Znacie to uczucie, kiedy za oknem szaro, buro i zimno, a wy marzycie tylko o tym, żeby zaszyć się pod ciepłym kocem z kubkiem parującej herbaty i książką, która pochłonie Was bez reszty? Ja właśnie odbyłem taką podróż. I powiem Wam jedno: ta lektura rozgrzewa emocje do czerwoności, mimo że w tytule mamy śnieg i mróz!
Sięgnąłem po najnowszą powieść Magdy Knedler pt. „Śnieżny pałac". Kolejna genialna historia wyszła spod pióra autorki, którą doskonale znam i której twórczość niezmiennie podziwiam. To moje kolejne spotkanie z jej książkami, ale gwarantuję Wam, że to konkretne doświadczenie pozostanie w mojej czytelniczej pamięci już na zawsze. Magda Knedler ma w sobie coś takiego, że po prostu kupuje mnie od pierwszej strony. I dziś, bez dłuższego wstępu, chcę Wam opowiedzieć, dlaczego ta książka absolutnie zasługuje na wyjątkowe miejsce. Doceniam ogromną kreatywność autorki i bez wahania umieszczam tę pozycję na mojej specjalnej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Zatem zapnijcie pasy, bo wchodzimy do posiadłości, gdzie nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Wyobraźcie sobie mroźny, wręcz przejmujący zimowy dzień. Taką pogodę, kiedy nos natychmiast robi się czerwony, a wiatr hula po pustych dróg. W takich okolicznościach przyrody do imponującego, ale też budzącego specyficzny lęk Śnieżnego Pałacu przybywa Michał. Kto to taki? To polonista z krwi i kości, człowiek, który ma uczyć dwie dziewczynki: Amelkę i Inkę.
Początkowo wydaje się, że to zwykła praca korepetytora na prowincji czy w odciętej od świata posiadłości. Ale spokojnie, u Magdy Knedler nigdy nie ma mowy o nudzie! Już od pierwszych chwil Michał orientuje się, że za tą piękną, wręcz bajkową fasadą pałacu kryje się coś głęboko niepokojącego. Dziewczynki są zamknięte w sobie, nieufne, a ich matka, Rozalia, sprawia wrażenie, jakby ukrywała przed światem jakiś potężny sekret. Rozalia ewidentnie o czymś milczy, a te jej przemilczenia wręcz wiszą w gęstym powietrzu korytarzy.
A jakby tego było mało – w pałacu dzieją się rzeczy, od których włos jeży się na głowie. Po starych, skrzypiących korytarzach zdaje się krążyć duch Grety Erfurt. Kim była ta kobieta? Mieszkała tutaj równe sto lat temu i zginęła w bardzo tajemniczych okolicznościach. Czy rzeczywiście nawiedza te mury? Z każdym dniem w starych pokojach rozbrzmiewają dziwne, urwane rozmowy, zawieszone w próżni niedokończone zdania, a Michał ma coraz silniejsze, wręcz namacalne wrażenie, że ktoś nieustannie go obserwuje. Ktoś patrzy z cienia. Ktoś czeka. A każdego kto sięgnie po tę książkę czeka niezapomniana czytelnicza uczta.
To, co autorka zrobiła z fabułą „Śnieżnego pałacu”, to czysty majstersztyk. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na najwyższe uznanie. Magda Knedler nie spieszy się z odkrywaniem kart. Ona dawkuje nam napięcie z precyzją chirurga. Z każdą przekładaną stroną buduje duszny, klaustrofobiczny klimat odciętej od świata posiadłości. Czujemy ten chłód, słyszymy skrzypienie podłóg, niemal widzimy cień przemykający kątem oka.
Michał krok po kroku zaczyna odkrywać mroczne sekrety rodziny Mańkowskich oraz tragiczną historię samego pałacu. Im bliżej dociera do prawdy, tym bardziej granica między rzeczywistością a tym, co od lat próbuje wydostać się z cienia, zaczyna się zacierać. Pytania mnożą się w tempie błyskawicznym. Co dokładnie wydarzyło się przed laty w ogrodzie Śnieżnego Pałacu? Kim naprawdę była Greta Erfurt i dlaczego Rozalia za wszelką cenę próbuje odtworzyć jej losy? Czy w ogóle da się tak po prostu zniknąć bez śladu?
Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę. Pokazuje, że nie wszystkie tajemnice powinny ujrzeć światło dzienne. Niektóre z nich są jak uśpione bestie – cierpliwie czekają, aż ktoś odważy się je obudzić, aż ktoś zaryzykuje i zdejmie z nich welon zapomnienia. Pytanie tylko brzmi: czy kiedy w końcu poznamy prawdę, to przyniesie nam ona ukojenie, czy wręcz przeciwnie – zniszczy wszystko, w co wierzyliśmy? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, czytając tę książkę.
W dzisiejszych czasach łatwo trafić na schematyczne thrillery czy powieści obyczajowe, które pisane są na jedno koryto. Magda Knedler udowadnia jednak, że polska literatura ma ogromną moc, a twórcy potrafią zaskoczyć oryginalnym pomysłem. Kreatywność autorki w konstruowaniu tej historii zasługuje na oklaski na stojąco. To nie jest po prostu książka, którą się czyta – to jest zaproszenie do czytelniczej uczty, z której nikt nie wyjdzie głodny emocji.
Ta opowieść rozgrzewa nasze emocje, a jednocześnie sprawia, że przechodzą nas dreszcze. Jest w niej elegancja stylu, głębia psychologiczna bohaterów i ten specyficzny, gotycki wręcz klimat, który sprawia, że od książki po prostu nie da się oderwać. Siedziałem wieczorem z filiżanką herbaty i myślałem sobie: „No dobra, jeszcze jeden rozdział i idę spać”. Oczywiście skończyło się na zarwanej nocy, bo musiałem dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy!
Jeśli szukacie historii z duszą, tajemnicą z przeszłości, genialnie zarysowanymi postaciami i gęstą atmosferą, w której można utonąć – „Śnieżny pałac” czeka na Was. Magda Knedler po raz kolejny udowodniła, że jest pisarką przez duże „P”.
Książka pt. „Śnieżny pałac” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

