Czyt-NIK: „Księżniczki Alhambry” to już czwarty tom cyklu "Krew wojowników” — z jakimi emocjami oddawał Pan tę część w ręce czytelników?
Łukasz Czeszumski: Każdy tom pokazuje inną część świata ze wszystkimi jej aspektami, to determinuje odmienny styl każdego z tomów. Przy krwawych wojnach we Włoszech Hiszpania wydawała się spokojna, ale mimo pozornego spokoju, wrzała. Mieszczanie burzyli się przeciw władcom, moryskowie przeciw starym chrześcijanom. Imperium cesarza Karola wydawało się potężne i silne, ale było kolosem na glinianych nogach.
W „Księżniczce” pokazałem świat z pozoru zwyczajny i spokojny. To co ważne, dzieje się w ukryciu. Pozornie panują surowe obyczaje i strach przed Inkwizycją, a w sekrecie ludzie czynią wszystko na co mają ochotę. Próżny książę Granady wydaje się godnym władcą, ale trwoni majątek na bezsensowne wyprawy wojenne i jest oprawcą swojej żony. Jego żona z kolei, gdy jej młodzieńcza naiwność konfrontuje się z rzeczywistością dworu, oddaje się zakazanemu romansowi bo jej pozycja, małżeństwo i życie okazuje się nic nie warte. To jest książka o zrywaniu więzów, o tym że żaden system nie jest idealny i im bardziej on niewoli, tym chętniej ludzie od niego uciekają. Myślę że nie bez znaczenia jest że powieść tą napisałem w okresie pandemii, gdy paniczne i bezsensowne decyzje rządzących narzucały ludzkości różnorakie ograniczenia.
Czyt-NIK: Czy od początku wiedział Pan, w jakim kierunku poprowadzi historię Burzyńskiego i Isabel, czy fabuła zaskakiwała również autora?
Łukasz Czeszumski: Fabuły nie planuję aż tak szczegółowo. To nie byłoby dobre, bo potem akcja toczyłaby się pod schemat, sztucznie wypadałyby dialogi czy opisy działań. Mam ogólny rozpis ram akcji w danym tomie, stosy notatek dotyczących wydarzeń historycznych oraz realiów określonych miejsc, mam w głowie wizję poszczególnych postaci. Tym niemniej od początku było wiadome, że romans księżniczki i kondotiera nie zakończy się jak w bajkach. Sekretne, coraz bardziej ryzykowne spotkania, paranoiczny mąż księżniczki, romans który wedle ówczesnych praw był zbrodnią karaną śmiercią… Ale i on, i ona idą w to, ponieważ są swego rodzaju straceńcami. On jest weteranem, rycerzem pozbawionym ziemi i władcy, robi to co przez całe życie – szuka kolejnych ryzykownych przygód. To zupełnie inny Burzyński niż ten z pierwszego czy drugiego tomu. Nie ma w nim naiwności młodego rycerza. Przeżył okropne rzeczy, stracił złudzenia. Nie wierzy on już ani we władców, ani w kościół, odrzuca kodeks rycerski dokonując w ramach zemsty, zgodnie tylko z własnymi zasadami, licznych zbrodni. Jego towarzystwem już nie są szlachcice i arystokraci, on nimi gardzi, jego towarzyszami stają się bandyci i odszczepieńcy z Marsylii i Granady, prostytutki, oraz dawni przyjaciele z armii, obecnie gnębieni przez choroby i ciężkie przeżycia. Ale oni są prawdziwi, a arystokraci są puści, próżni i tchórzliwi.
Z kolei Isabel inicjuje romans bo desperacko szuka ucieczki od życia, które nie daje jej satysfakcji. Choć wydaje się że ucieczki z jej sytuacji nie ma, a romans wydaje się rzeczą samobójczą, to właśnie ta instynktowna decyzja otwiera jej drzwi do wolności, sprawia, że nauczy się ona kontrolować własne życie.
Czyt-NIK: Skąd narodził się pomysł, by akcję „Księżniczki Alhambry” osadzić w roku 1527 i połączyć fantasy z tak mocnym historycznym tłem?
Łukasz Czeszumski: Tu nie ma fantasy. Pewne elementy ożywionych średniowiecznych legend były tylko w pierwszym tomie tej serii i nie spodobały się one czytelnikom. I od czasu pierwszego tomu Krew wojowników to stricte powieści historyczne. Okres wynika po prostu z życia bohatera. Wraz ze spaleniem Rzymu w 1527 kończy się „złota era wojen włoskich”, najemnicy uchodzą z Italii, jedni z zagrabionym złotem, inni bez grosza. Tak samo uchodzi nasz bohater. Wyrusza do Hiszpanii, to dla niego naturalny kierunek – posiada zdobyty na wojnach włoskich aragoński herb, ma też w Hiszpanii różne znajomości które jak liczy, zapewnić mu mogą nowe możliwości. Tak się też dzieje, ale jak to w życiu, zamiary nigdy nie spełniają się w taki sposób, jaki planowaliśmy…
