Kraków lat sześćdziesiątych. Miasto, które na pierwszy rzut oka powinno kojarzyć się z historią, zabytkami, ulicznym gwarem i codziennym życiem mieszkańców. Tymczasem w pewnym momencie w tę codzienność wkrada się strach. Ktoś atakuje kobiety i dzieci. Mieszkańcy zaczynają oglądać się za siebie, a zbrodnie stają się tematem rozmów, plotek i medialnych doniesień. Wkrótce pojawia się określenie, które na zawsze zapisze się w historii miasta – „Wampir z Krakowa”.
Darius Pike w swojej książce sięga po autentyczną sprawę kryminalną Karola Szczepana Kota i tworzy z niej mroczną opowieść fabularno-reporterską. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i muszę przyznać, że było to spotkanie mocne, niepokojące i przede wszystkim bardzo angażujące. Od pierwszych stron miałem świadomość, że nie czytam historii wymyślonej wyłącznie po to, by dostarczyć czytelnikowi emocji. Za tą opowieścią stoją prawdziwi ludzie, prawdziwe miejsca i wydarzenia, które rzeczywiście wstrząsnęły powojennym Krakowem. I chyba właśnie ta świadomość sprawia, że „Wampir z Krakowa” działa na psychikę znacznie mocniej niż niejedna powieść kryminalna.
Autor bardzo skrupulatnie prowadzi czytelnika przez kolejne etapy tej historii. Nie ogranicza się wyłącznie do przedstawienia zbrodni. Poznajemy atmosferę miasta, narastający lęk, reakcje ludzi, działania śledczych, zatrzymanie podejrzanego, badania psychiatryczne, proces, a następnie konsekwencje wydanego wyroku. Dzięki temu książka nie jest jedynie opowieścią o sprawcy. To znacznie szerszy obraz wydarzeń, które odcisnęły piętno na wielu osobach. I właśnie tę skrupulatność Dariusa Pike’a szczególnie doceniam. Autor nie pędzi bezrefleksyjnie od jednej zbrodni do drugiej. Pozwala wydarzeniom wybrzmieć. Pokazuje kolejne elementy układanki i sprawia, że czytelnik może krok po kroku wejść w sam środek historii.
„Wampir z Krakowa” ma w sobie coś z literackiej podróży do świata, który znamy z historii, ale który jednocześnie wydaje się niepokojąco bliski. Krakowskie ulice stają się przestrzenią lęku. Zwykłe miejsca nabierają zupełnie innego znaczenia. To, co normalne i codzienne, zaczyna być postrzegane przez pryzmat zagrożenia. Bardzo mocno wybrzmiewa tutaj również motyw medialnej legendy. Człowiek otrzymuje przydomek, który zaczyna żyć własnym życiem. „Wampir z Krakowa” staje się czymś więcej niż określeniem sprawcy. Staje się symbolem strachu, który ogarnia miasto. I właśnie w tym miejscu książka skłania do refleksji nad tym, jak łatwo prawdziwa tragedia może zostać zamieniona w legendę. Za sensacyjnym określeniem nie powinno jednak zniknąć to, co najważniejsze – ofiary i ich dramat. Darius Pike o tym nie zapomina.
To dla mnie jeden z ważniejszych elementów tej książki. Historia nie zostaje sprowadzona wyłącznie do fascynacji sprawcą. Autor pokazuje również ludzi, którzy znaleźli się po drugiej stronie tej tragedii. Dzięki temu „Wampir z Krakowa” nie jest kolejną opowieścią, w której morderca zajmuje całą przestrzeń, a ofiary stają się jedynie dodatkiem do jego historii. Jest też Karol Szczepan Kot – człowiek, którego czyny sprawiły, że jego nazwisko zapisało się w historii krakowskiej kryminalistyki. Autor próbuje przybliżyć jego postać, ale jednocześnie pozostawia czytelnikowi przestrzeń do własnych przemyśleń. Szczególnie mocno działa pytanie, które pojawia się w opisie książki: jak zwyczajna twarz może przez tak długi czas ukrywać zło?
To pytanie zostaje ze mną również po zakończeniu lektury. I chyba właśnie tutaj „Wampir z Krakowa” pokazuje swoją największą siłę. To książka, którą można przeczytać, zamknąć i odłożyć na półkę, ale trudno po prostu o niej zapomnieć. Niektóre historie zostają w pamięci na chwilę. Ta pozostaje w czytelniczej psychice znacznie dłużej. Nie dlatego, że autor próbuje za wszelką cenę szokować. Wręcz przeciwnie. Siła tej historii wynika przede wszystkim z jej autentyczności. Świadomość, że opisywane wydarzenia naprawdę miały miejsce, sprawia, że kolejne strony czyta się z zupełnie innym nastawieniem.
Dla mnie „Wampir z Krakowa” jest również ciekawym połączeniem kilku form. Mamy tutaj elementy powieści, reportażu, kryminału i noir. Dzięki temu książka nie zamyka się w jednym schemacie. Z jednej strony otrzymujemy fakty i wydarzenia związane z autentyczną sprawą, z drugiej – literacką narrację, która pozwala wejść głębiej w atmosferę tamtych czasów. A atmosfera jest tutaj naprawdę gęsta.
To lektura dla czytelników zainteresowanych prawdziwymi sprawami kryminalnymi, historią powojennego Krakowa, ale również dla tych, którzy lubią książki, po których zakończeniu pojawia się chwila ciszy. Taka, podczas której człowiek odkłada książkę i jeszcze przez moment pozostaje myślami w jej świecie.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Dariusa Pike’a uważam więc za bardzo interesujące. „Wampir z Krakowa” pokazał mi autora, który potrafi z dużą skrupulatnością przyjrzeć się autentycznej historii i przedstawić ją w sposób angażujący czytelnika. „Wampir z Krakowa” to historia, która nie pozwala przejść obojętnie obok opisanych wydarzeń. To opowieść o zbrodni, strachu, śledztwie, ofiarach, sprawcy i mieście, które musiało zmierzyć się z własnym lękiem. Przede wszystkim jednak to książka, która przypomina, że za każdym głośnym kryminalnym przydomkiem kryją się prawdziwi ludzie i prawdziwe tragedie. Dla mnie to książka godna uwagi, dlatego też mogę śmiało dodać, że „Wampir z Krakowa” zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. A tym samym z przyjemnością dokładam ją do mojej czyt-NIKowej biblioteczki. WOW Czyt-NIK! Ta historia zostaje w głowie. I chyba właśnie o to chodzi w dobrej książce – żeby po jej przeczytaniu nadal chciało się o niej myśleć.
Książka pt. „Wampir z Krakowa” dostępna jest na stronie Autora

