jego losy w kolejnych tomach tej serii?
Sabina Waszut: Nigdy nie wiem, jak potoczą się losy moich bohaterów i tu również daję Teo Urbankowi pewną swobodę dokonywania wyborów.
Oczywiście, zanim przystąpiłam do pisania, nakreśliłam sobie plan pierwszego i kolejnych tomów, ale muszę przyznać, że niewiele zostało z moich początkowych zamysłów, a Teo podejmuje czasem decyzje, które mnie samą zaskakują.
Czytelnikom mogę tylko zdradzić, że w kolejnych tomach spotkają się zarówno z Teodorem, jak i ze Stefcią i Francikiem.

