Kiedy sięgam po książkę Freidy McFadden, wiem już, że spokojna lektura przy kawie może bardzo szybko zamienić się w czytelniczy maraton. Ta pisarka ma bowiem niezwykły dar konstruowania historii, które nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Potrafi z pozornie zwyczajnej sytuacji stworzyć misterną układankę, w której każdy element może mieć drugie dno, a to, co początkowo wydaje się oczywiste, po chwili zaczyna budzić coraz większe wątpliwości.
To moje kolejne spotkanie z twórczością pisarki, która już dawno zdobyła moje czytelnicze serce i zaimponowała mi swoją kreatywnością pisarską. Freida McFadden zachwyca mnie przede wszystkim kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii. Jej książki mają w sobie coś, co sprawia, że człowiek chce czytać dalej, nawet wtedy, gdy zdrowy rozsądek podpowiada: „Odłóż książkę, przecież jutro trzeba wstać!”. Tyle tylko, że trudno odłożyć powieść, kiedy autorka co kilka stron dorzuca kolejną zagadkę.
Tym razem poznajemy Victorię Barnett. Kobietę, która miała wszystko. Karierę, pieniądze, piękny dom i męża, który – przynajmniej z pozoru – był jej największym oparciem. Idealne życie zostaje jednak brutalnie przerwane przez wypadek. Victoria przeżywa, ale cena przetrwania okazuje się niewyobrażalnie wysoka. Kobieta zostaje uwięziona we własnym ciele. Nie może mówić, jest całkowicie zależna od innych i przebywa na poddaszu swojej rezydencji. Dla świata zewnętrznego jest osobą, która potrzebuje opieki. Dla Sylvii Robinson, nowej opiekunki, szybko staje się kimś znacznie bardziej zagadkowym. Bo Sylvia zaczyna dostrzegać coś, czego nie da się łatwo wyjaśnić. W spojrzeniu Victorii nie ma obojętności. Jest strach. Niemy krzyk o pomoc. I właśnie ten niemy krzyk staje się początkiem literackiej podróży, podczas której czytelnik będzie musiał wielokrotnie zastanawiać się, komu właściwie może zaufać.
Freida McFadden świetnie wykorzystuje sytuację, w której najważniejsza bohaterka nie może powiedzieć tego, co chciałaby powiedzieć. Wyobraźcie sobie bezsilność człowieka, który zna prawdę, ale nie jest w stanie jej wypowiedzieć. Każde spojrzenie, każdy gest i każda próba zwrócenia na siebie uwagi nabierają ogromnego znaczenia. A przecież my, czytelnicy, również chcemy wiedzieć. Co wydarzyło się naprawdę? Dlaczego Victoria tak bardzo się boi? Czy mąż, który sprawia wrażenie troskliwego i oddanego, rzeczywiście jest człowiekiem, za którego wszyscy go uważają? I najważniejsze pytanie: co takiego znajduje się w ukrytym dzienniku Victorii? W tym momencie autorka pokazuje, jak dobrze potrafi budować napięcie. Dziennik nie jest tutaj zwykłym dodatkiem do historii. Staje się drzwiami prowadzącymi do rzeczywistości, której wcześniej nie znaliśmy. Każda kolejna zapisana strona pozwala zajrzeć głębiej za fasadę idealnego życia. A im głębiej zaglądamy, tym bardziej zaczynamy rozumieć, że pozory mogą być wyjątkowo niebezpieczne.
To właśnie kreatywność Freidy McFadden zrobiła na mnie największe wrażenie. Autorka nie potrzebuje nieustannego epatowania brutalnością czy skomplikowanymi opisami, aby utrzymać uwagę czytelnika. Zamiast tego buduje napięcie z niedopowiedzeń, sekretów, emocji i informacji, które pojawiają się dokładnie wtedy, kiedy powinny. Czytelnik zostaje wciągnięty do gry. I nie ma pewności, czy za chwilę nie okaże się, że właśnie dał się nabrać.
„Ukochana żona” jest książką, którą odkrywa się stopniowo. To nie jest historia, którą po prostu poznajemy. To historia, którą rozbieramy na części. Szukamy szczegółów. Analizujemy zachowania bohaterów. Zmieniamy swoje podejrzenia. Budujemy własne teorie, po czym nagle okazuje się, że być może wszystko trzeba poukładać od początku. I właśnie dlatego określenie „literacka podróż” pasuje tutaj idealnie. Bo ta podróż nie kończy się wraz z zamknięciem książki. Niektóre obrazy, pytania i emocje zostają w głowie na długo. Historia Victorii i Sylvii ma w sobie coś niepokojącego – zmusza do zastanowienia się nad tym, jak łatwo można uwierzyć w obraz wykreowany przez innych. Jak wiele może skrywać dom, który z zewnątrz wygląda na idealny. I jak trudno odkryć prawdę, kiedy osoba, która ją zna, nie może wypowiedzieć ani jednego słowa.
Bardzo dobrze wypada również narracja. McFadden prowadzi historię w sposób przystępny, dynamiczny i nastawiony na czytelnika. Nie zasypuje go zbędnymi opisami. Zamiast tego konsekwentnie przesuwa pionki na planszy i sprawia, że chcemy wiedzieć, jaki będzie kolejny ruch.\
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć fabułę, która nie tylko przyciąga uwagę, ale również skutecznie manipuluje czytelniczymi emocjami. I za to właśnie cenię jej twórczość. „Ukochana żona” to dla mnie kolejny dowód na to, że Freida McFadden doskonale wie, jak opowiadać historie, które wciągają czytelnika i nie pozwalają mu pozostać jedynie biernym obserwatorem. Tutaj trzeba być czujnym. Trzeba patrzeć między wierszami. Trzeba pamiętać, że prawda może mieć więcej niż jedno oblicze.
Czy książka mnie zaskoczyła? Zdecydowanie. Czy sprawiła, że chciałem czytać dalej? Bez dwóch zdań. Czy zostawiła po sobie ślad? Tak. I właśnie takie książki najbardziej lubię. Dla mnie „Ukochana żona” jest powieścią godną uwagi. To moje kolejne spotkanie z twórczością pisarki, która zdobyła moje czytelnicze serce i po raz kolejny zaimponowała mi kreatywnością pisarską. Freida McFadden zachwyciła mnie kunsztem tworzenia historii, które trudno pomylić z jakimikolwiek innymi. Dlatego mogę śmiało powiedzieć: „Ukochana żona” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki! A tym samym z przyjemnością dokładam ją do czyt-NIKowej biblioteczki. Czyt-NIK poleca!!! Bo czasami najstraszniejsze sekrety nie kryją się w opuszczonych domach, ciemnych zaułkach czy miejscach, których boimy się odwiedzać. Czasami znajdują się za drzwiami własnego domu. A prawda? Czasami wystarczy jedna osoba, która zdecyduje się jej poszukać.
Książka pt. „Ukochana żona” ukazała się nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału

