Czyt-NIK: „Sześć stopni błękitu” inspirowane jest prawdziwym rejsem. Co takiego wydarzyło się podczas tamtej podróży, że pomyślał Pan: „To może być świetna historia”? I w którym momencie rzeczywistość zaczęła ustępować miejsca literackiej wyobraźni?
Marcin Bartnik: Mielizna i burza w skalistej zatoce, po tym drugim wydarzeniu pomyślałem, że muszę opisać to co się tam wydarza i zacząłem robić notatki. Pewności nabrałem, gdy spotkaliśmy polskiego podpalacza z Peloponezu. Doszedłem wtedy do wniosku, że nad tym rejsem ciąży jakieś fatum. Literacka wyobraźnia dotyczy głównie starożytnych inspiracji (mitologii), które zawarłem w tej noweli. Zawsze lubiłem historię Grecji i Rzymu.
Czyt-NIK: Niewielki jacht staje się w książce swoistym laboratorium ludzkich charakterów – przypadkowi Kowalscy i Iksińskie muszą zmierzyć się nie tylko z morzem, ale przede wszystkim ze sobą. Czy tworząc bohaterów, inspirował się Pan konkretnymi osobami, czy raczej obserwował Pan pewne typy ludzkich zachowań?
Marcin Bartnik: Tak, tworząc bohaterów tej noweli inspirowałem się poznanymi na tym rejsie osobami. Zdradzę jednak, że słowo inspiracja jest tu kluczowe. Nie powiem jednak w jakim stopniu. Ludzie, których poznałem, byli bardzo wyraziści, ale w pozytywnym znaczeniu.
Czyt-NIK: W „Sześciu stopniach błękitu” pokazuje Pan Grecję z perspektywy morza, daleką od katalogów biur podróży i formuły all inclusive. Co najbardziej fascynuje Pana w takim nieoczywistym obliczu Grecji i czy po napisaniu tej książki sam jeszcze chętniej wskoczyłby Pan na jacht i ruszył w kolejny rejs?
Marcin Bartnik: Chcę jeszcze wrócić na greckie wody, chciałbym m.in. opłynąć cały Peloponez. Nieoczywiste oblicze Grecji jest dla mnie mieszanką nieprawdopodobnej historii oraz współczesnej przyrody, która jest wehikułem czasu. Podobnie z zabytkami. Współczesne oblicze Grecji, bywa zaskakująco absurdalne. Kilka lat temu, ktoś ustawił na polu plastikowe drzewa oliwne, by zgarnąć unijne dopłaty. Wiecznie żywego „Bareje” spotkaliśmy osobiście w jednym z portów, który opisuję. W skrzynce z prądem zamiast złącza elektrycznego znaleźliśmy stary, zardzewiały młotek . Myślę, ze takich miejsc i sytuacji jest w Grecji dużo więcej.

