Czyt-NIK: Po dwunastu latach przerwy wróciła Pani z tomem „Nie po drodze”. Co wydarzyło się w Pani życiu i twórczości przez ten czas, że właśnie teraz nadszedł moment, by podzielić się z czytelnikami tymi wierszami?
Jolanta Sztejka: Dwanaście lat to bardzo dużo czasu. Mnóstwo ważnych zdarzeń, które na mnie wpłynęły i zapewne jeszcze więcej mniejszych, których nawet już nie pamiętam. Odkładałam w czasie wydanie książki w czasie, dlatego, że obiecałam, iż trzeci zbiór będzie bardziej optymistyczny. Jednak zapodziałam pendrive ze sporą częścią bardziej optymistycznej twórczości. Zadecydowały też czynniki ekonomiczne.
Mobilizacja nadeszła wraz z pomysłem koleżanki z pracy, która miała pomysł założenia zbiórki na wydanie książki. Bardzo chciałam tego uniknąć.
Niedawno też udało mi się ustalić, że w tym roku mija 30 lat od mojego debiutu prasowego – bardzo chciałam to uczcić. A wydanie trzeciej książki wydawało się ku temu świetnym pomysłem. Wystąpiłam o przyznanie stypendium na realizację zadania z zakresu twórczości artystycznej oraz upowszechniania kultury, dzięki temu wsparciu mogłam się zmobilizować do pracy.
Czyt-NIK: W wielu utworach codzienne, pozornie zwyczajne obrazy – niedopita kawa, szpitalna poczekalnia czy górski szlak – nabierają głębokiego znaczenia. Czy inspiracją były konkretne osobiste doświadczenia, czy raczej obserwacja ludzi i ich emocji?
Jolanta Sztejka: Tu w odpowiedzi przychodzi tytuł mojego drugiego tomu z 2014 r „Inspiruje mnie życie” – i dokładnie tak jest. Uwielbiam obserwować otoczenie, częsta się wtedy zamyślam i właśnie stąd czerpię inspiracje. Zdarza się też, że piszę o tym, co dotyka mnie osobiście- ale staram się tego unikać.
Czyt-NIK: „Nie po drodze” pokazuje, że nawet po stracie, rozczarowaniu i życiowych zakrętach można odnaleźć w sobie siłę. Gdyby miała Pani przekazać czytelnikom tylko jedno przesłanie, z którym zamkną ten tom, co chciałaby Pani, aby zostało z nimi na długo?
Jolanta Sztejka: Bądźmy dla siebie dobrzy i wyrozumiali – cokolwiek się wydarzy, będzie nam się żyło łatwiej.

