Biada marnym istotom, gdy wchodzą pomiędzy ostrza potężnych szermierzy. A jeszcze większa biada tym, którzy odważą się wejść pomiędzy intrygi, polityczne rozgrywki, demony, skrytobójców i ludzi gotowych zrobić niemal wszystko, by zdobyć to, czego pragną. W takim właśnie świecie ponownie spotykam Mordimera Madderdina – inkwizytora, którego przygody od dawna zajmują szczególne miejsce na mojej czytelniczej półce.
„Ja, Inkwizytor. Miasto Słowa Bożego” Jacka Piekary to moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza, który zdobył moje czytelnicze serce i już niejednokrotnie zaimponował mi swoją kreatywnością pisarską. Piekara ma bowiem coś, co dla mnie jest niezwykle ważne – potrafi tworzyć historie niepowtarzalne. Historie, które nie są jedynie kolejną opowieścią do przeczytania, odłożenia na półkę i zapomnienia. To literackie podróże, których kolejne przystanki potrafią zostać w głowie na długo po zamknięciu książki. I właśnie taką podróżą okazało się dla mnie „Miasto Słowa Bożego”.
Mordimer tym razem opuszcza sielski – choć przecież daleki od spokojnego – żywot na dworze wielkiego feudała i rusza do Italii. Nie jedzie jednak na wakacje. Nie będzie zwiedzania zabytków, romantycznych spacerów ani degustowania lokalnych specjałów. Jego misja jest znacznie bardziej skomplikowana. Ma odzyskać relikwię świętego Alodiusza, wojennego bohatera z czasów Mrocznych Wieków. Brzmi konkretnie? Oczywiście tylko do momentu, kiedy Mordimer dociera na miejsce. Bo Italia Jacka Piekary nie jest miejscem, w którym można po prostu wejść, wykonać zadanie i spokojnie wrócić do domu.
„Miasto Słowa Bożego” to prawdziwy kocioł z wrzącą trucizną. Każdy coś knuje. Każdy ma własny interes. Każdy może być sojusznikiem, ale równie dobrze może okazać się śmiertelnym zagrożeniem. A kiedy do tego wszystkiego dorzucimy tajemnicze morderstwa, polityczne spiski, intrygi, mistyczne obrzędy, demony i skrytobójców, otrzymujemy mieszankę, która doskonale pasuje do świata Mordimera Madderdina. Jacek Piekara po raz kolejny pokazuje, że świetnie czuje się w tworzeniu rzeczywistości, w której granica pomiędzy tym, co racjonalne, a tym, co nadprzyrodzone, jest niezwykle cienka. Tutaj nic nie jest oczywiste. Czytelnik bardzo szybko uczy się, że nie warto zbyt mocno przywiązywać się do pierwszych wniosków. To, co początkowo wygląda jak prosta intryga, może prowadzić do znacznie bardziej niebezpiecznej tajemnicy. I właśnie odkrywanie tej historii było dla mnie jedną z największych przyjemności. Nie chodzi wyłącznie o to, co się wydarzy, ale przede wszystkim o to, dokąd autor chce mnie zaprowadzić. Kolejne wydarzenia otwierają następne drzwi, za którymi znajdują się kolejne pytania.
Jacek Piekara nie podaje wszystkiego na tacy. Pozwala czytelnikowi wejść w sam środek zamieszania i razem z Mordimerem próbować odnaleźć właściwą drogę. A łatwo nie będzie. Tym bardziej że świat „Miasta Słowa Bożego” to również świat niezwykle barwny. Uczty, pijatyki, romanse, pojedynki, filozoficzne dyskusje, polityczne rozgrywki i brutalność tworzą rzeczywistość, w której naprawdę trudno o nudę. Autor umiejętnie miesza ze sobą elementy przygodowe, kryminalne, fantastyczne i historyczne, dzięki czemu powieść nie daje się łatwo zamknąć w jednej szufladce. I bardzo dobrze. Bo właśnie ta niejednoznaczność sprawia, że książka ma swój charakter.
Na szczególne uznanie zasługuje sposób, w jaki Jacek Piekara buduje napięcie. Nie potrzebuje nieustannego bombardowania czytelnika efektownymi scenami. Potrafi wykorzystać atmosferę podejrzliwości, niedopowiedzenia i oczekiwania. W efekcie podczas lektury można mieć wrażenie, że pod powierzchnią kolejnych wydarzeń cały czas dzieje się coś jeszcze. A przecież właśnie wtedy literatura potrafi wciągnąć najbardziej. Kiedy czytelnik nie tylko śledzi fabułę, ale zaczyna ją przeżywać. Mordimer jest tutaj przewodnikiem po świecie, w którym przetrwanie wymaga nie tylko odwagi, ale także sprytu, inteligencji i umiejętności poruszania się pomiędzy ludźmi, których prawdziwe zamiary nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. To bohater, z którym ponowne spotkanie daje mi dokładnie to, czego oczekuję od kolejnej części znanej serii – poczucie powrotu do dobrze znanego świata, ale jednocześnie świadomość, że autor nadal potrafi mnie czymś zaskoczyć.
„Ja, Inkwizytor. Miasto Słowa Bożego” jest dla mnie dowodem na to, że kreatywność pisarska może być siłą napędową całej opowieści. Autor nie ogranicza się do odtworzenia znanego schematu. Rozbudowuje swój świat, wykorzystuje jego możliwości i tworzy historię, której odkrywanie staje się literacką podróżą. Podróżą momentami brutalną, momentami mroczną, czasem przewrotną, ale przede wszystkim niezwykle angażującą.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Piekara wie, jak prowadzić czytelnika przez kolejne wydarzenia i jak sprawić, by świat przedstawiony miał własny charakter. A kiedy po zakończeniu lektury pewne sceny, obrazy i wydarzenia nadal krążą po głowie, wiem, że miałem do czynienia z książką, która zrobiła coś więcej niż tylko zapewniła mi kilka godzin rozrywki. Zostawiła ślad.
Dla mnie „Ja, Inkwizytor. Miasto Słowa Bożego” jest powieścią zdecydowanie godną uwagi. To kolejne spotkanie z pisarzem, którego kunszt tworzenia niepowtarzalnych historii po raz kolejny zrobił na mnie wrażenie. Dlatego nie mam żadnych wątpliwości. Ta książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. A tym samym z przyjemnością dokładam ją do czyt-NIKowej biblioteczki. Czyt-NIK poleca!!! Bo czasami warto wejść do kotła z wrzącą trucizną. Oczywiście najlepiej z Mordimerem u boku.
Książka pt. „Miasto Słowa Bożego” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

