Czyt-NIK: W cyklu „Opowieść drzewa orzechowego” przedstawia Pani losy rodziny Orłowskich na tle trudnych wydarzeń historycznych. Co było dla Pani najważniejsze podczas tworzenia „Pomroczności” – pokazanie wielkiej historii czy przede wszystkim ukazanie emocji i codziennych zmagań zwykłych ludzi, którzy musieli odnaleźć się w wojennej i powojennej rzeczywistości?
Mariola Sternahl: Dla mnie najważniejszy zawsze był człowiek i jego losy uwikłane w wielką historię. Historia wyznacza ramy wydarzeń, zmienia granice państw, obala dotychczasowy porządek świata, ale to zwykli ludzie ponoszą konsekwencje tych przemian. To oni tracą bliskich, domy, poczucie bezpieczeństwa, a mimo wszystko muszą znaleźć w sobie siłę, by żyć dalej.
Pisząc „Pomroczność”, chciałam przede wszystkim pokazać, jak wielka historia wkracza w codzienność rodzin, które jeszcze wczoraj miały swoje plany, marzenia i nadzieje na przyszłość. Wojna nie jest przecież wyłącznie historią bitew, militarnych zwycięstw i klęsk. To również dramaty rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami domów, rozpacz matek, rozłąka, tęsknota, strach o najbliższych, ale także miłość, lojalność i niezwykła zdolność człowieka do przetrwania.
W „Opowieściach drzewa orzechowego” staram się pokazać historię z perspektywy tych, którzy nie mieli wpływu na decyzje polityczne czy przebieg działań wojennych, a jednak to właśnie oni musieli mierzyć się z ich skutkami. Szczególnie interesuje mnie pamięć rodzinna i to, w jaki sposób doświadczenia jednego pokolenia kształtują życie następnych.
Nie można jednak oddzielić emocji bohaterów od realiów historycznych. Dlatego tak dużą wagę przywiązuję do rzetelności historycznej. Chcę, aby czytelnik nie tylko poznał losy rodziny Orłowskich, ale również zrozumiał rzeczywistość, w której przyszło jej żyć.
Wierzę, że wielką historię najlepiej opowiada się poprzez losy pojedynczego człowieka. Daty i wydarzenia zapisujemy w podręcznikach, ale za każdą z nich kryją się tysiące ludzkich istnień, osobistych tragedii i niespełnionych marzeń. I właśnie o tych ludziach chcę pisać. Bo wojna nie kończy się w dniu podpisania kapitulacji. Jej konsekwencje pozostają w rodzinach, wspomnieniach i ludzkiej psychice przez całe pokolenia.
Czyt-NIK: Miłość Jarogniewa i Emilii rodzi się w świecie pełnym strachu, cierpienia i niepewności. Czy tworząc ich historię, chciała Pani pokazać, że nawet w najciemniejszych czasach człowiek potrzebuje bliskości, nadziei i wiary w lepsze jutro? Jak wyglądało budowanie tej relacji na kartach powieści?
Mariola Sternahl: Zdecydowanie tak. Uważam, że miłość jest jedną z najpotężniejszych sił, jakie pozwalają człowiekowi przetrwać nawet najtrudniejsze doświadczenia. W czasach wojny, kiedy świat, który znamy, rozpada się na naszych oczach, bliskość drugiego człowieka nabiera szczególnego znaczenia. Staje się nie tylko źródłem szczęścia, ale również nadziei, poczucia bezpieczeństwa i wiary w to, że mimo wszystko warto myśleć o przyszłości.
Budując relację Jarogniewa i Emilii, zależało mi przede wszystkim na jej autentyczności. Nie chciałam tworzyć wyidealizowanej historii miłosnej, oderwanej od realiów wojennej rzeczywistości. Ich uczucie rozwija się w cieniu dramatycznych wydarzeń, w atmosferze niepewności i zagrożenia. Muszą mierzyć się nie tylko z własnymi emocjami, ale także z okolicznościami, na które nie mają wpływu. Wojna odbiera ludziom możliwość swobodnego decydowania o własnym życiu, a przecież nie odbiera im potrzeby kochania i bycia kochanym.
Chciałam również pokazać, że prawdziwa bliskość nie rodzi się wyłącznie z wielkich deklaracji. Często budują ją drobne gesty, spojrzenia, troska o drugiego człowieka, obecność w chwilach zwątpienia. To właśnie takie pozornie zwyczajne momenty nabierają niezwykłej wartości, kiedy wokół panują strach i cierpienie.
Jarogniew i Emilia nie żyją w świecie, w którym można spokojnie planować wspólną przyszłość. Ich uczucie musi dojrzewać w rzeczywistości, która nieustannie wystawia je na próbę. Dlatego tak ważne było dla mnie pokazanie nie tylko samej miłości, ale również odpowiedzialności, jaką niesie ona za sobą.
Myślę, że historia Jarogniewa i Emilii przypomina nam o czymś ponadczasowym: nawet kiedy człowiek traci niemal wszystko, pozostaje w nim potrzeba bliskości, czułości i nadziei. A miłość, choć nie zawsze potrafi odmienić bieg wydarzeń, może sprawić, że znajdziemy w sobie siłę, by przez nie przejść.
Czyt-NIK: „Pomroczność” jest drugim tomem „Opowieści drzewa orzechowego” i po raz kolejny zabiera czytelników do świata pełnego rodzinnych tajemnic, trudnych wyborów i silnych emocji. Czego mogą spodziewać się czytelnicy w kolejnych częściach cyklu i czy są jeszcze historie bohaterów, które szczególnie czekają na swoje literackie odkrycie?
Mariola Sternahl: Przede wszystkim dalszych losów rodziny Orłowskich, której historia przecież nie kończy się wraz z zakończeniem wojny. Wręcz przeciwnie. Dla wielu ludzi rok 1945, choć oznaczał kres działań wojennych, stał się początkiem kolejnego niezwykle trudnego rozdziału życia. Zmieniły się granice państw, miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia rodzinnych stron, pozostawienia domów, dorobku całego życia, a często również grobów najbliższych.
W kolejnym tomie, zatytułowanym „...” - na razie nie mogę zdradzić jeszcze tytułu, zamierzam opowiedzieć właśnie o tym szczególnym okresie. O ludziach, którzy po latach wojennej zawieruchy musieli odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Rodzina Orłowskich opuści ukochany Lwów i wyruszy na zachód, do Wrocławia. Tam, w obcym mieście, wśród pozostawionych przez poprzednich mieszkańców domów i przedmiotów, będzie próbowała odbudować swoje życie. To opowieść o wykorzenieniu, pamięci, tęsknocie za utraconą ojczyzną, ale również o niezwykłej ludzkiej zdolności do rozpoczynania wszystkiego od nowa.
Równolegle chcę poprowadzić historię Augusta Orłowskiego, jednego z synów Jana, który jako piętnastoletni chłopiec uczestniczył w obronie Lwowa, a następnie przeszedł długą wojenną drogę, by w 1945 roku znaleźć się na Majdanku. Jego losy pozwolą mi spojrzeć na powojenną rzeczywistość z jeszcze innej perspektywy.
Szczególnie interesuje mnie to, co dzieje się z człowiekiem, kiedy milkną działa, ale nie milkną wspomnienia. Jak odnaleźć sens życia po doświadczeniach, które na zawsze zmieniły sposób postrzegania świata? Czy można zbudować nowy dom, nie przestając tęsknić za starym? I czy rzeczywiście da się pozostawić przeszłość za sobą?
Nie chcę jednak zdradzać zbyt wiele. Mogę jedynie powiedzieć, że przed bohaterami jeszcze wiele trudnych wyborów, nieoczekiwanych wydarzeń i spotkań, które odmienią ich życie.
Tytuł „...” nie jest przypadkowy. Bo czasami największym zwycięstwem człowieka nie jest dokonanie czegoś wielkiego, lecz znalezienie w sobie siły, aby mimo wszystkiego, co go spotkało, nadal żyć, kochać, pracować i wierzyć w przyszłość.
I właśnie o tej sile będzie kolejna część „Opowieści drzewa orzechowego”.

