Czyt-NIK: W książce „Sztuka upodlenia” niezwykle trafnie i bezkompromisowo pokazuje Pan jak łatwo rola drapieżnika może odwrócić się w rolę ofiary. Co było dla Pana największym wyzwaniem przy wnikaniu w tak ciemne zakamarki ludzkiej duszy i budowaniu postaci skrzywdzonej, która wreszcie przestaje nad sobą panować?
Rafał Olender: To bardzo dobre pytanie. Bardzo wiele osób pyta mnie, jak ciężko było stworzyć postać Krystiana. I muszę przyznać, że było to ogromnym wyzwaniem, dlatego że nikt normalnie nie mierzy się z takimi wyzwaniami, jakie miał mój bohater. Stworzenie takiej postaci wymagało dość sporo pracy ode mnie i analizy zachowań ludzkich, jednak zaskoczę wszystkich, takie postacie zdarzały się w historii. Ludzka psychika jest jak ocean, naprawdę nieprzenikniona.
Czyt-NIK: Komisarz Gruczyński i gangster Norbert w „Sztuce upodlenia” stoją po dwóch stronach barykady, a jednak w ich relacji jest coś niewiarygodnie magnetycznego i nieuniknionego. Jak powstawał ten specyficzny duet i czy od początku wiedział Pan, że w tym starciu nie będzie miejsca na polubowny remis?
Rafał Olender: Klasycznie kryminały mają zawsze dobrego bohatera i złego, taka klasyczna walka dobra ze złem. Ja chciałem stworzyć coś innego, bardziej namacalnego. Każdy z nas ma swoje grzeszki, dlatego moi bohaterowie mają dużo za uszami, każdy z nich coś dźwiga. Tu pojawia się dylemat dla czytelnika którego bohatera ma lubić, któremu kibicować, a może żadnemu? Lubię wprowadzać taki stan niepewności, wzbudzać emocje w czytelnikach, których nie mieli wcześniej.
Czyt-NIK: Powieść „Sztuka upodlenia” trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony i dosłownie rozgrzewa emocje czytelnika do czerwoności. Czy pisanie tak mrocznego kryminału psychologicznego wymagało od Pana wypracowania własnych metod na „odparowanie” po sesji pisarskiej, czy duszny klimat Warszawy towarzyszył Panu również poza biurkiem?
Rafał Olender: Tu powiem coś, czego nikomu chyba nie zdradziłem wcześniej. Klimat pisania utrzymywał się ze mną w trakcie, jak i po napisaniu książki. W pewnym momencie, kiedy napisałem ostatnie strony, poczułem ulgę. Pisanie jest dość wyczerpującym procesem do tego w trakcie zaczynamy się utożsamiać z bohaterami, wciągamy się w nich, do tego musiałem myśleć jak moi bohaterowie, budować ich, szczególnie postać Krystiana sprawiała, że miałem mętlik w głowie. Nocne pisanie, które preferuję, nie pomagało w tym procesie. Dlatego jakiś czas po napisaniu dalej miałem ten ciężar w głowie. Czasami nawet w pracy odpływałem, analizując kolejne etapy książki.

