Czyt-NIK: „Dźwięk kamienia” nie daje czytelnikowi mapy – zamiast tego zmusza go do samodzielnego odkrywania kolejnych elementów historii. Skąd wziął się pomysł na tak nieoczywistą fabułę i jak wyglądał moment, w którym po raz pierwszy pomyślał Pan: „to właśnie tę historię chcę opowiedzieć”?
MS Malicki: Nie usiadłem z założeniem, że napiszę książkę, która niczego nie wyjaśnia wprost. To wyszło z tego, jak sam odbieram historie, które najbardziej we mnie zostają — te, w których muszę sam dojść do czegoś, zamiast dostać to podane na tacy. Moment, w którym pomyślałem "to jest ta historia", nie był związany z fabułą w ogóle. Był związany z jedną postacią, która przyśniła mi się dawno temu i której nie potrafiłem się pozbyć przez lata. Dopiero później zacząłem szukać świata, w którym mogłaby zaistnieć naprawdę, i wtedy trafiłem na hipotezę młodszego drasu — realne wydarzenie sprzed 12 800 lat, które nauka bada do dziś, nie mając pewności co do przyczyn. To pytanie, na które nauka też nie ma gotowej odpowiedzi, dało mi możliwość aby w swojej historii też jej nie dawać.
Czyt-NIK: Robert z człowieka pogrążonego w zwyczajnej egzystencji zostaje wrzucony w rzeczywistość pełną tajemnic, pytań i wydarzeń, których nie potrafi racjonalnie wyjaśnić. Co było dla Pana ważniejsze podczas budowania jego postaci – sama niezwykła przygoda, w którą zostaje wciągnięty, czy przemiana człowieka, który musi odnaleźć w sobie odwagę i odpowiedzialność?
MS Malicki: Szczerze, nie potrafię tego rozdzielić, i myślę, że to nie przypadek. Robert nie mógłby przejść żadnej przemiany, gdyby nie został wepchnięty w coś, czego nie rozumie i nad czym nie ma kontroli — to napięcie było dla mnie ważniejsze niż sama przygoda jako taka. Interesował mnie człowiek, który przez większość życia unikał odpowiedzialności, bo łatwiej było mu wierzyć, że nic nie zależy od niego, i który zostaje postawiony w sytuacji, gdzie ta wymówka przestaje działać. Przygoda jest tylko okolicznością, która to wymusza. Gdybym miał wybrać jedno zdanie, powiedziałbym, że pisałem o odwadze, a nie o tajemnicy — tajemnica tylko sprawdza, czy ta odwaga rzeczywiście tam jest.
Czyt-NIK: Po lekturze „Dźwięku kamienia” pozostaje w głowie wiele pytań, a historia nie kończy się wraz z zamknięciem książki. Czy od początku zależało Panu na tym, aby czytelnik po ostatniej stronie nadal zastanawiał się, co tak naprawdę wydarzyło się w tej opowieści – i czy jest jakieś pytanie, które szczególnie chciałby Pan, aby czytelnik zadał sobie po lekturze?
MS Malicki: Tak, to było świadome, od samego początku. Nie chciałem napisać książki, która zamyka się razem z okładką. Jeśli miałbym wskazać jedno pytanie, które chciałbym, żeby czytelnik zadał sobie po ostatniej stronie, byłoby to coś w rodzaju: gdybym ja sam zobaczył krzywdę, na którą inni patrzą i nic nie robią, czy wystarczyłoby mi odwagi, żeby zareagować, zanim ktoś taki jak Robert musiałby zrobić to za mnie? To nie jest pytanie o świat równoległy. To pytanie o nasz wlasny.

