Czyt-NIK: „Coś się kończy, coś zaczyna t. II. Ostatnie słowo” to kontynuacja „Wilczycy”. Co było dla Pana największym wyzwaniem przy powracaniu do bohaterów, których losy zostały już wcześniej rozpoczęte? Czy podczas pisania drugiego tomu zdarzyło się Panu zaskoczyć samego siebie tym, w jakim kierunku potoczyła się ich historia?
Eugeniusz Rataj: Nie zdradzę tajemnicy, gdy powiem, że pierwotnie I i II tom były projektem jednotomowym. To z wydawcą doszliśmy do wniosku, że ok. 1000 stronicowa, gotowa powieść będzie za obszerna i powstał pomysł podzielnia jej na dwie części. Ponadto w I t. musiałem dokonać, tak na szybko, poważnych skrótów, dlatego jego tekst jest w pewnych momentach nieco szorstki – czego nie ukrywam. To efekt narzuconego pośpiechu i typowych grzechów debiutanta.
Ogólny zamysł powieści był mi wiadomy od samego początku – coś (czyli relacje) pomiędzy bohaterami miało się zacząć i to coś miało się skończyć. Wiedziałem również, tak ogólnie, jak te relacje miały wyglądać – zwyczajne, emocjonalne tarcia pomiędzy chłopakiem i dziewczyną i wpływ na ich relacje osób trzecich. Jednak chciałem przede wszystkim, aby ta powieść była realistyczna i szczera, związana także z moimi doświadczeniami, ukazująca w sposób w miarę autentyczny dawne relacje młodzieży i rzeczywistość tamtych lat, która pokazana została w tle.
Główny bohater w tej części powieści zdaje się nie ewoluować, dorasta i dojrzewa powoli, nie robi jeszcze wielkich planów na przyszłość, żyje chwilą, a stara się jedynie zmienić i zabłysnąć dla swojej dziewczyny. Natomiast dużo uwagi musiałem poświęcić charakterystyce bohaterki – Mirki – ponieważ ona, pod wpływem emocji i nowych doświadczeń zmieniała się w sposób widoczny, wręcz gwałtowny. Z początkowo grzecznej, chociaż pewnej siebie dziewczyny, wyrastała na życiową wilczycę. I ta przemiana, którą – jak myślę – udało mi się pokazać, zaskoczyła również mnie, ponieważ początkowo miałem nieco inne zamierzenia, jednak pewien zewnętrzny impuls spowodował, że postanowiłem pójść w tę stronę.
Tu mogę dodać, że przebieg wielu scen w tej powieści ewoluował już w trakcie ich tworzenia i uzupełniania, pewne zdarzenia zmieniały swój początkowy, zamierzony charakter, jednak nie zmieniało to ogólnego kierunku, w którym podążała historia bohatera, z pewnym wyjątkiem. To opinie moich Czytelników sprawiły, że w dalszej części bohater nie angażował się w małą politykę, co początkowo było moim zamiarem, a powieść skoncentrowała się na jego relacjach i dokonanych życiowych wyborach. Zresztą, na potrzeby przejrzystości tej historii z wielu pomysłów musiałem zrezygnować, ograniczyć ilość bohaterów itp.
Dużo w tej powieści jest emocji, również tych związanych z erotyką, i to również jest z góry zaplanowany zabieg, bo to właśnie jest elementem szczerości i autentyzmu tej powieści, ponieważ erotyzm był i jest elementem naszego życia i nie zamierzałem tego ukrywać. Pisząc o emocjach chłopaka i jego spojrzeniu na świat, nie mogłem tego tematu pominąć, ponieważ ten erotyzm i uczucia kształtowały zamierzenia chłopaka, jego relacje z dziewczynami i dokonane wybory. A do napisania tych scen specjalnie się przygotowywałem, czytając książki o podobnej tematyce i zastanawiając się, na co mogę sobie w tych scenach pozwolić. I chociaż, już po wydaniu I tomu, trochę się obawiałem o odbiór tych scen przez Czytelników, to opinie były i są takie, w szczególności męskie, że tak właśnie było, że oni też to tak przeżywali.
Czyt-NIK: W recenzji napisałem, że zachwycił mnie Pan kreatywnością w tworzeniu niepowtarzalnych historii. Skąd czerpie Pan pomysły na swoich bohaterów i ich losy? Czy najpierw pojawia się konkretny bohater, wydarzenie, emocja, czy może jedno zdanie, od którego zaczyna się cała literacka podróż?
Eugeniusz Rataj: Z życia i doświadczeń młodego chłopaka… oraz dystansu dorosłego mężczyzny. Prawda czasu i prawda ekranu – jak kiedyś mówiono w telewizji. Przecież miała to być powieść o moim pokoleniu, o naszych dawnych problemach i o rzeczywistości, w której żyliśmy. To obiecałem kolegom. Dlatego moi bohaterowie nie pochodzą z wielkich miast, jak w innych powieściach, ale są mieszkańcami wsi i miasteczek. Ale, aby powieść nie była dokumentem, czy autobiografią, potrzebuje również dużej dawki literackiej fantazji, ale takiej, która nie stoi w sprzeczności z rzeczywistością danej epoki. Dlatego pewnym historiom i scenom musiałem dodać „ognia”, innym tego „ognia” ująć.
Natomiast pomysły rodzą się w głowach autorów. Trudno to jednym zdaniem wyjaśnić, ale… dlatego właśnie piszę, ponieważ te pomysły buszowały we mnie już od lat młodości (oczywiście z pewnymi przerwami) i potrafiły męczyć tak długo, dopóki nie spłynęły zdaniami na papier i ekran komputera. Czasami coś mi się przyśni w nocy, czasami jakieś zdanie pojawia się w głowie, gdy piję kawę, albo usłyszę pewną charakterystyczną rozmowę, zobaczę scenę z życia… Różnie z tym jest. A potem pozostaje już tylko napisaną scenę lub historię uzupełnić, by dodać jej wyrazistości, do czego potrzeba trochę fantazji i co często następuje długo po jej napisaniu. Żadna historia nie powstaje od razu, rośnie z czasem, budowana na pierwotnym szkielecie, ewoluuje raz w jedną stronę, raz w drugą, aż w końcu pasuje mi do całości pomysłu, do wcześniejszych i późniejszych zdarzeń i… stawiam nad nią kropkę.
Czyt-NIK: Tytuł „Ostatnie słowo” może sugerować zamknięcie pewnego etapu, ale przecież życie bohaterów — podobnie jak nasze — rzadko daje się zamknąć jednym słowem. Czy dla Pana ta powieść jest rzeczywiście zakończeniem, czy pozostawił Pan sobie możliwość kolejnego spotkania z tymi bohaterami?
Eugeniusz Rataj: Mówiąc szczerze, to początkowo sądziłem, że cała historia, którą miałem w głowie, zamknie się w ok. 1000-cu stron. Okazało się jednak, że miałem tyle do przekazania, że tak rozbudowałem pewne sceny, szczególnie emocje i rozmowy bohaterów, czyli dialogi, do których przywiązuję wielką wagę, bo to one charakteryzują w dużej mierze bohaterów i ich relacje, że stało się inaczej. Dlatego nie zdradzę tajemnicy, gdy powiem, że została już wydana trzecia cześć powieści, która miała zamknąć cykl, ale tak również się nie stało.
Niemniej drugi tom powieści zamyka pewien etap w życiu bohatera, kończąc się w pewien symboliczny sposób, sugerujący koniec całej historii. Ale to tylko symboliczny koniec, ponieważ to, co się w tej historii kończy, może się stać początkiem nowej epoki w życiu bohatera, co przecież sugeruje początek powieści – jej prolog.
Zdradzę jedynie, że trzeci tom przenosi Czytelnika w inne miejsca, z innym problemami, ale bohaterowie z I i II części wciąż w tej powieści żyją i odciskają piętno na życiu bohatera.

