Czyt-NIK: „Znamię rodu” zachwyca autentycznym klimatem słowiańskich wierzeń i mazurskich legend. Jak wyglądał proces tworzenia tej historii? Więcej było w nim literackiej wyobraźni, czy może inspiracji zaczerpniętych z prawdziwych podań, miejsc i opowieści zasłyszanych na Mazurach?
Katarzyna Kuśmierczyk: Tak naprawdę sama historia „Znamienia rodu” zaczęła się dość niezwykle, bo zamierzałam pisać zupełnie inną książkę, do której zebrałam już nawet materiały. Wszystko zmienił przypadek. Podczas podróży do Olsztyna GPS poprowadził nas przez sam środek Puszczy Boreckiej, a konkretnie przez Rezerwat Borki. Nie znałam wtedy ani tego miejsca, ani mazurskich legend, a mimo to właściwie od chwili, kiedy wjechałam do puszczy, wiedziałam, że muszę o niej napisać. Co więcej, zanim dotarłam do Olsztyna, miałam już zbudowaną większą część historii.
Dopiero później, na etapie pisania, zaczęłam poznawać lokalne legendy i sięgać do mazurskich wierzeń, które przebudowałam, dostosowując do fabuły powieści i łącząc z własnymi pomysłami. Czytelnik nie znajdzie więc w „Znamieniu rodu” konkretnej mazurskiej legendy przeniesionej na karty książki w niezmienionej postaci, o czym zresztą wspominam w posłowiu.
Więc zdecydowanie najpierw była literacka wyobraźnia i historia, która narodziła się w mojej głowie, a dopiero później zaczęłam osadzać ją w rzeczywistych miejscach i splatać z lokalnymi wierzeniami i opowieściami.
Czyt-NIK: Łucja to bohaterka, która nie tylko mierzy się z nadprzyrodzonym złem, ale przede wszystkim z własną przeszłością i rodzinnym dziedzictwem. Czy od początku wiedziała Pani, dokąd zaprowadzi ją ta historia, czy również Panią potrafiła zaskoczyć w trakcie pisania?
Katarzyna Kuśmierczyk: Zatrzymałabym się na moment przy pojawiającym się w pytaniu określeniu „nadprzyrodzone zło”, bo sama nie postrzegam tego, z czym mierzą się bohaterowie, aż tak jednoznacznie. W „Znamieniu rodu” rzeczywiście obecny jest bardzo głęboki mrok, ale mrok nie musi być przecież tożsamy ze złem. Jest raczej drugą stroną rzeczywistości – przeciwieństwem światła, tak jak noc jest przeciwieństwem dnia, a księżyc słońca. Ta ciemniejsza strona jest obecna zarówno w dawnych wierzeniach i legendach, jak i w ludzkich historiach. I właśnie takie znaczenie ma dla mnie mrok obecny w tej powieści, może budzić lęk i niepokój, ale nie chciałam sprowadzać go do prostego podziału na dobro i zło.
Natomiast jeżeli chodzi o samą fabułę, jej główny kierunek znałam od początku i pod tym względem historia mnie nie zaskoczyła. Pojawiło się jednak kilka nieplanowanych zwrotów akcji. Początkowo miała to być przede wszystkim opowieść Łucji, a Aleksander miał pozostać bohaterem pobocznym. W trakcie pisania zaczął jednak zajmować coraz więcej miejsca, aż w końcu wyrósł na jednego z głównych bohaterów. Do samego końca nie byłam też pewna, jak tę historię zakończyć. Rozważałam trzy różne wersje i ostatecznie zdecydowałam się na najłagodniejszy wariant.
Czyt-NIK: Czytając „Znamię rodu”, miałem wrażenie, że Puszcza Borecka jest pełnoprawnym bohaterem tej opowieści – żyje, oddycha i skrywa własne tajemnice. Gdyby mogła Pani zaprosić czytelników w jedno konkretne miejsce z książki, by poczuli jego atmosferę, dokąd by ich Pani zabrała i dlaczego właśnie tam?
Katarzyna Kuśmierczyk: Tak, zdecydowanie taki był zamiar. W pewnym sensie wynika to z praw, którymi rządzi się folk horror: mamy tu odizolowaną społeczność, siły natury, dawne wierzenia i legendy. Od początku bardzo zależało mi jednak na tym, żeby Puszcza Borecka nie stanowiła jedynie efektownego tła. Chciałam, żeby realnie wpływała na bohaterów, determinowała ich decyzje, a momentami wręcz narzucała własne reguły. Żeby stała się jedną z najważniejszych postaci tej historii.
Gdybym miała zaprosić czytelników w jedno miejsce związane z książką, bez wahania wybrałabym rezerwat Borki, chociaż nie potrafiłabym wskazać tam konkretnego punktu. Cały ten obszar jest niezwykły. Byłam tam kilkukrotnie, również podczas pracy nad powieścią, i za każdym razem mocno odczuwałam jego energię.
Mam wrażenie, że to przestrzeń, która rzadko pozostawia ludzi obojętnymi. Spotykałam osoby, które mówiły o niepokoju, a nawet o dyskomforcie. Ja czułam się tam świetnie. I tutaj wracamy do mroku, o którym wspomniałam wcześniej – jest gęsty i namacalny, ale dla mnie nie ma w sobie zła. Przeciwnie, stanowi o magii tego miejsca. W Puszczy Boreckiej można odnieść wrażenie, że przekracza się granicę świata, który nie należy do człowieka, nie został przez niego oswojony i rządzi się własnymi prawami. I to chyba fascynuje mnie w niej najbardziej.

