3 Szoty z Anną-Marią Bentley
Czyt-NIK: Karolina, bohaterka książki „Tam, gdzie kończy się lęk” przez lata żyła według oczekiwań innych ludzi. Czy podczas pisania tej historii chciałaś przede wszystkim opowiedzieć o jej losach, czy raczej przypomnieć czytelnikom, jak łatwo można zgubić samego siebie, próbując zasłużyć na cudzą akceptację?
Anna Maria-Bentley: To pytanie bardzo mnie porusza, bo myślę, że właśnie w nim ukryte jest serce tej książki.
Pisząc historię Karoliny, nie chciałam opowiedzieć wyłącznie o dziewczynie, która zakochała się w kobiecie. Chciałam opowiedzieć o człowieku, który przez całe życie próbował zasłużyć na miłość.
Karolina od dziecka słyszała, jaka powinna być. Grzeczna. Posłuszna. Taka, która nie zawodzi. Z czasem przestała pytać samą siebie, czego naprawdę chce, bo ważniejsze stało się to, czego oczekiwali od niej inni.
Myślę, że bardzo wiele osób żyje w podobny sposób. Nie dlatego, że tego chce, ale dlatego, że od najmłodszych lat uczono je, iż akceptację zdobywa się kosztem siebie.
Dlatego ta książka nie jest dla mnie przede wszystkim historią o orientacji czy o miłości dwóch kobiet. Jest historią o odzyskiwaniu własnego głosu. O odwadze, by po raz pierwszy spojrzeć w lustro i zapytać: „A kim jestem, kiedy przestaję spełniać cudze oczekiwania?”
Bardzo chciałam, żeby czytelnik odnalazł w Karolinie nie tylko jej historię, ale również kawałek siebie. Bo zgubić siebie można na wiele sposobów. Czasem wystarczy przez lata żyć tak, by zasłużyć na cudzą akceptację, zamiast nauczyć się akceptować samego siebie.
I chyba właśnie dlatego ta historia jest dla mnie tak ważna. Nie opowiada o tym, jak znaleźć miłość. Opowiada o tym, jak odnaleźć siebie. A wierzę, że dopiero wtedy można naprawdę pokochać i być kochanym.
Czyt-NIK: Jednym z najmocniejszych elementów książki „Tam, gdzie kończy się lęk” jest relacja matki i córki – pełna niewypowiedzianych emocji, ran i tęsknot. Czy ten wątek był dla Ciebie najtrudniejszy do napisania i który fragment tej relacji poruszył Cię najbardziej jako autorkę?
Anna Maria-Bentley: To zdecydowanie był najtrudniejszy wątek do napisania.
Paradoksalnie nie dlatego, że zawiera najwięcej dramatycznych scen. Najtrudniejsze było pokazanie przemocy, która nie zostawia siniaków.
Bardzo często myślimy o przemocy jako o krzyku czy uderzeniu. Tymczasem są słowa, które zostają z człowiekiem na całe życie. Są spojrzenia, milczenie, zawiedzione westchnienia, ciągłe poprawianie dziecka, odbieranie mu prawa do własnych emocji. To wszystko sprawia, że zaczyna wierzyć, iż miłość trzeba sobie wypracować.
Najbardziej poruszał mnie moment, w którym zrozumiałam, że Karolina przez całe życie nie walczyła o wolność. Ona walczyła o to, żeby mama była z niej dumna.
To bardzo smutne, bo dziecko nie przestaje kochać rodzica tylko dlatego, że zostało zranione. Ono najczęściej zaczyna obwiniać siebie. Myśli: „Gdybym była lepsza, spokojniejsza, grzeczniejsza, mama na pewno by mnie pokochała.”
I właśnie ten mechanizm najbardziej ściskał mnie za serce podczas pisania.
Jest jednak jedna scena, do której wracam wyjątkowo często. Nie ta najbardziej dramatyczna, nie sąd ani obdukcja. Tylko chwila, w której Karolina po raz pierwszy uświadamia sobie, że przez całe życie żyła bardziej lękiem swojej mamy niż własnymi marzeniami.
Dla mnie to właśnie wtedy zaczyna się jej prawdziwa przemiana.
Bo czasem największą odwagą nie jest przeciwstawić się całemu światu.
Największą odwagą jest powiedzieć: „Mamo, kocham Cię... ale od dziś chcę żyć swoim życiem.”
I myślę, że właśnie w tym miejscu kończy się lęk. Nie wtedy, gdy przestajemy się bać. Tylko wtedy, gdy przestajemy pozwalać, by cudzy strach decydował o naszym życiu.
Czyt-NIK: Tytuł „Tam, gdzie kończy się lęk” niesie ogromny ładunek emocjonalny. Gdzie według Ciebie kończy się lęk – w odwadze, w miłości, w akceptacji siebie, a może w podjęciu decyzji, by wreszcie żyć po swojemu?
Anna Maria-Bentley: Myślę, że lęk nie kończy się w jednym momencie. On kończy się powoli.
Nie znika dlatego, że pewnego dnia przestajemy się bać. Strach często zostaje z nami jeszcze bardzo długo.
Dla mnie lęk kończy się wtedy, kiedy po raz pierwszy przestajemy pozwalać, by to on podejmował za nas decyzje.
Karolina nie obudziła się pewnego ranka jako odważna kobieta. Ona bała się niemal do samego końca. Bała się matki, odrzucenia, samotności, tego, co powiedzą ludzie, a nawet tego, kim naprawdę jest.
Ale zrobiła coś niezwykle ważnego. Mimo tego strachu zrobiła pierwszy krok.
I właśnie wtedy zaczęło się jej nowe życie.
Dlatego nie powiedziałabym, że tytuł odnosi się wyłącznie do miłości czy do coming outu. Dla mnie jest znacznie bardziej uniwersalny.
Bo każdy z nas nosi jakiś lęk.
Jedni boją się odrzucenia. Inni porażki. Jeszcze inni samotności albo życia niezgodnego z oczekiwaniami najbliższych.
Myślę, że „Tam, gdzie kończy się lęk” to miejsce, w którym człowiek wreszcie mówi sobie:
"Mam prawo być sobą."
Bez przepraszania. Bez udawania. Bez życia według cudzego scenariusza.
I może właśnie dlatego ten tytuł jest dla mnie tak ważny. Bo wierzę, że każdy z nas ma swoje własne miejsce, w którym kończy się lęk. Dla jednych będzie nim miłość. Dla innych przebaczenie. Dla kogoś akceptacja siebie. A dla jeszcze kogoś po prostu jedna, odważna decyzja, by przestać żyć życiem, które napisali dla niego inni.
Bo tam, gdzie kończy się lęk… naprawdę zaczyna się życie.

