Lato 1997 roku. Powódź tysiąclecia na południu Polski. Obrazy, które większość z nas kojarzy z archiwalnych nagrań: zalane ulice Wrocławia, pękające wały, heroiczna walka o każdy worek z piaskiem. Ale Michał Wisła w swojej powieści „Gdy zginie pies” robi coś zupełnie innego – wykorzystuje ten żywioł nie jako zwykłe tło, ale jako potężny, mroczny katalizator wydarzeń. Gdy woda w końcu opada, Odra odsłania tajemnice pogrzebane na dnie przez dziesięciolecia. A wraz z uciekającą falą na powierzchnię wypływają pierwsze ciała.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Michała Wisły, ale powiem Wam jedno: ten facet od razu zdobył moje czytelnicze serce i absolutnie zaimponował mi swoją kreatywnością. Od pierwszych stron czuć, że mamy do czynienia z autorem, który doskonale wie, jak prowadzić fabułę, by nie dać czytelnikowi ani chwili oddechu. Wisła zachwycił mnie kunsztem tworzenia niepowtarzalnych historii – takich, które nie powielają tanich schematów, ale budują własny, niesamowicie gęsty klimat.
Śledztwo rusza z kopyta, gdy sprawę przejmuje doświadczony komisarz policji. Szybko jednak staje się jasne, że ten dramat przekracza ramy zwykłego dochodzenia. Do śledczego dołącza ekscentryczna partnerka o niejasnej, wręcz niepokojącej przeszłości. Splot tych dwóch całkowicie różnych osobowości to fabularny majstersztyk. Chemia, napięcie i nieustanna gra pozorów między bohaterami napędzają tę historię z ogromną siłą. Oboje nie mają jednak pojęcia, że wdepnęli w bagno, którego korzenie sięgają ostatnich dni II wojny światowej oraz wydarzeń, o których milczą podręczniki historii.
Kreatywność autora w stworzeniu tej opowieści sprawia, że jej odkrywanie staje się prawdziwą literacką podróżą. Wisła niezwykle sprawnie żongluje planami czasowymi, łącząc ponury, powodziowy Wrocław lat 90. z mrocznymi sekretami zbrodni sprzed dekad. Ludzie, którzy przez lata żyli w cieniu, nie zamierzają pozwolić, by prawda wyszła na jaw. Są gotowi zabić każdego, kto spróbuje naruszyć ich milczenie. Napięcie rośnie z rozdziału na rozdział, a gęsta atmosfera dosłownie wylewa się ze stron.
Styl, narracja oraz sam sposób budowania historii przez Michała Wisłę zasługują na pełne uznanie. Nie ma tu miejsca na lanie wody czy zbędne zapychacze. Powieść trzyma w uścisku od pierwszej do ostatniej strony, zmuszając do ciągłego analizowania faktów razem z bohaterami. To jedna z tych pozycji, po których odłożeniu na półkę człowiek wciąż siedzi i przetrawia to, co właśnie przeczytał. Ta historia po prostu na zawsze pozostaje w czytelniczej psychice.
Dla mnie to powieść godna uwagi i absolutnie wyjątkowa na naszym rynku. Dlatego też mogę śmiało dodać, że książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki, dodając ogromnej wartości czyt-NIKowej biblioteczce. Jeśli szukacie mięsistej, mrocznej i genialnie skonstruowanej powieści z historią w tle, „Gdy zginie pies” jest pozycją, obok której nie możecie przejść obojętnie. Polecam z czystym sumieniem!
Książka pt. „Gdy zginie pies” dostępna jest tutaj

