Czyt-NIK: W recenzji napisałem, że „Idzie Nowe” nie przewiduje przyszłości, ale ostrzega przed teraźniejszością. Co było dla Pani największym impulsem do napisania właśnie takiej historii – konkretne wydarzenie, obserwacja czy może narastające poczucie, że już żyjemy w świecie, o którym Pani opowiada?
Milena Cybulska: Myślę, że nie było jednego wydarzenia. To było raczej narastające poczucie, że świat zmienia się szybciej, niż my zdążamy zrozumieć konsekwencje tych zmian. Zaczęłam obserwować, jak coraz więcej rzeczy, które miały nam ułatwiać życie, zaczyna je również organizować za nas: algorytmy podpowiadają nam, co oglądać, czego słuchać, co kupować, a coraz częściej także co myśleć i czego pragnąć.
Najbardziej interesował mnie jednak nie sam rozwój technologii, nomen omen mimo branży w jakiej na co dzień pracuje (automatyka przemysłowa) ale człowiek w tym świecie. To, czy w natłoku informacji, bodźców i cudzych narracji nadal potrafimy rozpoznać własny głos. Czy nasze decyzje rzeczywiście są nasze? Czy może tylko wydaje nam się, że wybieramy?
„Idzie Nowe” powstało więc z obserwacji teraźniejszości, ale również z pewnego niepokoju. Nie chciałam przewidywać przyszłości. Chciałam przesunąć niektóre procesy o kilka kroków dalej i zapytać: jeżeli będziemy podążać w tym kierunku, to gdzie możemy się znaleźć?
I chyba właśnie dlatego niektórzy czytelnicy mówią, że ta książka nie przypomina im odległej dystopii. Przypomina im świat, który już zaczynają rozpoznawać.
Najbardziej niepokojące wizje przyszłości to czasem te, które po pewnym czasie przestają wyglądać jak przyszłość.
Czyt-NIK: Jednym z najmocniejszych motywów książki pt. "Idzie Nowe" jest odzyskanie własnego głosu w świecie pełnym algorytmów, pośpiechu i powierzchownych relacji. Czy uważa Pani, że współczesny człowiek bardziej boi się ciszy, czy prawdy, którą może w tej ciszy usłyszeć?
Milena Cybulska: Myślę, że boimy się nie tyle samej ciszy, ile tego, że w ciszy przestają działać wszystkie mechanizmy, którymi na co dzień odwracamy od siebie uwagę.
Dopóki jesteśmy zajęci, przewijamy ekran, pracujemy, odpowiadamy na wiadomości, realizujemy kolejne cele i funkcjonujemy wśród opinii innych ludzi, możemy nie zadawać sobie najtrudniejszych pytań. Cisza odbiera nam te zasłony, zrzuca kajdany przeszłości i maski. I wtedy czasami okazuje się, że życie, które z zewnątrz wygląda dobrze, niekoniecznie jest życiem, którego naprawdę chcieliśmy.
Dlatego uważam, że współczesny człowiek bardziej niż ciszy boi się prawdy o sobie. Tego momentu, w którym musi zapytać: czy to, jak żyję, jest naprawdę moje? Czy jestem szczęśliwa? Czy moje pragnienia są moje? Kim byłabym, gdybym przestała spełniać oczekiwania innych?
W „Idzie Nowe” odzyskanie własnego głosu nie oznacza krzyczenia głośniej od innych. Przeciwnie. Czasami trzeba najpierw uciszyć cały świat, żeby w ogóle usłyszeć siebie.
Cisza nie zawsze jest pustką. Czasami jest pierwszym miejscem, w którym możemy spotkać samych siebie.
Lubię zdanie „mogę, chcę, ale nic nie muszę
Jestem wolnym człowiekiem”
Czyt-NIK: Gdyby czytelnik po zamknięciu ostatniej strony miał zapamiętać tylko jedną myśl z „Idzie Nowe”, jedno pytanie lub jedno zdanie, które miałoby zostać z nim na długo – co chciałaby Pani żeby to było?
Milena Cybulska: Chciałabym, żeby zostało z nim pytanie:
„Czy życie, które prowadzę, jest naprawdę moje?”
Bo wydaje mi się, że od tego pytania może zacząć się bardzo wiele. Nie chodzi o to, żeby po przeczytaniu książki natychmiast zmieniać całe swoje życie. Czasami wystarczy jedna myśl, jeden moment zatrzymania, jedno pęknięcie w tym, co dotąd wydawało się oczywiste.
„Idzie Nowe” jest dla mnie opowieścią o odzyskiwaniu siebie, własnego głosu, prawa do myślenia, czucia, wyboru i zmiany. Chciałabym więc, żeby czytelnik po zamknięciu ostatniej strony nie otrzymał ode mnie gotowej odpowiedzi. Chciałabym, żeby zaczął zadawać własne pytania. W książce pada też pytanie wprost: „Czego się boisz wielki świecie, że nie pozwalasz nam pytać”
Być może największa zmiana nie zaczyna się wtedy, kiedy ktoś mówi nam, dokąd mamy iść. Zaczyna się wtedy, kiedy po raz pierwszy naprawdę pytamy siebie, dokąd chcemy iść sami.
Jeżeli po przeczytaniu „Idzie Nowe” człowiek choć przez chwilę spojrzy na swoje życie inaczej niż wcześniej, to znaczy, że ta książka zrobiła to, co miała zrobić.

