Czyt-NIK: Skąd wziął się u Pana pomysł na wizję metropolii Waw-4 w książce „Zrodzony, a nie stworzony”? W powieści kreśli Pan obraz utopijnego świata, w którym ludzie i roboty żyją w rzekomej harmonii, ale pod lśniącą fasadą kryją się mroczne sekrety. Co było dla Pana główną inspiracją przy budowaniu realiów tego miejsca i jak ocenia Pan szanse na to, że nasza własna przyszłość pójdzie w podobnym kierunku?
Krzysztof Siwiec: Wszystko zaczęło się około 2019 kiedy kończyłem swoją druga książkę i zacząłem się zastanawiać nad tym o czym pisać dalej. Wtedy postanowiłem, że po kolejnej książce stworzę następną trylogię i pierwsza część będzie miała temat: „Narodziny”. Zastanawiałem się przez chwilę w jakim świecie ją umieścić i akurat w tym samym momencie głośno było o grze Cyberpunk 2077, jako że niedawno wyszedł jej zwiastun. To można nazwać bezpośrednią inspiracją. Potem zacząłem się interesować i zbierać materiały. Nie ukrywam, że oczywiste inspiracje, to cyberpunk. „Blade Runner”, „Ghost in the Shell”, „Necromancer”, ale postanowiłem coś dołożyć od siebie. Zbierałem dalej i dowiedziałem się o wizji i podgatunku „Ecopunk”. Jeszcze więcej materiałów, zdjęć architektury i informacji o tym gatunku. W z tego mixu wykreowałem ten świat. Zależało mi na tym, żeby trochę się różnił od klasycznego Cyberpunk-u. Żeby był kolorowy, pełny zieleni, ale zarazem tak samo technologicznie zaawansowany jak inne znane dzieła w tym nurcie.
Czy tak będzie wyglądać przyszłość? Zapewne nie. Moim zdaniem, będzie zupełnie inna niż sobie ją wyobrażamy, a z drugiej strony o wiele bliższa niż nam się wydaje. Zostawiłbym jednak tę zabawę dla futurologów. Nie miejcie pretensji do pisarzy, że ich wizje przyszłości się nie spełniają.
Czyt-NIK: Główny bohater książki „Zrodzony, a nie stworzony”, agent Michał Kejn, staje przed zadaniem, które z rutynowego śledztwa zmienia się w walkę o własną tożsamość – jak wyglądał u Pana proces projektowania tej postaci? Kejn musi zmierzyć się nie tylko ze zbiegłym robotem, ale i z własną, zamgloną przeszłością. Na ile – Pana zdaniem – jego dylematy wynikają z samych realiów świata przedstawionego, a na ile są uniwersalnym pytaniem o to, co tak naprawdę czyni nas ludźmi?
Krzysztof Siwiec: Było to wręcz centralną kwestią tej historii. Kejn, jak postać napisana zgodnie z wszystkimi zasadami storytelingu, musi mieć trudną przeszłość, która najlepiej, żeby łączyła się z centralną osią fabularną i tematem książki. Dlatego długo pracowałem nad tym, co ma być kluczowym konfliktem jego postaci. On, podobnie jak robot, ma swój dylemat egzystencjalny. Z jednej strony, jest człowiekiem, ale przez to jak przyszedł na świat, nie do końca za takiego się czuje, a już na pewno uważa, że samo miasto ma go za nic.
Kejn jest produktem tego świata, ale też jego największym krytyków. Jest zmęczony ciągłymi opowieściami o „utopii”, bo sam ma wrażenie, że raczej jest jej ofiarą, albo co najmniej znajduje się na jej marginesie.
Pytanie o naszą ludzką naturę jest dużo bardziej złożone. Czy człowiekiem czyni nas to z czego jesteśmy zbudowani? Czy jednak to jak działają nasze mózgi? A może, idąc zupełnie inną ścieżką, to religijne pojęcie „duszy” sprawia, że możemy o sobie powiedzieć, że „jestem człowiekiem”. Nie znam odpowiedzi na to pytanie i pewnie nikt do końca nie zna. Moim celem w samej książce było postawienie takiego pytania, aby każdy mógł sobie sam na nie odpowiedzieć.
Czyt-NIK: Tytuł Pana książki, „Zrodzony, a nie stworzony”, stawia na równi pytania filozoficzne maszyn i ludzi – co sprawiło Panu największą frajdę podczas zacierania tej granicy? Czy w trakcie pracy nad powieścią łatwiej było Panu wejść w emocje człowieka szukającego prawdy o sobie, czy może w perspektywę sztucznej inteligencji, która pragnie przekroczyć ramy wyznaczone przez swoich twórców?
Krzysztof Siwiec: Obie perspektywy były dla mnie ciekawe. Z jednej strony Kejn, sprytny, inteligentny facet, który dobrze zna się na swojej robocie, ale ma za sobą trudną przeszłość i z drugiej robot RGP-4000, który dopiero co uciekł z fabryki. Te dwie postacie są zupełnie inne, ale mam wrażenie, że udało się mi przestawić ich perspektywę, ich myśli i ich konflikty. Starałem się, żeby obie miały łuk postaci, żeby musiały stawać przed trudnymi wyborami i konfliktami. Chciałem, żeby ich doświadczenia mówiły coś o nich, o świecie oraz ciekawie wtapiały się w fabułę. Mimo, że robot i Kejn są tak różni od siebie, to stawiają sobie podobne pytania. Robot poznaje znaczenie słowa „Stworzyć i zrodzić”, a Kejn próbuje zrozumieć do której z tych dwóch kategorii on należy. Z drugiej strony, w samej książce staram się przedstawić, że te dwa pojęcia, nie są od siebie aż tak daleko. Chciałbym, żeby każdy czytelnik sam się nad tym zastanowił i wyraził swoje zdanie.

